Podziękował nam tak,że o mało mnie nie udusił.
-Jack,bo mnie udusisz-poweidziałam.
-Oj,sorry-chłopak mnie puścił.
Cały czas zastanawiałam się nad…ale z resztą nie ważne.To przyjęcie urodzinowe trwało do 20.Później wszyscy poszliśmy do namiotów.Przebrałam się w piżamę i poszłam spać.Grace postanowiła nocować u Jerryego,więc byłam w namiocie sama jak palec.Nie mogłam spać.W prawdzie ‘Czarne Smoki’ już wrócili do Seaford,ale i tak byłam zaniepokojona.Głównie o swoje życie.
***
W końcu nadszedł dzień kiedy wyjeżdżamy z powrotem do Seaford.Spałam sobie w najlepsze,gdy…Obudził mnie dźwięk trąbki.Rudy grał na niej bezpośrednio przed naszym namiotem.
-Rudy co wyprawiasz?-zapytałam zaspanym głosem wychodząc z namiotu.
-Próbuję Was obudzić.Ostatnio jest trudno to zrobić-powiedział Gillespie.
-Jasne…-mruknęłam i weszłam do namiotu-Grace,Grace-tyrpałam przyjaciółkę.
-Kim,Kim.Co?-zapytała siadając na materacu.
-Nie obudził Cię Rudy grający na trąbce?-pytałam wyciągając ubrania.
-Obudził.Ale potem zasnęłam-wytłumaczyła mi Quesher wstając z materaca.
Ubrałam się i uczesałam.Grace stała już na zewnątrz.Wyszłam chwytając torbę.
-Ok-zaczął nasz sensei-Jest Kim,Grace,Jack,Eddie,Milton i Jer…Gdzie jest Jerry?!-spytał zdenerwowany.
-Tuuuuuuuuuuu!-pisnął Martinez podchodząc do nas.
-Jerry.Albo nastawiaj budzik na dwie godziny przed czasem,albo chodź spać o 23,a nie o 02:30 nad ranem-powiedziałam.
Weszliśmy do autobusu i zajęliśmy miejsca.Położyłam głowę Jackowi na ramieniu.Było mi tak całkiem wygodnie.Jechaliśmy tak ze 2 godz.Kiedy dojechaliśmy do Seaford przypomniałam sobie co mówiłam pierwszego dnia nad jeziorem.Że nie wytrzymam 2 tygodni bez telefonu,a teraz nawet nie pamiętałam że go ze sobą mam.Wyjęłam telefon z torby i sprawdziłam godzinę.Była dopiero 07:30.Ziewnęłam i ułożyłam się wygodnie Jackowi na ramieniu.Za chwilę autobus zatrzymał się obok dojo.Wszyscy wyszliśmy.Przeciągnęłam się.Wszystko mnie bolało.Zabraliśmy swoje torby i poszliśmy do mnie do domu.Weszliśmy i rzuciliśmy się na kanapę.Byliśmy śpiący.
***
Obudziłam się po 2 godz.Wszyscy byli już na nogach.Wstałam i poszłam do łazienki.Umyłam się i zrobiłam makijarz.Ubrałam się i zjechałam na dół po barierce.Brakowało mi tego.
-Listonosz idzie!-wrzasnął Eddie.
Jerry jak poparzony wybiegł z domu.Czekał na jakąś przesyłkę?Chyba.
-Ej,grace.Co jest Jerryemu?-zwróciłam się do przyjaciółki.
-Czeka na list z Chicago-odpowiedziała Quesher.
Usiadłam koło niej i Jacka na kanapie.Jerry wbiegł do domu jakby był ścigany przez policję.
-Nie zgadniecie co!-wypalił wskakując na kanapę.
-No nie zgadniemy.Mów-rozkazałam.
-Ok.Więc…Jedziemy na tydzień do Chicago,a ja wystąpie w programie telewizyjnym!-powiedział z wielkim uśmiechem.
-Ale jakim programie?-dopytywałam się.
-Eee…’Taniec Rządzi w Chicago’-powiedział.
-O rany!To super!To…-Martinez przerwał mi.
-Nie masz pojęcia co to?
-Zielonego-odpowiedziałam opierając głowę na ręce.
-‘Taniec Rządzi w Chicago’ to taki program taneczny.Jest on transmitowany w Mimi,NY…-przerwałam wywód Latynosowi.
-Chicago?-zapytałam z uśmiechem.
-Tak.A w Seaford nie.Więc wysłałem filmik jak tańcze i…tada!-pisnął.
-Super!A my tam jedziemy ponieważ…?-zapytał Jack.
-Ponieważ jesteście moimi przyjaciółmi.Wyjerzdżamy w poniedziałek o 10-oznajmił i wszedł do kuchni.
-Super,kolejny tydzień poza domem-mruknęłam.
-Ale chociaż zwiedzimy swiat.No byliśmy już w Hollywood,nad jeziorem,a teraz jedziemy do Chicago-powiedział Milton.
Ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi.Wstałam i otworzyłam.
-Dzień dobry Kim.To moja siostrzenica Amy-powiedziała moja sąsiadka-pani Smift.
-Dzień dobry.Cześć Amy-przywitałam się z dziewczynką.
-Amy ma 6 lat.Moja siostra pojechała z mężem do Europy i zostawiła Amy u mnie na dwa tygodnie.Dzisiaj muszę pilnie jechać coś załatwić.Zaopiekowałabyś się Amy.Tylko dzisiaj-poprosiła starsza kobieta.
-Oczywiście-nie miałam serca jej odmówić-Chodź Amy-powiedziałam.
-Pa Amy.Bądź grzeczna-powiedziała sąsiadka.
-Pa ciociu.Będę grzeczna-obiecała 6-latka i weszła do środka.
Wpuściłam Amy do środka i zamknęłam drzwi.
-No aniołku.To co byś chciała obić?-zapytałam miło.
-Chciałabym żebyś zamknęła buzię na kłudkę starucho!-krzyknęła Amy.
-E-ej.A to co?Przy pani Smift byłaś taka słodka i grzeczna-mówiłąm dalej miło.
-Przy cioci tak.Ale jak jej tu nie ma to nie!-krzyknęła.
Amy krzyknęła tak głośno,że aż wszyscy zebrali się w salonie.
-Ok.Słuchaj mała złośnico-zaczęłam już niemiłym głosem-Wiesz ty mnie tu nie będziesz rozstawiać po kątach.Jesteśmy od Ciebie starsi o 10 lat.A niektórzy nawet o 11.Znamy karate.I co jeszcze…A tak!To mój dom-powiedziałam sucho.
-Właśnie-wszyscy przytaknęli.
-Myślicie,że będę się Was słuchać?To się mylicie!Nie zmusicie mnie do niczego!-krzyczała Amy.
-Ach tak?-zapytał Jerry.
-Tak!-pisnęła mała,że aż Martinez podskoczył-A teraz dajcie mi pilota i idźcie sobie.Nie mam ochoty oglądać żadnego z Was-rozkazała i wskoczyła na kanapę.
-Słuchaj.Dam Ci pilota,ale tylko dla świętego spokoju.Jeszcze zobaczysz,że z nami się nie zadziera-powiedziałam i rzuciłam pilota na kanapę.
Całą paczką poszliśmy do mojego pokoju obmyślać plan.Z 30 min myśleliśmy,ale w końcu wymyśliliśmy.
-Więc tak jeszcze raz-mówiłam-Umalujemy i ubierzemy się na czarno i podarujemy tej małej zołzie najgorsze opiekunki pod słońcem.
Wszyscy poszliśmy się przebrać i umalować.Chłopaką było nawet do twarzy w czarnej szmince i cieniu.
Next jutro,albo może dziś wieczorem ale sama nie wiem.Póki co to tyle.Koffam Was!:***
Fajna mała ,zołza Amy!Hehhe!Mam nadzieję że jak pojadą do Chicago to Jack pozna jakąś dziewczynę i Kim bedzie zazdrosna!!
OdpowiedzUsuńczekam na nexta;)
:::333
Wiesz ty co?Widzisz!Jestem przewidywalna jak diabli!
OdpowiedzUsuń