Uczniowie ucięli sobie z senseiem pogawędkę,gdy do dojo wszedł…
-Pan Thompson…-powiedziała Crowford słabo.
-Co to ma znaczyć?-zapytał oburzony nauczyciel.
-Bo widzi pan…-jąkała się blondynka-Bo ja bardzo źle się czułam i…-próbowała wymyślić jakieś kłamstwo-pielęgniarka powiedziała,że mam iść do domu…A ja…Doszłam tylko tu,bo potwornie boli mnie brzuch…-powiedziała łapiąc się za brzuch.
-Ciekawe-mówił nauczyciel chodząc po całym dojo z rękami splecionymi z tyłu-Byłem u pielęgniarki i powiedziła,że ani Ciebie,ani pana Andersona nie było u niej.
-No…Eee…-jąkała się blondynka.
-A pan jak nas znalazł?!-zapytał Jack ratując przyjaciółkę.
-Randy ma w telefonie taką aplikacje,że może namierzyć telefon osoby,którą ma w spisie kontaktów-wyjaśnił starszy mężczyzna.
-A skąd on ma mój numer!?-wypaliła wściekła Kim.
-Ode mnie-mruknął Jack.
Kim opadła bezsilnie na krzesło.Ona i Anderson wrócili z nauczycielem do szkoły.Skończyli już lekcje.Czekała ich koza.Weszli do klasy w której naturalnie siedział Jerry i…nikt więcej.
-Kim!!!!!!!!!!TY w kozie?!-zapiszczał Latynos.
-Zamknij się Martinez-syknęła Kimberly siadając na krześle.
-A tą co ugryzło?-zapytał Jerry Jacka.
Anderson w skrócie wyjaśnił przyjacielowi o co chodzi.Jerry dosyć szybko zakumał.Jack cały czas pocieszał swoją dziewczynę mówiąc,że to nie koniec świata.Dla Kimberly jednak cały świat już się rozpadł.Nie ma ojca,a matkę swoja drogą ma głęboko gdzieś.Jest w kozie.Skłamała.Urwała się z lekcji.Została złapana.Dla 16-letniej blondynki nic już nie miało sensu.W gruncie rzeczy,uznała że to wina Jacka,bo dała mu się namówić na ten ‘genialny plan’.Gdyby miała trochę więcej rozumu w głowie,nie poszłaby na to.Jej życie właśnie zamieniało się w istną ruinę.Idealna frekwencja pokruszyła się tak drobno jak tylko mogła.Znienawidziła życie.
Obrażona i zdruzgotana Kim siedziała na kanapie.Wgapiała się bezsensownie w czarny ekran telewizora.Nie chciała z nikim rozmawiać.Nawet Grace nie powiedziała o niczym.Jack w sumie wyjaśnił wszystko wszystkim,ale sam nie był do końca pewien o co Kim się boczy.
-Kim,chcesz ciastko z kremem?-zapytała Quesher(Grace).
Nie otrzymała jednak odpowiedzi.
-Kim,idziesz z nami do parku?-zapytał chwilę później Martinez.
Ale on też nie dostał odpowiedzi.Nikt więcej już o nic nie pytał,bo wiedział że i tak nie otrzymałby odpowiedzi.Jack usiadł na fotelu.Wpatrzywał się w Kim,próbując wyczytać z jej wyrazu twarzy o czym myśli.Nic nie usłyszał.
Wieczorem wszyscy siedzieli w pokoju Kimberly,jednak sama jego właścicielka gościła od 3 godz. w salonie.Jack zeszedł na dół,aby wreszcie poznać ogólny powód złości Kim.
-Kim?Dlaczego nic nie mówisz od kiedy wróciliśmy do domu?-zapytał Anderson siadając obok załamanej blondynki.
-Jack musimy porozmawiać-zaczęła patrząc mu w oczy-Tylko najpierw mi obiecaj że się nie obrazisz,nie będziesz krzyczał,nie zezłościsz się na mnie i że zostaniemy przyjaciółmi?-zapytała Kimberly.
