-Sean?Co ty tutaj robisz?-zapytałam.
-Możemy pogadać?-zapytał.
-Jasne-przytaknęłam,a Jack wstał z ławki i podszedł do Jerry'ego.
-Bo wiesz w sprawie tego balu,to...-zaczął siadając na ławce obok mnie.
-To co?-zapytałam.
-To...ja...mam partnerkę,także...nie idę z tobą...-wydukał.
-Co?!A ja zamartwiałam się jak pogodze dwa bale!-krzyczałam.
-Sorry...Nie wiedziałem,że to aż taki problem dla Ciebie-mówił,a Jack podszedł do nas.
-Pogodzisz dwa bale?Co tu się dzieje,Kim?-zapytał zły.
-Eh...Sean poprosił mnie żebym poszła z nim na bal do jego szkoły,bo nie miał partnerki,a nasz bal zaczynał się pół godziny później i...-złapałam oddech-postanowiłam mu pomóc,ale on ma teraz partnerkę.Więc nie ma problemu...-zakończyłam swój monolog.
-Czyli...że mnie zdradzasz z Sean'em?!-wykrzyknął.
-Nie!Eh...Sean to mój kuzyn...-wyjaśniłam.
-Aha...jak tak to...sorry,że się tak uniosłem...-tłumaczył się Jack.
-Nie szkodzi.To pa Sean-powiedziałam i przytuliłam kuzyna.
-Pa,Kim-odparł i odpowiedział mi tym samym gestem.
Zadzwonił dzwonek i wszyscy weszli do klasy.
PO LEKCJACH
-Idziemy do dojo?-zapytałam wychodząc ze szkoły.
-Jasne-odpowiedzieli wszyscy zgodnie.
-A,Jerry?Nie powinieneś siedzieć w kozie?-spytałam.
-Po pierwsze:Klubie Jerry'ego.Po drugie:Nie dzisiaj nic nie przeskrobałem-mówił dumny.
-Oki-mruknęłam i skierowaliśmy się w stronę galerii.
Weszliśmy do dojo,gdzie Rudy właśnie prowadził ożywioną konwersację z Phil'em.
-Nie,Phil!Nie ma mowy!Nie!-krzyczał Rudy.
-Rudy,no proszę Cię...-błagał Phil.
-Ej,o co chodzi?-zapytał Eddie.
-Phil chce,żebym wypromował jego knajpę w jednej z moich reklam naszego dojo....-tłumaczył Rudy.
-To świetny pomysł!-zapewniał Phil.
-Ale Phil...Rudy ma rację.On w tych eklamach reklamuje sieć dojo Bobbiego,a nie...jedną knajpkę Phil'a...-mówiłam.
-Ta.Kim ma rację.Rudy promuje dojo'a Bobbirgo,bo jest jego sensei'em,a ty jak chcesz reklame to sam ją zrób-poparł mnie Jack.
-Macie rację...Sam zrobie reklamę!Mam już nawet pomysł na slogan-,,Pyszne jedzenie u Phil'a,to tylko mały ból brzucha"!-krzyknął i wybiegł z dojo.
Poszliśmy się przebrać i zaczęliśmy trening.Trenowaliśmy do 16:30,a potem poszliśmy do domu.Chłopaki poszli do siebie,a ja zaprosiłam Jack'a do mnie.Od razu sie zgodził.Weszliśmy do domu i zaówarzyłam karteczkę leżacą na kanapie.
'Córeczko.Mike,Nina,Alex i ja wyjechaliśmy do cioci Kunegundy,na wieś.Wrócimy za trzy tygodnie.Proszę usprawiedliw Ninę w szkole.Powiedz,że jest ciężko chora na zapalenie płuc i przez trzy tygodnie nie będzie jej w szkole.Dziękuje rybko.Całuje.Mama.'
-Jasne.Ja mam usprawiedliwiać Ninę-mruknęłam i poszłam do pokoju,bo usłyszałam moje imię-Co Jack?-zapytałam wchodząc do pokoju.
-Patrz-nakazał i wskazał na telewizor.
-Ał!Phil już się zareklamował.trochę słabo...Ale ujdzie...-mówiłam nie ukrywajac zdziwienia.
Wyłączylam telewizję i wyjęłam książki.Odrobiliśmy lekcje i nagle stałam się 19:05.
-Jack...Moze to dziwne pytanie...Ale zostaniesz ze mną na noc?-zapytałam niepewnie.
-Oczywiście.Jeśli tylko chcesz-przytaknął.
Pocałowałam go i poszłam pod prysznic.Rozczesałam włosy i założyłam moją piżamkę z *Hello Kitty*.Wyszłam z łazienki i rzuciłam kladac się na łóżku:
-Teraz ty.
Jack wstał i posłusznie wszedł do łazienki.Za chwilę wyszedł z niej w piżamie i położył się obok mnie na łóżku.
-Kocham Cię-szepnął.
-Wiem.Ja Ciebie też-mruknęłam i wtuliłam się w niego jak w misia.
Obudziłam sie sama w łóżku.Gdzie Jack?To pytanie krażyło mi po głowie.Spojrzałam na zegar była 07:00,także miałam dużo czasu zamin zaczną się lekcję.Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki.Wzięłam szybki prysznic i lekko pokręciłam włosy.Zrobiłam lekki makijarz i wyszłam z łazienki.Ubrałam się i spakowałam torbę do szkoły.Do tego założyłam taki sweetaśmy pierścionek.Zeszłam na dół i weszłam do kuchni.Własnym oczą nie wierzyłam...Jack stał do mnie tyłem i coś tam gotował.Podeszłam do niego i objęłam go od tyłu.
