-Cześć Wam!-krzyknęłam na powitanie.
-Kimmmmmm!!!!!!-pisnął Alex i przytulił mnie.
-Hej mały brzdącu!-powiedziłam i wzięłam blondynka na ręce-Mamo jest już późno,a ja mam na 10 trening w dojo.Wychodzę!Z Alex'em!-oznajmiłam.
-Hola,hola!A kto go popilnuje jak wy będziecie ćwiczyć?-zapytała mama.
-Grace przyjdzie z Jerry'm,a ona uwielbia małe dzieci-mówiłam zakładając buciki Alex'owi.
-Dobrze.Ale dziecko ma być w całości jak wrócisz i ma być!-pouczała mnie mama.
-Ok...Ok...-mruczałam.
Wyszłam z domu i zgadnijcie kogo spotkałam?Wszystkich!
-Hej Wam!-powiedziałm na powitanie.
-Hej!-odpowiedzieli.
-Malpka!!!-pisnął Alex i wskazał na Jerry'ego.
-Nie Alex to nie małpka to Jerry-powiedziałm na głos-Brawo!Szybko się uczysz!-szepnęłam blondynkowi na ucho,na co on zaklaskał w rączki.
-To...co?Idziemy?-zapytała Grace.
-Jasne!-odpowiedzieliśmy zgodnie i poszliśmy.
Na początku niosłam malucha,ale zaczęły mnie boleć ręce więc prowadziłam go za rączkę.Jednak mały się wyrywał więc wszyscy na zmiane nieśliśmy go,aż do dojo.
-Cześć!-powiedział Rudy na powitanie.
-Hej!-odpowiedzieliśmy równo.
-Plu!!-Alex puścił ślino-bańkę prosto na oko Jerry'ego.
-Eejjj...To było extra!-wrzasnął Jerry.
-O nie...Mama każe mi wracać i zająć się siostrą...-mówiła Grace odczytując SMS-a.
-Co?!I kto teraz zajmie się Alex'em?1-mówiłam rozchisteryzowana.
-Luz...Kiedyś był tu żłobek-wspominał Jerry.
-Serio?-mówiłam zaciekawiona.
-No.Jerry miał opiekować się dzieckiem dyrektora,a on wsadził info o tym do gazetki szkolnej i przyszło tu chyba całe miasto...-mówiła Jack.
-Ok.Jak tak to spoko.Jedna osoba będzie pilnowała Alexa i będziemy się zmieniać co...15 min?-wszyscy przytaknęli-To...kto na ochotnika?
-Ja mogę-powiedział Eddie i wziął blondynka na ręce.
-Ok to tak.Kim i Jerry,Jack i Milton-porozdzielał nas Rudy.
Ćwiczyliśmy 15 min,a potem Eddie zmienił się z Jerry'm.Za kolejne 15 min,Milton przejął Alexa.Później opiekował się nim Jack,a ja na końcu.Właśnie bawiłam się z Alex'em w "A kuku!",gdy zadzwonił mój telefon.
ROZMOWA TELEFONICZNA
Mama:Cześć Kim.Jak będziesz wracać do domu,to wstąp do mamy Miltona i zabierz ciasto czekoladowe.
Kim:Jasne.Nie ma sprawy.
Mama:Dzięki Kim.A kiedy wrócisz?
Kim:Już idę.
Mama:Dobrze,to pamiętaj o tym cieście.
Kim:Ok,pa.
Mama:Pa.
Włożyłam telefon do kieszeni i wzięłam Alex'a na ręce.
-Musze lecieć.Jack,pomożesz mi muszę jeszcze wstąpić do Miltona po ciasto czekoladowe?-zapytałam bruneta.
-Jasne.Tylko się przebiorę-powiedział i pobiegł do przebieralni.
Za chwilę wyszed z niej i wyszliśmy z dojo.Po chwili doszliśmy do domu Miltona.Zapukałam do drzwi i otworzyła mi mama Miltona.
-Dzień dobry.Jestem Kim.Miałam od pani odebrać ciasto dla mamy-mówiłam.
-Ach,racja.Poczekaj chwilkę-powiedziała po czym odeszła do kuchni.Za chwili wróciła z ciastem-Proszę-powiedziała i zamknęła mi drzwi przed nosem.
-Dziwne-powiedziałam i przekazałam Jack'owi Alexa.