-Jasne.Na Ciebie się niezezłoszcze o nic-powiedział Jack dosyć poważnym głosem.
-Więc…Sądze,że powinniśmy się rozstać-powiedziała spokojnie.
-Skoro tak chcesz…Ok…-powiedział Anderson smutno.
-Ale będziemy przyjaciółmi?-zapytała z nadzieją w głosie blondynka.
-Jasne.Czemu nie-powiedział jej towarzysz.
Przytulili się.Posłali sobie miłe uśmiechy.Kimberly jeszcze raz przytuliła przyjaciela po czym wstała z kanapy.Poszła wziąś prysznic i wygoniła zbędnych obywateli(chłopaków) z pokoju.Powiedziała wszystko dziewczyną.Jack w tzw. ‘chłopskim pokoju’ powiedział o wszystkim chłopaką.Dziewczyny szybko zasnęły.Chłopaki mieli z tym problem,ale po jakimś czasie udało się.
-Za tydzień wakacje!-wołała zadowolona Crowford.
-Tak!Ile to ty już nie chodzisz z Jackiem?Trzy miesiące?Nie…Czt-Kim przerwała koleżance wywód.
-Grace!To że nie chodzimy nic nie zmienia!On znowu zarywa do każdej laski w szkole,a ja byłam ostatnio na randce z Joshem-powiedziała w stronę Quesher.
-I jak było?-zapytała Grace wyjmując z szafki granatowe szorty.
-Cuż…Zjedliśmy kolacje,pogadaliśmy…-mówiła blondynka.
-I co dalej?-dopytawała się Grace.
-Nic.Uznałam że nie ma chemii i tyle-rzuciła obojętnie jej przyjaciółka.
-Dziewczyny!!!Bo nie dojdziemy do tej szkoły!!!-krzyczał z dołu Eddie.
Dziewczyny szybko zbiegły na dół.Razem z resztą towarzystwa poszli do szkoły.Wszyscy śmiali się.Jack i Kim co chwila patrzyli się na siebie.Posyłali sobie sztuczne uśmiechy.Tak naprawde obydwojgu brokowało tej drugiej osoby.Oboje tak naprawde nadal się kochali,ale Kim uznała że lepiej będzie jak zostaną z Jackiem tylko przyjaciółmi.Najlepszymi przyjaciółmi.No nie wliczając Grace.A Jack uznał że nie będzie się narzucał Crowford.Doszli na pierwszy dzwonek.Szybko zabrali książki na WOS(wiedza o społeczeństwie).Pobiegli do klasy.Na szczęście ich nauczyciel nie jest punktualny .
-Dzieci tak wiele lat razem…Tyle uwag i spóźnień…-nauczyciel zwrócił się do Martineza i Andersona(ale głównie do Martineza)-Tyle chwil spędzonych raz…-ktoś mu przerwał.
-Ale proszę pana-zaczął Milton-Jeszcze dwa lata będzie nas pan uczył…
-Tak.Ale…A z resztą!Udanych wakacji!-krzyknął nauczyciel i rozdał świadectwa.
Później wszyscy wyszli z klasy.Grupa przyjaciół skierowała się do Phila.Usiedli.Kim naprzeciwko Jacka.Dziewczya popatrzyła w jego oczy.Cudne,czekoladowe oczy.Dostrzegła w nich ból,smutek i…miłość?Tak miłość.
Podoba się?Dla mnie niezły.Kocham Was!:***
Roździał jest fajny, piękny, boski,niesamowity mogłabym jeszcze dużo wymieniać.Niezł ty siebie słyszysz dziewczyno?
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta:***
Cuż...Chyba słyszę,ale pewna nie jestem.Dzięki za miłe słowa i tak jak mówiłam jutro next,bo dziś przyjeżdża do mnie przyjaciółka na cały dzień:***
OdpowiedzUsuń