-A pan co robi?-zapytałam wesoło na co on się wzdrygnął.
-Chwilowo proszę,abyś mnie puściła...-zaśmiał się.
-A ja proszę żebyś mi powiedział co robisz-nie dawałam za wygraną.
-Ok...gotuję....Konkretnie to...to coś nie wiem jak to się nazywa,ale jestem dobry w gotowaniu tego czegoś...-mówił.
-Ooo...Jest jeszcze coś o czym nie wiem?-zapytałam.
-Noo...
-Tylko powiec wszystko!Z góry na dół!-ostrzegłam go.
-Gram na gitarze,śpiewam,tańczę i co jeszcze...A tak!Gotuję...-powiedział.
-Fajnie.To...E,Jack?Czy to coś bez nazwy sie nie przypala?-zapytałam.
-A!Trochę...-powiedział zdejmując patelnie z kuchenki.
Zaśmiałam się i siadłam do stołu.Jack podał 'to coś bez nazwy' i sam usiadł.Zjedliśmy to w oka mgnieniu i muszę powiedzieć,że 'to coś bez nazwy' jest pyszne.Po śniadaniu włożyłam naczynia do zmywarki i razem z Jack'iem wyszłam z domu.Była dopiero 07:35,ale wypadałoby się nie spóźnić po tym wczorajszym.Szybkim krokiem weszliśmy do szkoły i czekaliśmy na dzwonek.W końcu zadzwonił,a my weszliśmy do klasy...
Pomijamy resztę tygodnia i przechodzimy od razu do soboty z rana.a tak na marginesie to Jerry przez cały tydzień nie siediał w kozie!
Obudziłam się o 10:00.Mam mnóstwo czasu żeby się przygotować.Zwlekłam się z łóżka i poszłam pod prysznic.Rozczesałam włosy i ubrałam się.(bez słuchawek)Otworzyłam szafę i wyrzuciłam na łóżko całą jej zawartość.Szukałam odpowiedniego stroju,gdy zadzwonił dzwonek do drzwi:
-Otwarte!!!-krzyknęłam z pokoju,bo nie chciało mi się schodzić na dół.
-Hej kicia!-pisnęla Grace,wchodząc do mojego pokoju.
-Hej Grace.Co tam?-zapytałam.
-A nic.Szukasz ciuchów na bal?-zapytała.
-Tak.Pomożesz mi?-spytałam.
-Jasne.A mogę coś pożyczyć?
-pewnie co chcesz!-krzyknęłam.
Wybrałayśmy pięć zestawów(1,2,3,4,5).Potem rostrzygała się kwestia który wybrać.Ja wybrałam pierwszy,a Grace czwarty.Była już 13:45.Zeszłyśmy na dół.Grace siadła na kanapę i włączyła TV,a ja poszłam do kuchni.Nalałam soku do szklanek i wsypałam chipsy do miseczki.Postawiłam to na stoliku w salonie i przysiadłam się do Grace.W przerwach między serialami ciągle leciała reklama knajpki Phil'a.Znamy ją z Grace już na pamięć.Za 2 godz. wyłączyłyśmy TV i poszłyśmy do parku.Usiadłysmy na pobliskiej ławeczce i zaczęłyśmy gadać.Z daleka zauwarzyłam Milton'a i Julie.Szli i rozmawiali o fizyce...Nudy,nudy i jeszce raz-NUDY!
-Cześć Wam!-pisnęła Julie na powitanie.
-Cześć-odpowiedziałyśmy zgodnie i przytuliłyśmy przyjacółkę.
-Idziecie dzisiaj na bal?-zapytałam kręcąc się.
-Tak-odpowiedziała krótko Julie.
-Choć Grace idziemy do domu się ubrać umalować i uczesać.Julie idziesz z nami?-zapytałam.
-Nie,dziękuje-powiedziała,a my odeszłyśmy.
Weszłyśmy do mnie do domu i poszłyśmy do mojej sypialni.Ubrałyśmy się i zrobiłyśmy sobie nawzajem makijarz.Potem uczesałam Grace,a ona mnie.Pogadałyśmy trochę i pooglądałyśmy TV,więc zamim sie spostrzegłyśmy była 18:20.zeszłyśmy na dół i zadzwonił dzwonek do drzwi.Otworzyłam i wpóściłam Jack'a i Jerry'ego do środka.Tych dwóch najlepszych przyjaciół,to typ chłopaków,którzy garnitury zakładają tylko na:rozpoczęcie i zakończenie roku,stypy,śluby i wesela.Wyszliśmy i poszliśmy do szkoły.A teraz chcę nawiązać do Olivi-rodzice zabrali ją ze sobą do cioci.Za chwilę bylismy w szkole i weszliśmy na salę gimnastyczną.Była fajnie udekorowana,a muzyka grała tak głosno,że nie slyszłam własnych myśli.Nagle przed oczami zrobiło mi się ciemno,zaczęło mi się kręcić w głowie.Ostatnie co pamiętam to mój upadek na podłogę i głos Jack'a:
-Nie,Kim!Nie odchodź!
Hejka!Może dziś jeszcze jeden nie wiem...Jutro chyba nie będzie,ale mam ferie także będą przez całe dwa następne tygodnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz