piątek, 1 lutego 2013

Rozdział 7 cz.4

-Główną rolę żeńską otrzymuje Kim Crowford,a główną rolę męską otrzymuje...-tu przerwał ma chwilę,bo Ricky coś szeptał mu do ucha.
Może chciał mu powiedzieć,kto ma zagrać główną rolę męską tak żeby jemu było wygodnie.Najprawdopodobniej tak.Ale Bobby tylko wysuchał monologu Ricky'ego,a potem machnął ręką na znak ,,Mam to gdzieś!" i kontynułował:
-A więc.Główną rolę męską otrzymuje...Jack Anderson!-pisnął.
-Jack,udało się!Gramy dwie role głównę!-darłam sie Jack'owi do ucha.
W tym momencie mażyłam tylko o tym żeby to nie był sen.Gram główną rolę!W filmie karate!Z Jack'iem u boku!Bobby jeszcze opowiedział nam fabułę filmu,porozdzielał rolę między chłopaków i kazał nam przy wyjściu zgłosić się po scenariusze.Podeszliśmy do stolika na końcu korytarza,na którym leżały scenariusze.Przebiłam się przez tłum i sięgnęłam po scenariusze z nazwiskami:Crowford,Anderson,Martinez,Krupnick i Jones.Wypchnęłam się z tłumu 'aktorów' i podałam chłopakom teksty.Podeszliśmy do Rudy'ego,który stał przy wyjściu i poszliśmy.Rudy,był naszym 'opiekunem prawnym',więc nie mógł wyjść bez nas,ani my bez niego.Skierowaliśmy się do hotelu.Weszliśmy i Rudy rozdał nam klucze,które wcześniej mu oddaliśmy.Chłopaki poszli do siebie,a ja próbowałam wetknąć kluczyk do zamka.Ledwo stałam na nogach.W prawdzie,była dopiero 22:30,ale to był ciężki dzień.I ten szok związany z Rick'iem.Jeszcze się z tego nie otrząsłam...Jack,widząc,że nic nie wskuram tym kluczykiem,wyciągnął mi go z ręki i lekko odepchnął na bok.Włożył klucz do zamka i otworzył drzwi.
-Dzięki...-rzekłam słabo i cmoknęłam go w usta.
Weszliśmy do pokoju i pierwsze co zrobiłam to poszłam pod prysznic.Zasnęłabym tam,gdyby nie fakt,że upuściłam prysznic i momentalinie się ocknęłam.Wyszłam z pod prysznica i założyłam moją piżamkę z *Hello Kitty*.Pacnęłam się na łóżko i czekałam,aż Jack wyjdzie z pod prysznica.Jemu,zajęło to o wieleeeee krucej niż mi.
-Ej,co to?-zapytałam widząc małą karteczkę sterczacą ze scenariusza.
-Nie wiem zobacz-mruknął zmęczony Jack.
Wyjęłam karteczkę i przeczytałam to co na niej było.Był to mój plan zajęć.Przez najbliższy miesiąc kręcimy ten film,ale poza nim,mamy też np.zajęcia karate,sesje foto itp.
-To mój plan zajęć.Pewnie też taki nasz-powiedziałam,a Jack zajrzał na ostatnią stronę scenariusza.Faktycznie.Jemu też dyndała taka kartaka.
-Jestem zmęczona.Dobranoc-mruknęłam i nakryłam się kołdrą.
-Dobranoc-odparł zaspany Jack i zasnął.
NASTĘPNEGO DNIA
Wstałam i popatrzyłam w stronę łóżka Jack'a.Jeny!Jak on słodko spał.Wstałam po cichu i poszłąm pod prysznic.Zapletłam warkocza francuskiego i ubrałam się.Podeszłam na palcach do łóka Jack'a i powiedziałam cicho:
-Jack...-nic-Jack-mówiłąm już zwyczajnie-JACK!-wydarłam się na cały głos i...nic.
Postanowiłam sięgnąć po bardziej drastyczne środki.Jack leżał na kołdrze więc miałam nie zawodny plan.Chwyciłam dwa rogi kołdy i pociągnęłam do góry.W rezultacie-Jack spadł na ziemie.Obeszłam jego łóżko dookoła i...nic.Nadal spał jak zabity.Ok...Nie zostało mi nic innego.Klęknęłam przed nim i pochyliłam się nad nim.Cmoknęłam go lekko w usta,a on przyciągnął mnie do siebie i zacząl namiętnie całować.
-Jack!Ty oszuście!-krzyczałam między pocałunkami.
Czułam jak na jego twarzy malował się uśmiech.Po chwili puścił mnie,a ja jeszcze raz krzyknęlam z uśmiechem:
-Jack!Ty oszu
ście!
-Co?Podroczy
ć się nie można?-pytał ze sztucznym wyrzutem.
-Nie-pisn
ęłam i strzeliłam focha.
-No Kim!-mówi
ł podnosząc się z ziemi.
Stara
łam się go 'ignorować' i wyszłam za drzwi.Słyszałam jeszcze tylko "Ehhh..." i dzwięk zamykanych drzwi od łazienki.
-
Łatwo go nabrać-mówiłąm do siebie i nagle zaówarzyłam znajomą twarz.
-Jo
ł Kim!Ale wyglądasz!Co teraz masz?-zapytał...zgadnijcie...Jerry.
-Yyy...
Śniadanie-powiedziałam z uśmiechem.
-No tak.A potem?
-Trening karate.A ty?-zapyta
łam Latynosa.
-Lekcje aktorstwa.W mojej roli to potrzebne-mówi
ł przejęty.
-A kogo grasz?-dopytywa
łam się.
-Pos
łańca!-szczycił się.
I w tym momencie z pokoju wyszed
ł umyty,ubrany i smutny Jack.
-Hej,stary.Co taki smutas?-zapyta
ł Jerry 'na dzień dobry'.
-Nic...-mówi
ł Jack-Kim ja...-przerwałam mu.
-Jack,ja tylko
żartowałam.Nie jestem na Cb zła-tłumaczyłam.
-Teraz to ja jestem z
ły.Foch!-powiedział i odwrócił się na pięcie.
-Nie mo
żesz,bo mamy śniadanie-mówiłam śmiejąc się i w tym momencie z pokoi wyszedł cały nasz orszak na przodzie z Rudy'm.
-Ej,na co jeszcze czekacie?!Na
śniadanie gwiazdy!-pisnął.
Zeszli
śmy do stołówki i zajęliśmy miejsca przy jednym stoliku.Kucharka przyniosła nam śniadanie.Zjedliśmy i BAM!Teraz każdy ma coś innego,na co zresztę jest już spóźniony!Ja trening karate{na szczęście Jack też},Jerry lekcje aktorstwa razem z Miltonem,a Eddie lekcję mimiki twarzy.Tylko Rudy był wolny i poszed na miasto.Wszyscy jak oparzeni pobiegliśmy na zajecia.Ja i Jack do sali treningów,Jerry i Milton do takiego mini teatru,a Eddie do sali ćwiczeń-wszystko mieściło się na planie zdjęciowym.PO POŁUDNIU/HOTEL
Ca
ły dzień sie nie widzieliśmy,bo oprócz pierwszych zajęć,które mięliśmy po dwoje{oprócz Eddie'go} wszystko mięliśmy osobno.O 16:30,ledwo żywi weszliśmy do stołówki.
-Cze
ść-powiedzieliśmy równo.
Nie widzieli
śmy się cały dzień i stać nas było tylko na cześć???No,ale jak się okazuje-aktorstwo to nie taka prosta sprawa.Zjedliśmy obiad i poszliśmy do pokojów.Położyłam się na łóżku tak samo jak Jack i zanim zdążyłam coś powiedzieć dostałam SMS-a od Jerry'ego:
"Hej Kim.Masz chwil
ę?Super!Przyjdź do mnie."
-Ide do Jerry'ego.Zaraz wróce-powiedzia
łam do Jack'a,a ten tylko kiwnął głową na znak,że rozumie i wstałam.Poszłam jeszcze do łazienki i przebrałam się.Wyszłam z łazienki i skierowałam się do drzwi.
-Kim?-zatrzyma
ł mnie Jack.
-Hmm?
-Ale wrócisz nie?
-No nie wiem...Jeszcze si
ę zastanowie...-śmieje się.
Podesz
łam do drzwi i wyszłam na korytarz.Skierowałam się do pokoju Jerry'ego i weszłam bez pukania.
-Hej Jerry.Co jest?-zapyta
łąm na wejściu.
-Mo
żemy pogadać?-spytał.
-Ok...-zacz
ęłam i usiadłam na łóżku obok Latynosa-O co cho?
-Bo wiesz...Mi...si
ę...podoba...no wiesz...no...-jąkał się.
-KTO!-krzykn
ęłam.
-Grace!-odpowiedzia
ł krótko.
-Grace!?-niedowierza
łam-Serio?
-Tak,ale no wiesz...bo my...
-JERRY!
-Chodzimy!Noi chc
ę...Jakby to ująć...Wejść na wyższy poziom.
-Poca
łować ją?
-Tak.
-I w czym problem?
-Bo ja...
-A!Jerry Martinez jeszcze si
ę nie całował?!
-Ok,ok...Cicho by
ć-uciszył mnie-Tak właśnie tak.
-Ok.Pomog
ę Ci.To robisz tak...-Mówiłam przybliżając się do Jerry'ego-I tak-mruknęłam i pocałowałam go.
Noi BAM!To by
ł pocałunek na próbę dla Jerry'ego,a paparazzi{ostatnio ciągle się koło nas kręcą}zrobili nam zdjęcie w najmniej odpowiednim momencie...

Hej.Co tam?Sorry,
że tyle czasu{3 dni},ale nie miałam czasu.Podoba się?Następny,albo następne dwa jutro.Dobranoc:***

2 komentarze:

  1. Boże rozdział świetny! Nic dodać nic ująć! <3 Nie mogę doczekać się następnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.W ogóle dzięki,że komentujesz,bo inni jakoś tego nie robią,a nie powiem,mam dużo wyświetleń. :) Nowe kilka rozdziałów dziś.Papatki:***

      Usuń