Poszliśmy do mojego domu.Łokciem otworzyłam drzwi i położyłam ciasto na blat w kuchni.
-O cześć Kim.Jack zostaniesz na obiad?-zapytała mama.
-Am...-zastanawiał się.
-Proszęęęęęęęę...-mówiłam ze słodkim uśmieszkiem na twarzy.
-No dobrze-złamał się.
Podał mi Alexa,a ja włożyłam go do siadełka i podałam miseczkę z kaszką.Potem razem z jack'iem i Niną nakryłam do stołu,a mama podała obiad.
-Kim idź po Mike'a.Jest w sali ćwiczeń-powiedziała mama.
-Ok-mruknęłam i poszłam do sali ćwiczeń-Mike obiad.Rany co Ci jest?!-zawołałam z troską w głosie,kiedy zobaczyłam,że Mike'owi krwawi ręka.
-Nic takiego-mówił sycząc z bólu.
-Mike,przecież widzę.Próbowałeś łamać deski?-zapytałam.
-Takk...-mówił półgłosem.
-Jedziemy do szpitala!-nakazałam.
-Nie trzeba...-mówił Mike zwijając się z bólu.
-Mike!
-Ok...-mruknął i wstał.
-Mamo!Jadę z Mike'm do szpitala!Rozciął sobie rękę,kiedy próbował łamać deski!-krzyczałam.
-O rany!Mike,co ty robiłeś?!-krzyczała mama.
-Trzeba umieć łamać deski,a to nie takie proste-tłumaczył Jack.
-Jadę z wami!-oznajmiła mama biorąc klucze z blatu.
-Nie mamo.Zostań z Niną i Alex'em.Poradze sobie-zapewniałam.
-Dobrze-powiedziała i rzuciła mi klucze od auta-Tylko ostrożnie!
-Ok.Jack chodź!-powiedziałam do chłopaka.
On bez wachania odebrał ode mnie klucze i wyszliśmy z domu.Wsiedlismy do samochodu(Jack prowadził,bo ja nie umiem) i pojechaliśmy do szpitala.Całą drogę starałam się tamować krwotok z ręki Mike'a chusteczkami.Za 20 min byliśmy na miejscu.Wysiedliśmy z auta,a Jack rzucił mi klucze.Weszliśmy do szpitala i zgłosiliśmy się do rejestracji.Pielęgniarki zaraz zabrały Mike'a do sali operacyjnej.Za chwilę wszedł tam też lekarz i kazał nam siedzieć i czekać na korytarzu.Po godzinie lekarz wyszedł z sali i zwrócił się do mnie:
-Panno Crowford.Pani ojciec jest...-przerwałam mu.
-Ojczym-poprawiłam go.
-Dobrze.Więc Pani ojczym ma się dobrze.Złamał kość dłoni i mósi pozostać na noc na obserwacji-powiedział.
-Dobrze.Do widzenia-pożegnałam się i wyszliśmy.
Gdy wróciliśmy do domu powiedziłam o wszystkim mamie i oznajmiłam,że jutro rano pojadę po Mike'a.Mama oczywiście zapytała jak ja pojadę skoro nie mam prawka,a ja odpowiedziałam,że Jack zostanie na noc i on poprowadzi.Jack zgodził się i poszliśmy do kuchni.Musiałam nakarmić Olivię,bo nie zrobiłam tego rano.Gdy tylko Olivia usłyszała odgłos chrupek stukających o miskę zbiegła na dół i zanurzyła swój mały pyszczek w psim przysmaku.
-Smacznego,moja mała słodka istotko-mówiłam głaskając Olivie po uszkach.
-Yhy!-odchrząknął Jack, ja popatrzyłam na niego pytająco-Yhy!-powtórzył czynność.
-Ok-powiedziałam i pogłaskałam go po uchu.
-Nie Kim!nie o to chodzi!-mówił odsówając moją rękę od swojego ucha.
-Dobra-powiedziałam i pocałowałam go.
Oddał mi pocałunek i uśmiechnął się uwodzicielsko.Podeszłam do wieszaka w holu i ściągnęłam z niego smycz.Zaczepiłam ją Olivi o obrożę i wyszłam z nią na dwór.Była już 17:00 i było trochę zimno,więc wróciłam się po płaszcz.Jack poszedł wziąść prysznic,gdy ja spacerowałam z Olivią po ogrodzie.Po 10 min wróciłam i zawiesiłam smycz i płaszcz na wieszaku,a Olivia pognała do mojego pokoju.
-Ok.To tak.Tu śpię ja,a tu jest kanapa.Jack zostaje na noc.Łóżko zajęte,kanapa wolna.Postanowione!jack śpi na kanapie!-mówiłam sama do siebie.
Nakryłam kanapę kocem.Położyłam parę poduszek i dodałam gratis drugi koc do przykrycia się.Weszłam do salonu,a mama oglądała z małym bajki.
-Hej mamo.Co robisz?-zapytałam,a w oczach mamy zobaczyłam łzy-Czemu płaczesz?Z powodu Mike'a?Jutro wróci do domu!
-Wiem.Nie o to chodzi-mówiła przez łzy-Tylko jak tak siedzę z Alex'em i przypomina mi się jak Ty byłaś taka mała,a teraz jesteś...masz 17 lat.I mi brakuje mojej małej córeczki...-łkała.
-O mamo.Zawsze będę Twoją małą córeczka tylko trochę wiekszą-mówiłam z uśmiechem i przytuliłam moją rodzicielkę.
-Tak wiem-powiedziała i uśmiechnęła się.
-Kimm!!-piszczał Alex.
-Alexx!!!Cio?-zapytałam braciszka.
-Do guly!-powiedział,a ja wziełam malca na ręce.
Jack wyszedł z łazienki,więc ja poszłam sie umyć.Po chwili wyszłam z łazienki przebrana w moją pizamkę z *Hello Kitty*.
-Dobranoc-rzuciłam i poszłam z Jack'iem do mojego pokoju-Ok.Ustaliłam,że śpisz na kanapie.
-Ok!-krzyknąl z wielkim bananem na twarzy i siadł na kanapę.
-A Ty co masz taki zaciesz?-zapytałam bruneta.
-A tak jakoś-mówił.
Pogadaliśmy chwilę i poszliśmy spać.
RANO
Obudziłam się okok...Jack'a?!Co on tutaj robi?!To dla tego wczoraj tak się cieszył.Próbowałam wstać z łóżka,ale coś(a raczej ktoś)pociągnął mnie za bluzkę.
-To ty nie śpisz?-zapytałam zdziwiona.
-Nie-e-powiedział usmiechając się uwodzicielsko.
-Trudno!-rzuciłam i poszłam do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic i związałam wysokiego kucyka.Wyszłam z łazienki i ubrałam się.
-Chodź Jack!Jedziemy!-oznajmiłam.
-Chwilę-powiedział brunet i poszedł pod prysznic.
Potem wyszedł z pod niego i ubrał się.Zapytacie skąd ma u mnie piżamę i ciuchy?To proste!Ma tu parę swoich rzeczy na takie właśnie,sytuacje specjalne.Nakarmiłam Olivie i wyszliśmy z domu.Była dopiero 6,a jest niedziela,wiec cały dom jeszcze spał.Pojechaliśmy do szpitala i dostaliśmy wypis dla Mike'a.Weszliśmy do sali 112 i przywitaliśmy się.
-Cześć Mike.Jak się czujesz?Chodź jedziemy do domu!-oznajmiłam.
-Cześć.Jest ok-powiedział i podniusł się z łóżka.
Miał całą rękę w gisie.Od barku po palce.Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do domu.Weszliśmy i cały dom był juz na nogach.
-Tataa!!!!!!-piszczał Alex i przytulił Mike'a.
Nina siedziała i oglądała telewizję,a mama robiła kanapki.Wszyscy siedliśmy do stołu i jedliśmy sniadanie.Nagle,zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę-powiedziałam i wstałam od stołu.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je,a na zaewnątrz stał...
Hejka!Mam dobry humor!!Jakoś tak nie wiem czemu!!!Oki,a teraz słuchajcie.Przez najbliższy tydzień nie wiem,czy będą w ogóle rozdziały,a jak będą to króciutkie.Nawet nie wiem czy w piątek będzie,ale może.Na 100% w sobotę,bo od 11 mam ferie i będę miała wolne.Więc od 11 będę dugie rozdziały pisać prawie codziennie i może po kilka,ale póki co-nie wiem czy co kolwiek napiszę.Dobranoc!kocham Was:***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz