Może chciał mu powiedzieć,kto ma zagrać główną rolę męską tak żeby jemu było wygodnie.Najprawdopodobniej tak.Ale Bobby tylko wysuchał monologu Ricky'ego,a potem machnął ręką na znak ,,Mam to gdzieś!" i kontynułował:
-A więc.Główną rolę męską otrzymuje...Jack Anderson!-pisnął.
-Jack,udało się!Gramy dwie role głównę!-darłam sie Jack'owi do ucha.
W tym momencie mażyłam tylko o tym żeby to nie był sen.Gram główną rolę!W filmie karate!Z Jack'iem u boku!Bobby jeszcze opowiedział nam fabułę filmu,porozdzielał rolę między chłopaków i kazał nam przy wyjściu zgłosić się po scenariusze.Podeszliśmy do stolika na końcu korytarza,na którym leżały scenariusze.Przebiłam się przez tłum i sięgnęłam po scenariusze z nazwiskami:Crowford,Anderson,Martinez,Krupnick i Jones.Wypchnęłam się z tłumu 'aktorów' i podałam chłopakom teksty.Podeszliśmy do Rudy'ego,który stał przy wyjściu i poszliśmy.Rudy,był naszym 'opiekunem prawnym',więc nie mógł wyjść bez nas,ani my bez niego.Skierowaliśmy się do hotelu.Weszliśmy i Rudy rozdał nam klucze,które wcześniej mu oddaliśmy.Chłopaki poszli do siebie,a ja próbowałam wetknąć kluczyk do zamka.Ledwo stałam na nogach.W prawdzie,była dopiero 22:30,ale to był ciężki dzień.I ten szok związany z Rick'iem.Jeszcze się z tego nie otrząsłam...Jack,widząc,że nic nie wskuram tym kluczykiem,wyciągnął mi go z ręki i lekko odepchnął na bok.Włożył klucz do zamka i otworzył drzwi.
-Dzięki...-rzekłam słabo i cmoknęłam go w usta.
Weszliśmy do pokoju i pierwsze co zrobiłam to poszłam pod prysznic.Zasnęłabym tam,gdyby nie fakt,że upuściłam prysznic i momentalinie się ocknęłam.Wyszłam z pod prysznica i założyłam moją piżamkę z *Hello Kitty*.Pacnęłam się na łóżko i czekałam,aż Jack wyjdzie z pod prysznica.Jemu,zajęło to o wieleeeee krucej niż mi.
-Ej,co to?-zapytałam widząc małą karteczkę sterczacą ze scenariusza.
-Nie wiem zobacz-mruknął zmęczony Jack.
Wyjęłam karteczkę i przeczytałam to co na niej było.Był to mój plan zajęć.Przez najbliższy miesiąc kręcimy ten film,ale poza nim,mamy też np.zajęcia karate,sesje foto itp.
-To mój plan zajęć.Pewnie też taki nasz-powiedziałam,a Jack zajrzał na ostatnią stronę scenariusza.Faktycznie.Jemu też dyndała taka kartaka.
-Jestem zmęczona.Dobranoc-mruknęłam i nakryłam się kołdrą.
-Dobranoc-odparł zaspany Jack i zasnął.
NASTĘPNEGO DNIA
Wstałam i popatrzyłam w stronę łóżka Jack'a.Jeny!Jak on słodko spał.Wstałam po cichu i poszłąm pod prysznic.Zapletłam warkocza francuskiego i ubrałam się.Podeszłam na palcach do łóka Jack'a i powiedziałam cicho:
-Jack...-nic-Jack-mówiłąm już zwyczajnie-JACK!-wydarłam się na cały głos i...nic.
Postanowiłam sięgnąć po bardziej drastyczne środki.Jack leżał na kołdrze więc miałam nie zawodny plan.Chwyciłam dwa rogi kołdy i pociągnęłam do góry.W rezultacie-Jack spadł na ziemie.Obeszłam jego łóżko dookoła i...nic.Nadal spał jak zabity.Ok...Nie zostało mi nic innego.Klęknęłam przed nim i pochyliłam się nad nim.Cmoknęłam go lekko w usta,a on przyciągnął mnie do siebie i zacząl namiętnie całować.
-Jack!Ty oszuście!-krzyczałam między pocałunkami.
Czułam jak na jego twarzy malował się uśmiech.Po chwili puścił mnie,a ja jeszcze raz krzyknęlam z uśmiechem:
-Jack!Ty oszuście!
-Co?Podroczyć się nie można?-pytał ze sztucznym wyrzutem.
-Nie-pisnęłam i strzeliłam focha.
-No Kim!-mówił podnosząc się z ziemi.
Starałam się go 'ignorować' i wyszłam za drzwi.Słyszałam jeszcze tylko "Ehhh..." i dzwięk zamykanych drzwi od łazienki.
-Łatwo go nabrać-mówiłąm do siebie i nagle zaówarzyłam znajomą twarz.
-Joł Kim!Ale wyglądasz!Co teraz masz?-zapytał...zgadnijcie...Jerry.
-Yyy...Śniadanie-powiedziałam z uśmiechem.
-No tak.A potem?
-Trening karate.A ty?-zapytałam Latynosa.
-Lekcje aktorstwa.W mojej roli to potrzebne-mówił przejęty.
-A kogo grasz?-dopytywałam się.
-Posłańca!-szczycił się.
I w tym momencie z pokoju wyszedł umyty,ubrany i smutny Jack.
-Hej,stary.Co taki smutas?-zapytał Jerry 'na dzień dobry'.
-Nic...-mówił Jack-Kim ja...-przerwałam mu.
-Jack,ja tylko żartowałam.Nie jestem na Cb zła-tłumaczyłam.
-Teraz to ja jestem zły.Foch!-powiedział i odwrócił się na pięcie.
-Nie możesz,bo mamy śniadanie-mówiłam śmiejąc się i w tym momencie z pokoi wyszedł cały nasz orszak na przodzie z Rudy'm.
-Ej,na co jeszcze czekacie?!Na śniadanie gwiazdy!-pisnął.
Zeszliśmy do stołówki i zajęliśmy miejsca przy jednym stoliku.Kucharka przyniosła nam śniadanie.Zjedliśmy i BAM!Teraz każdy ma coś innego,na co zresztę jest już spóźniony!Ja trening karate{na szczęście Jack też},Jerry lekcje aktorstwa razem z Miltonem,a Eddie lekcję mimiki twarzy.Tylko Rudy był wolny i poszed na miasto.Wszyscy jak oparzeni pobiegliśmy na zajecia.Ja i Jack do sali treningów,Jerry i Milton do takiego mini teatru,a Eddie do sali ćwiczeń-wszystko mieściło się na planie zdjęciowym.PO POŁUDNIU/HOTEL
Cały dzień sie nie widzieliśmy,bo oprócz pierwszych zajęć,które mięliśmy po dwoje{oprócz Eddie'go} wszystko mięliśmy osobno.O 16:30,ledwo żywi weszliśmy do stołówki.
-Cześć-powiedzieliśmy równo.
Nie widzieliśmy się cały dzień i stać nas było tylko na cześć???No,ale jak się okazuje-aktorstwo to nie taka prosta sprawa.Zjedliśmy obiad i poszliśmy do pokojów.Położyłam się na łóżku tak samo jak Jack i zanim zdążyłam coś powiedzieć dostałam SMS-a od Jerry'ego:
"Hej Kim.Masz chwilę?Super!Przyjdź do mnie."
-Ide do Jerry'ego.Zaraz wróce-powiedziałam do Jack'a,a ten tylko kiwnął głową na znak,że rozumie i wstałam.Poszłam jeszcze do łazienki i przebrałam się.Wyszłam z łazienki i skierowałam się do drzwi.
-Kim?-zatrzymał mnie Jack.
-Hmm?
-Ale wrócisz nie?
-No nie wiem...Jeszcze się zastanowie...-śmieje się.
Podeszłam do drzwi i wyszłam na korytarz.Skierowałam się do pokoju Jerry'ego i weszłam bez pukania.
-Hej Jerry.Co jest?-zapytałąm na wejściu.
-Możemy pogadać?-spytał.
-Ok...-zaczęłam i usiadłam na łóżku obok Latynosa-O co cho?
-Bo wiesz...Mi...się...podoba...no wiesz...no...-jąkał się.
-KTO!-krzyknęłam.
-Grace!-odpowiedział krótko.
-Grace!?-niedowierzałam-Serio?
-Tak,ale no wiesz...bo my...
-JERRY!
-Chodzimy!Noi chcę...Jakby to ująć...Wejść na wyższy poziom.
-Pocałować ją?
-Tak.
-I w czym problem?
-Bo ja...
-A!Jerry Martinez jeszcze się nie całował?!
-Ok,ok...Cicho być-uciszył mnie-Tak właśnie tak.
-Ok.Pomogę Ci.To robisz tak...-Mówiłam przybliżając się do Jerry'ego-I tak-mruknęłam i pocałowałam go.
Noi BAM!To był pocałunek na próbę dla Jerry'ego,a paparazzi{ostatnio ciągle się koło nas kręcą}zrobili nam zdjęcie w najmniej odpowiednim momencie...
Hej.Co tam?Sorry,że tyle czasu{3 dni},ale nie miałam czasu.Podoba się?Następny,albo następne dwa jutro.Dobranoc:***
Boże rozdział świetny! Nic dodać nic ująć! <3 Nie mogę doczekać się następnego :)
OdpowiedzUsuńDzięki.W ogóle dzięki,że komentujesz,bo inni jakoś tego nie robią,a nie powiem,mam dużo wyświetleń. :) Nowe kilka rozdziałów dziś.Papatki:***
Usuń