Blondynka poszła pod prysznic.Przebrała się(zielona tunika z długim rękawem,szare leginsy ¾,brązowe kozaczki na lekkim obcasie i szara kamizelka).Dziewczyna zeszła na dół.Na kanapie,z głowami odwróconymi w dwie strony siedzieli Jerry i Grace.Jack siedział do nich tyłem na oparciu fotel.Kiedy Kimberly weszła do kuchni,również zaniemówiła.Eddie siedział na blacie kuchennym odwrócony w stronę okna.Julie siedziała z rękami założonymi na piersiach na krześle odwrócona w stronę salonu,a Milton stał w kącie.
-Emm…Milton?Czemu stoisz w końcie?-zapytała blondynka śmiejąc się pod nosem.
-Tak jakoś-powiedział chłopak i odwrócił się do koleżanki.
Kimberly długo stała i patrzyła.To na przyjaciół w kuchni,to w salonie.
-Ok.!-krzyknęła-Tak nie może być!Wszyscy do salonu,ale już!-krzyknęła,a wszyscy obecni opuścili kuchnię i zagościli w salonie.
-Odwrócić się do mnie!-rozkazała.
Jack posłusznie odwrócił się na oparciu fotela.Spojrzenia Grace oraz Jerryego skierowały się na wprost.A Eddie,Milton i Julie popatrzyli na Kim.
-Słuchajcie tak nie może być!-zaczęła swoją przemowę panna Crowford.
Jej przyjaciele wiedzieli,że zapowiada się długi monolog…
-W poniedziałek Gwiazdka,a wy pokłóceni.Tak nie może być!Macie się pogodzić,ale w pierwszej kolejności powiedzieć mi o co poszło!-rozkazała-Jak się nie pogodzicie to nie powiem Wam co załatwiłam…-kontynuowała,ale Jack przerwał jej pocałunkiem.
-Dzięki-mrukneli wszyscy w stronę bruneta.
-Ja nie skończyłam…-ponowiła swoją wypowiedź Kim-Macie mi powiedzieć o co poszło,pogodzić się,a wtedy ja Wam powiem co załatwiłam-postawiła warunek.
-Ok…-zaczął Jerry-Więc u nas poszło o pilota.Każdy chciał oglądać coś innego w tym samym czasie.Noi się pokłóciliśmy.Sorry Was za to-powiedział Latynos.
-Tak.Właśnie o to poszło.Przepraszam…-powiedziała cicho Grace.
-A ja się pod tym podpisuje-powiedział pan Anderson.
-Ok.,A teraz o co u Was poszło?-zwróciłam się do drugiej skłóconej grupy.
-Mieliśmy zrobić śniadanie…-zaczęła Julie.
-No ale każdy chciał z czymś innym…-powiedział Milton.
-I się pokłóciliśmy…-zakończył Eddie.
-Przepraszam-powiedzieli równo i przytulili się.
-Ok.!Juz po sprawie!To teraz ty mów co załatwiłaś!-piczszał Jerry.
-No więc…Naszych rodziców nie ma…Więc postanowiłam z Rudym,że urządzimy Gwiazdkową kolację w dojo…Ale to nie wszystko…Wiecie?Właściwie to już wszystko-oznajmiła Kimberly.
-Bombowo!-zaczęli krzyczeć wszyscy.
Potem całą paczką poszli się umyć,przebrać.Na ‘śniadanie’ postanowili iść do Phila Fala Fela.
Siedzieli przy stoliku,który zawsze oni zajmowali.Jedli falafele.Rozmawiali o tym jak będzie wyglądała kolacja Gwiazdkowa.Trudno było właściwie określić jak przytachają potrzebne rzeczy do dojo.
-A może…-zaczęła Kimberly-Pożyczymy od Phila stolik.O tamten-powiedziała i wskazała palcem na długi stół stojący w kącie-Weźmiemy parę krzeseł.I BAM!Mamy wszystko gotowe!-powiedziała wesoło blondynka.
-A kto skołuje jedzenie?-zapytał Eddie.
-Rudy powiedział,że ma ciotkę,która ma brata,który ma siostrę,która ma chłopaka,który ma brata,który ma żonę,która ma syna,który ma córkę,która ma koleżankę,która ma matkę,która zna pewną kucharkę pracującą w Seaford-powiedziała jednym tchem Kim i podała Jerryemu karteczkę.
Jerry pokazał karteczkę Jackowi a ten powiedział:
-Ale to przecież jest Marg!!!
-No właśnie!-pisnęła Kim i wzięła do buzi kawałek falafela-Rudy powiedział,że chętnie nam coś ugotuje pod warunkiem,ze ją też zaprosimy-dodała.
-Ok.-mruknęli wszyscy i zajęli się jedzeniem.
W TV właśnie leciał serial,który uwielbiały Kimberly,Grace,Julie i…Jerry.Reszta chłopaków zajęta była ubieraniem choinki.
-Milton powieś to wyżej!-rozkazał Jack.
-Ok.-powiedział Milton i wszedł na stołeczek.
-Wyżej!-powiedział Jack.
-Ok.-Milton wyciągnął rękę do góry.
-Wyżej!-pisnął Jack.
-Okk…-mruknął Milton i wyciągnął się w górę.
-Och,daj to baranie!-nakazał Jack i chciał odebrać od Miltona bombkę.
Milton zaczął uciekać i krzyczeć,że on zawiesi ta bombkę i zrobi to tam,gdzie zechce.Chłopcy gonili się na tyle długo,że Eddie ubrał już całą choinkę.W końcu Milton upadł.Jack na niego.A rzeczona bombka potukła się,uderzając o ziemię.
-Na święta dajecie mi pudełko baniek!-krzyknęła Kim nie odrywając wzroku od telewizora.
Chłopcy roztukli jej już 13 baniek.Ta była 14.Milton sprzątnął szkło z podłogi.Eddie i Jack pouprzątali pudła na ozdoby.
-I jak Kim?-zapytali równo dumni chłopcy.
-Jest śliczna!-oświadczyła Kimberly,wyłączając TV.
Skierowała wzrok na chłopaków.Uśmiechnęła się uroczo.Oni odwzajemnili jej gest.
Nadszedł wieczór.Całą paczką siedzieli na łóżku Kim.Kim i Grace wypełniały psychotest na laptopie.Julie i Milton patrzyli przez okno na maleńkie płatki śniegu.Jerry,wraz z Jackiem oglądali TV.Eddie już dawno zasnął na dywanie.
-Jest!Wyszło nam najlepsze przyjaciółki!-pisnęła Kim stając na łóżku.
-Fajnie,ale zasłanisz mi obraz-powiedział Jack i wychylił się na obie strony.
Kimberly usiadła z powrotem obok przyjaciółki.Teraz oglądały stronki o Miley Cyrus.Miley była ich ulubioną gwiazdą.Dziewczyny śledziły każdy jej ruch.Wiedziały o każdym jej wpisie na Fecebooku,Twitterze,czy innym portalu społecznościowym.Za chwilę wszyscy już spali.Przez sen,Jerry spadł z łóżka prosto na nowe buty Kim.
I w końcu nadszedł ten dzień!Boże Narodzenie.Wszyscy(oprócz Miltona i Julie)zjechali po barierce na dół.Jechali jeden za drugim.Jerry miał śliską piżamę.Jadąc uderzył w Jacka,który uderzył w Kim,która uderzyła w Grace,która,jako że jechała jako pierwsza,spadła z barierki na ziemię,a reszta towarzystwa na nią.Wszyscy zaczęli rozdawać sobie prezenty.Gdy już było po wszystkim poszli się umyć.Potem ubrali się.Najwiękrzy problem z ubraniem się miała Kim.Jednak po 30 min zdecydowała co ubierze.Założyła czerwoną sukienkę do kolan,białe rajtki,czerwone kozaki na wysokim obcasie,oraz białą,skórzaną kurtkę.Reszta założyła kurtki i buty,po czym wyszli z domu Kim.
Uroczysta ‘kolacja’ już trwała.Co dziwne była rozgrywana o 12:50,ale co tam.Wszyscy jedli to co przygotowała Marg.Swoją drogą nie było to takie złe.Acha…Nawiążmy do Bodyego.Nowięc rodzice jego i Jacka,jak wszyscy rodzice,wyjechali do Paryża.Noi zabrali Brodyego ze sobą.Wszystko było super.Jedzenie było nawet jadalne,a dojo ozdobione jak jeszcze nigdy…
Dobrywieczór!Druga część jutro,a ten rozdział jest dziś,bo mi się zachciało go napisać.:***
Coś czuje że bądzie się działo!!Czekam na 2 część...
OdpowiedzUsuńnormalnie zajebiste. Czekam na next nastepnego rozdziału. Kocham tw bloga
OdpowiedzUsuń