Dochodził on z trumny…
-Przepraszam może pan otworzyć tę trumne?-zapytałem grabarza.
-Pan żartuje?!Tam leży trup!-wykrzyknął grabarz.
-Nie trup,tylko moja dziewczyna.To zrobi pan to czy nie?-zapytałem zdenerwowany.
-Jak pan chce…-powiedział starszy mężczyzna.
Grabarze zaczęli rozkręcać zawiasy w trumnie z której raz po raz wydobywało się krótki ‘a psik’!Stałem zniecierpliwiony i czekałem,aż ci panowie otworzą trumnę.Trochę to zajęło,ale udało im się ją otworzyć.Ściągnęli ciężkie wieko trumny,z której po chwili wyszła…Kim!
-Kim!Ale Ty nie żyłaś?!-krzyczałem.
-Nie nie żyłam,tylko byłam w śpiączce.Na chwilę zanikł mi puls,ale ja ciągle żyłam.A tak na marginesie:to możnaby sprzedawać trumny bez pajęczyn w gratisie!-powiedziała wychodząc z trumny.
------------------------------------------------------OCZAMI---------------------------------------------------------------------KIM----------------------------------------------------------------------------------
Wyszłam z trumny i rozejrzałam się dookoła.Wszyscy patrzyli we mnie jak zaczarowani.No nie dziwie im się.Szesnasto letnia dziewczyna wychodzi sobie z trumny jakby nigdy nic.Jack podszedł do mnie powoli i dotknął mojej ręki.
-Jack nie jestem duchem…-powiedziałam wesoło patrząc brunetowi w oczy.
-Kim,ty żyjesz!-wykrzyknął i przytulił mnie.
Odwzajemniłam jego gest i posłałam mamie ciepły uśmiech.Później wszyscy po kolei mnie przytulali.Trochę to trwało,ale po godzince wsiadłam z Jack’iem do auta mojej mamy i pojechaliśmy do domu.
-Jack,założyłeś garnitur!-zauważyłam zapinając pas.
-Ta…Na marne…Jak ja się teraz w szkole pokarze?-pytał.
-O,nie martw się.Przeżyjesz!-pocieszłam go.
Dojechaliśmy do domu i pierwsze co zrobiłam to pobiegłam do mojego pokoju.Weszłam do łazienki i poszłam pod prysznic.Po chwili wyszłam spodniego i rozczesałam włosy.Weszłam do pokoju,gdzie ku mojemu zdziwieniu,na łóżku leżał,a raczej spał.Po cichu podeszłam do szafy i wyjęłam z niej ciuchy.Ubrałam je i usiadłam na skraju łóżka.Tyrpnęłam Jack’a w ramię,na co on momentalnie się przebudził.
-Idziemy na plaże?-zapytałam.
-Ledwo co wyszłaś ze spiączki,a już chcesz iść na plaże?-powiedział zdziwiony.
-Ehe-przytaknęłam.
-Ok.-mruknął.
Pożegnałam się z mamą i wyszliśmy.Za chwilę doszliśmy na plażę.Usiedliśmy na piasku i trwliśmy w milczeniu.Wstałam i podeszłam bliżej wody.Patrzyłam na uderzające o brzeg fale i myślałam czemu ja muszę mieć takiego pecha w życiu?Nagle ktoś objął mnie w tali.Lekko się wzdrygnęłam,ale wiedziałam,że to Jack.Myślałam,że mnie pocałuje,albo coś,ale on podniósł mnie do góry i zaczął iść w stronę wody.
-Nie zrobisz mi tego?-pytałam.
-Bo czemu niby nie?-zapytał.
Nie widziałam jego miny,ale wiedziałam że się uśmiechał.Jack wszedł nicko dalej do wody i stanął.
-I co teraz?-zapytałam.wesoło.
-Chcesz wiedzieć?- zapytał.
Próbowałam się wyrwać,ale to by mi nie pomogło wręcz odwrotnie.więc przestałam.Jack wykorzystał moje rozproszenie i jednym zwinnym ruchem wrzucił mnie do wody.Wynurzyłam się i wyplułam wodę.
-Ty okropny!-krzyknęłam i zaczęłam płynąć ku brunetowi.
Wyszłam z wody i chwyciłam Jack’a za rękę.
-Nie zrobisz mi tego?!-piszczał.
-Wet za wet!-powiedziałam i wepchnęłam Jack’a do wody.
Podeszłam do chłopaka,który właśnie się wynóżał i popatrzyłam mu w oczy.
-I co teraz?-zapytałam wesoło.
-To!-krzyknął i wciągnął mnie za nogę pod wodę.
Wypłynęłam na powierzchnie i wyplułam wodę.Odgarnęłam z twarzy włosy i zaczęłam chlapać bruneta.On poszedł w moje ślady i zaczęliśmy’walkę na wodę’.Chlapaliśmy się tak dobre 30 min,aż nie zaczęły nas ręce boleć.Podpłynęliśmy z morza i wyszliśmy na brzeg.Usiedliśmy na piasku i podziwialiśmy zachód słońca.Za godzinę byliśmy już w zupełności susi.Wstaliśmy i szliśmy w stronę ulicy na której mieszkamy(a mieszkamy na tej samej).W pewnej chwili Jack zatrzymał się i pocałował mnie.Uznałam,że brakowało mu tego gdy ‘byłam martwa’,więc oddałam mu pocałunek,dodając w gratisie przytulasa.Weszliśmy do mnie do domu i od razu zauważyłam mamę,która siedząc na kanapie płakała.
-Mamo co jest?!-zapytałam siadając obok mojej rodzicielki.
-On…On odszedł…-łkała.
-Kto?-zapytałam.
-Mi…Mik..Mike…-łkała i rozpłakała mi się w bluzkę.
-Wiedziałam,że z nim jest coś nie tak!Co Ci zrobił?-pytałam dalej.
-Powiedział,że jesteś bezczelna,że przez kilka tygodni nie pojawiasz się w domu,a ja Cię broniłam.I…I on mnie zostawił i zabrał Ninę,oraz Alex’a-powiedziała spokojnie.
-Mamo,nie przejmuj się-pocieszałam ją.
-Racja…Upiec Wam ciasteczka?-zapytała wstając z kanapy.
-Wam…A!Jack też tu jest!-przypomniałam sobie.
-Zapomniałaś o mnie?!-zapytał Jack z lekkim uśmiechem.
-Nie.No jasne,że nie!-powiedziałam i przytuliłam chłopaka
Poszliśmy na górę,a mama do kuchni.podeszłam do biurka i zauważyłam jakąś karteczkę.
-Zabrałam Olivie ze sobą.Teraz to mój pies.Nina-czytałam na głos.
-Co?Co to za wredna dziewczyna!-krzyknął Jack.
-Jackuś,tak mi przykro…Ty mi dałeś tego pieska…A ja go straciłam…-mówiłam smutno.
-Nie szkodzi Kim.To nie Twoja wina-pocieszał mnie.
Postanowiliśmy,że zostanie u mnie na noc.Poszłam pod prysznic.Umyłam się i rozczesałam.Założyłam moją piżamkę z *Hello Kitty* i położyłam się do łóżka.Jack poszedł pod prysznic i za chwilę położył się obok mnie.Zasnęliśmy.
Hejka!Jak mówiłąm nowy rozdział.Jutro nie będzie.do zoba w środę:***
Świetny czekam!!
OdpowiedzUsuńCzekaj,następny w środę.
OdpowiedzUsuń