-Hej córciu-powiedziała milutko mama.
-Cześć-powiedziałam-Dzień dobry-zwróciłam sie do obcego mężczyzny-Kto to?-zapytałam.
-To jest Mike.Mike to moja córka z pierwszego małóżeństwa-Kim-przedstawiła mnie.
-Pierwszego?Czyli...mamo...ty nie...-jąkałam się.
-Jestem Mike.Miło mi Kim.Jestem Twoim ojczymem-powiedział.
-Ojczymem!-krzyknęłam-Mamo,możemy na słówko?-zapytałam.
-Jasne Kimi-odparła z uśmiechem i poszła za mną do kuchni.
-Ojczym!Mąż!Pogięło Cię?!-pytałam.
-Kim daj mi się wytłumaczyć-zaczęła-Twój ojciec umarł,a ja chcę,abyś miała pełną rodzinę.Mike jest miły i pracuje ze mną.O!I jest coś co Ci się na pewno spodoba.Ma córkę w Twoim wieku i trzy letniego synka!-pisnęła wesoło.
-No...ok...To gdzie ona jest?-zapytałam.
-W sali ćwiczeń.A mały śpi u góry.
-Co?!Umarł?!-wrzeszczałam.
-Nie...Śpi w pokoju u góry...-tłumaczyła mama.
-Uff...To ja lecę!-rzuciłam i pobiegłam do sali ćwiczeń.
Weszłam i zobaczyłam jak rudowłosa dziewczyna siedzi smutna na macie do ćwiczeń.
-Hej.Jestem Kim.Jestem Twoją...jakby...siostrą-przedstawiłam się.
-O cześć.Jestem Nina-przywitała się wstając z maty-Znasz karate?-zapytała.
-Nina.Myśl logicznie-mam salę do ćwiczeń,więc znam karate-mówiłam z uśmiechem.
-Ach,tak.Racja.Am...Pouczysz mnie?-zapytała niepewnie.
-Pewnie!A,słyszłam,że masz...To znaczy mamy braciszka?
-Tak.Alex-ma trzy lata.
-Fajnie.No to tak.Na początek...
Pokazałam Ninie,chyba wszystko co umiałam,a ona i tak nic nie łapała.
-Dziewczyny!Obiad!-krzyknęła moja mama.
od kiedy ona robi obiady?!
-Idziemy!-odparłyśmy równo i wybiegłyśmy z sali do kuchni.
-To jest Alex-Mike przedstawił mi malca.
-Hej mały-powiedziałam ciepło i wzięłam blondynka na ręce.
Ponosiła go trochę,a potem włożyłam z powrotem do siadełka.Alex jadł rączkami kaszkę,a my widelcami lazanie.
-I jak było w Hollywood?-zapytała mama.
-Fajnie.Grałam główną rolę-powiedziałam z pełnymi ustami.
Reszta obiadu przebiegła w ciszy.Po obiedzie Mike włożył tależy do zmywarki,a potem poszedł razem z mamą i Alex'em na spacer.Nina gdzieś zniknęła,więc położyłam się na kanapie i zaczęłam oglądać "K" jak kryminał".Zrobiło sie ciemno.Mama i Mike wrócili ze spaceru i położyli małego do łóżka.
-Kim idź już spać-nakazała mama.
Niechętnie wyłączyłam telewizor i rzuciłam krótkie "dobranoc".Weszłam do góry i otworzyłam drzwi od swojego pokoju.
-Nina?Co ty tu robisz?-pytałam zdenerwowana.
-Dzielę z Tobą pokuj-powiedziała.
-Ok...To wszystko to moje rzeczy.Widziałaś jak walcze?Nie?No!Jak ruszysz jakąkolwiek moją rzecz,dotkniesz coś mojego,coś mi zginie lub zmieni miejsce to po tobie.
-Ok,nic nie dotknę-obiecała.
Rodzice(w sensie mama i Mike)przestawili moje rzeczy na jedną stronę pokoju,a po drugiej stronie ustawili:łóżko dla Niny,szafa z ubraniami,szawki,półki i fotel obrotowy.
-Gdzie mój laptop?-zapytałam podenerwowana.
-Eee...O tu!Proszę-powiedziała Nina i podała mi laptopa,który leżał na jej półce.
-Ostrzegam Cię...-powiedziałam jeszcze raz i włączyłam urządzenie.
Weszłam na Facebook'a.Dostępny był Jack.
-Hej,kocie-napisał.
-Hej.Co tam?-odpisałam.
-Nudy...A co u Cb?
-Mam nową siostrę i braciszka...
-Ale jak?!
-Moja mama ponownie wyszła za mąż i ten Mike ma córkę i synka.Nina i Alex.
-Ach.Ale powiedz,że ten mały nie będzie chciał uczyć sie ode mnie karate.?
-Nie!Ma trzy lata...A co?
-Ach...Synowie mojego sąsiada chcą i co czwartek po dojo ide ich uczyć...
-A to luz...Jeszcze pare lat:)
-:)
-Lece!Pa:***
-Pa :)
Wyłączyłam laptopa i poszłam pod prysznic.Rozczesałam włosy i ubrałam moją piżamkę z *Hello Kitty*.Wyszłam z łazienki i weszłam pod kołdrę.
-Idź się umyj i chodź spać-rzuciłam do Niny.
Nina posłusznie wykonała moje polecenie i za 5 min była w łóżku.Zasnęłam.Obudziły mnie dziwne odgłosy.Było ciemno z czego wywnioskowałam,że jest jeszcze noc.Ktoś głośno łkał.Rozejrzałam się po pokoju i włączyłam lampkę nocną.
-Nina?Czemu płaczesz?-zapytałam z troską w zaspanym głosie.
-Ja...nie płacze...tylko mi się oczy pocą...-łkała.
-Nina...-ja nie daje za wygraną i wcale nie łatwo mnie złamać.
-Ok...Bo ja odnoszę...-przerwała żeby się uspokoić-Odnoszę wrażenie,że mnie nie lubisz...-mówiła wolno.
-Ja?Ja Cię lubię!Nina,jesteś moją 'siostrą'!-mówiłam z uśmiechem.
-Serio?Dzięki...-uśmiechnęła się i usiadła na łóżku.
Zrobiłam to samo i zaczęłyśmy rozmawiać.Mamy bardzo dużo wspólnego:jeździmy na desce,chodzimy do pierwszej klasy liceum(może nie wspominałam,ale cała nasza paczka właśnie skończyła trzecią klasę gimnazjum i za miesiąc idziemy do liceum) itp.W końcu spojrzałam na zegar.Była 02:30,więc postanowiłyśmy iść spać.Obudziłam się o 10:00,Nina była już na dole.Poszłam pod prysznic i ubrałam się(bez okularów).Zeszłam na dół.
-Hej-przywitałam się ze wszystkimi.
Za chwilę podbiegł do mnie Alex i chciał żebym wzięła go na ręce.
-Chodź mały!Opa!-powiedziałam i wzięłam malca ma ręce.Zjedliśmy śniadanie i wsadziliśmy naczynia do zmywarki.Mama i Mike wyszli na zakupy.Nina poszła z nimi,więc zostałam sama z Alex'em.
-Hodź mały.Pooglądamy bajki?-zapytałam tak jak to się mówi do dzieci.
-Takkkkkkkkk!!!-wykrzyknął Alex.
Włączyłam TV i jakiś,pierwszy leprzy program dla dzieci.Alex jak zaczarowany patrzył w ekran.Nagle rozległ sie dzwięk dzwonka do drzwi.Wstałam z kanapy i poszłam otworzyć.
-Cześć Jack-przywitałam się.
-Hej Kimcia.A kto to?-zapytał widząc chłopczyka,który podbiega do mnie i łapie mnie za nogę.
-To jest Alex-przedstawiłam braciszka.
-Hej Alex-powiedział Jack,a Alex najwidoczniej przestraszył się go,bo schował sie za mną.
-Hehe.Boi się Cb straszydło-zaśmiałam się do Jack'a i wzięłam Alex'a na ręce.
Jack wszedł do domu i usiedliśmy na kanapie.
-Idziemy do dojo?-zapytał brunet.
-A mały?
-Z nami!
-Ale ma trzy lata...Może mu się coś stać na treningu.Na niego trzeba mieć ciągle oko...O widzisz już znikł.Kto go będzie pilnował?-zadawałam setki pytań.
-A Nina?
-Jest z mamą i Mike'm na zakupach-mówiąc to usłyszłam trzask tłukących się talerzy.Wbiegłam do kuchni i zobaczyłam potłuczone naczynia,a raczej resztki naczyń na ziemi.
-Alex!Coś ty zrobił?!-krzyczałam na małego.Wzięłam go na ręce,a Jack sprzątnął szkło.
Wyszliśmy z kuchni i posadziłam Alex'a na kanapie.
-No,a teraz tłumacz się gęsto mały winowajco-nakazałam Alex'owi klękając przed nim.
-Pseplasam...-powiedział i przytulił mnie.
Ooo!I jak tu się złościć na coś takiego słodkiego?Ósma słodkość Świata!
-A mnie byś tak łatwo nie popuściła!-rzalił się Jack.
-Bo ty nie masz trzech lat,nie seplenisz,a ja mam słabość do dzieci...-tłumaczyłam.
-Ja tes jestem dzieckiem...-mówił Jack śmiesznym głosem.
-Ooo...Ok,no chodź-złamałam się i pocałowałam Jack'a.Potem popatrzyłam na Alex'a,który zakrywał sobie rączkami oczy.
-Hihi!Mam w domu dwie najsłodsze istoty na świecie-powiedziałam,a do domu weszła Nina-O,cześć Nina.Nina to Jack.Jack to Nina-przedstawiłam ich sobie.
-Hej Nina.Kim mi o Tb opowiadała-mówił Jack.
-Cześć.A mi o tobie nie-mówiła z uśmiechem i popatrzyla na mnie złowrogo.
-Nie mówiłam?Ach tak!Racja,nie wspominałam!Jack to mój chłopak-powiedziałam bardziej do Jack'a niż do Niny-A gdzie mama i Mike?-zapytałam.
-Dla mnie tata i Rose...W parku-odpowiedziała.
-Fajnie...Nina!Zostań z Alex'em,bo ja i Jack mósimy iść na trening karate!-oznajmiłam.
-Ok.Choć bżdącu!-pisnęła Nina i zaczęła gonić Alex'a po całym parterze(bo mały na górę nie wejdzie,nawet jakby chciał).
Wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się do dojo.Za 10 min byliśmy na miejscu.
-Hej chłopaki!-powiedzieliśmy równo na wejściu.
-Hej-odpowiedzili.
-Gdzie Rudy?-zapytałam.
-U siebie w biurze.Przez sirpień opiekuje się Tutsi i teraz...właśnie ją karmi-powiedział Milton.
-Ach.Poczekam-odpowiedziałam i usiadłam na ławce.
Jack usiadł obok mnie,a Jerry,Eddie i Milton przycupnęli na macie obok nas.W końcu Rudy wyszedł z biura,a ja zapytałam z uśmiechem:
-Rudy,kiedy nasz film pokażą w kinie?
-Za tydzień w środę.A co?
-A tak pytam.To to,ćwiczymy?
-Jasne-odparli wszyscy równo.
Poćwiczyliśmy ze 2 godzinki i poszliśmy do domów.
-Kim!Gdzie ty byłaś!Kto to!-moja matka zadawała setki pytań.
-Byłam w dojo na treningu,a to Jack mój chłopak.Wspominałam o nim w szpitalu.A tak w ogóle mówiłam Ninie,że wychodzę...
-Nina zostawiła karteczkę,że poszła z małym do parku.Nie pisała nic o Tobie,a ty też nie raczyłaś nas poinformować!-mówiła podenerwowana mama.
-A wiesz istnieje coś takiego jak telefon.SMS-y...Mogłaś zadzwonić!-krzyczałam.
-Nie tym tonem!
-Pff...Idziemy Jack!-prychnęłam i pociągłam Andersona do mojego pokoju.
-Po co Ci dwa łóżka,dwie szafy itd.?-zapytał.
-To Niny.Dzielę z nią pokuj...-powiedziałam i usiadłam na skraju łóżka.
-Acha...To co robimy?-zapytał czekoladooki.
-Nie mam zielonego pojęcia.Ale ja chyba przeproszę mamę...-myślałąm na głos.
Podniosłam się z łóżka i wyszłam,ale Jack'owi kazałam zostać.Zeszłam na dół i zobaczyłam jak mama i Mike oglądają telewizję.
-Mamo...-zaczęłam niepewnie podchodząc do kanapy-Przepraszam.
-Kim,nic się nie stało.Nawet w tedy w szpitalu się nic nie stało-powiedziała dobrodusznie mama.Podniosła się z kanapy i przytuliła mnie.Odzwzajemniłam jej gest i poszłam do kuchni.Na talerzyk położyłam ciasteczka,a do szklanek nalałam soku.Poszłam do góry i podałam Jack'pwi szklankę soku,a talerzyk położyłam na łóżku.Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym,gdy do pokoju weszła Nina...
Hej.Jutro dwa lub trzy nowe!Dziś już nie chodź może wieczorem króciótki.Kocham Was!:***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz