czwartek, 21 lutego 2013

Rozdział 28

Wróciłam do namitu,a tam…
-JACK!!!-krzyknęłam.
Jack czytał mój pamiętnik,a nikogo innego nie było w namiocie.Tam pisałam wszystko co mi siedziało na sercu.Wszystko co o nim myślałam.Ja wszystko tam pisałam!A teraz on to czyta!Wyrwałam mu z ręki moją własność.
-Czemu to czytasz?!-zapytałam zła.
-Eee…Bo…Ja…Przepraszam…-wydukał i spuścił głowę ze wstydu.
-Ale wyjaśnij mi czemu to czytasz-nie dawałam za wygraną.
-Sam nie wiem.Ciekawość mnie zżerała co tam rano pisałaś-powiedział brunet.
-Ale…Ale ty teraz wszystko wiesz!I gdzie do licha jest Grace?!-krzyczałam.
-Tu jestem-powiedziała Quesher wchodząc do namiotu.
-Grace gdzie ty byłaś?!Co robiłaś?!I czemu Cię tu nie było?!-pytałam zła.
-No cóż…Byłam u Jerryego.Gadałam z nim o TYM i nie było mnie tu bo wyszłam-słowem TO i TYM określaliśmy urodziny Jacka kiedy był w pobliżu,żeby nie załapał że coś planujemy.
-Kim,przepraszam.Zachowałem się jak skunks.Ale nie taki uroczy z bajki.Tylko śmierdzący,kłamliwy i zły-powiedział Anderson smutno.
-Oj,nie mów tak.Nie jestem na ciebie zła-powiedziałam i przytuliłam chłopaka.
Odwzajemnił mój gest,a za chwilę do nas dołączyła się Grace.Razem wyszliśmy z namiotu.Wszyscy siedzieli na skale.Można powiedzieć,że to taka nasza stołówka.Rudy skombinował skąś drożdżówki.Podejrzewam,że miał je w torbie.Było zimno.Wszyscy byliśmy ubrani w bluzy.Woda w jeziorze była zimna więc nie mogliśmy się kąpać.Było lato.Zimniejsze niż jesień.Ale mam nadzieję,że to tylko dziś,bo wychodzi słońce.Byłam śpiąca.Położyłam się Jackowi na ramieniu.Prawie zasnęłam,gdy…Grace przechodziła za mną tyrpnęła mnie i spadłam do wody.
-Ale zimno!-pisnełam wynurzając się z wody.
-Sorry Kim-powiedziała Grace.
-Grace!Jak tam wejdę to Cię zabiję!-krzyczałam z uśmiechem.
Ale naprawdę miałam ochotę ją zabić.Udusić,albo chociaż pacnąć.Wyszłam z wody i doczłapałam się do namiotu.Przebrałam się(zielona bluzka z krótkim rękawkiem z cekinowym króliczkiem na środku,białe leginsy ¾,zielone trampki i szara bluza).Przeczesałam włosy i zrobiłam dwa warkocze.Zmyłam makijaż i zrobiłam nowy.Wyszłąm z namiotu.Weszłam na skałę.
-No,Grace.Byłaś dobrą dziewczyną-powiedział Jerry i uśmiechnął się pod nosem.
-A może w pierwszej kolejności Ciebie uduszę,co?-zapytałam z uśmiechem.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.Powoli się rozcieplało,więc była szansa,że na moją zemstę będzie odpowiednia pogoda.Bo bez odpowiedniej pogody,nic nie wypali.
***
Wszystko było przygotowane.W nocy zakradliśmy się do obozowiska ‘Czarnych Smoków’ i zrobiliśmy wszystko,co było mi potrzebne do zemsty.Eddie usiadł na drzewie z odbijaczem światła i latarką,Rudy z latarką za tym wielkim namiotem,Milton z latarką za mostem(po naszej części jeziora),a Jack siedział na tym wielkim,czarnym smoku.
-Frank-zaczęłam podchodząc z latarką ukrytą za plecami do Franka-Wiesz nie jestem na Ciebie zła.Może powinnam ale nie jestem.
-Serio?Znaczy…No bo my to zrobiliśmy z zemsty i tyle!-powiedział dumny.
Jest!Frank to kupił.Ok.Teraz moja kolej dalej działać.Było jeszcze ciemno bo ‘Czarne Smoki’ wyjeżdżały o 06:00.Mrugnęłam latarką w stronę Miltona.Milton zadzwonił do Ty’a,żeby go rozproszyć.Kiedy już to zrobił mrugnał latarką do mnie,a ja do Rudyego.Rudy mrugnął do Jacka.Jack położył na namiocie(obok smoka)szkiełko.Mrugnął latarką do Eddiego,po czym zeskoczył z namiotu.Eddie skierował światło z latarki na odbijacz światła,a odbijacz światła na to szkiełoko.Noi pewnie wiecie co dalej.Nie?Namiot się zapalił.
-Frank namiot się pali!-krzyknełam ze sztucznym strachem w głosie.
Frank poleciał po Ty’a,a my pobiegliśmy na drugą stronę jeziora.Najlepsze jest to,że nikt nie wie że to nasza wina.Ty i ‘Czarne Smoki’ wiaderkami nabierali wodę z jeziora i gasili namiot.Po chwili udało im się go zgasić.Schowaliśmy się w namiocie Rudyego i obserwowaliśmy to co się dalej działo.’Czarne Smoki’ czym prędzej weszli do autobusu i odjechali.Wyszliśmy z namiotu śmiejąc się jak głupi.
***
Wieczorem siedzieliśmy na moście.Między szczeblami były duże odstępy,więc siedzieliśmy tak po dwie osoby.Siedziałam z Grace.Rozmawiałyśmy gdy nagle…Przyjechał autobus Bobbyego!Szybko zerwaliśmy się i podbiegliśmy do pojazdu.Tylko Jack i Rudy zostali.Jack bo nie wiedział o niczym,Rudy żeby go pilnować.
-Bobby!-krzyknęłam wbiegając do autobusu.
-To zapewne ja-zaśmiał się Wasabi.
-Bobby,nie jedź już nigdzie-rozkazałam.
-I tak nie mam zamiaru-powiedział wychodząc z pojazdu.
Odetchnęłam z ulgą.Jack dostanie prezent w urodziny,a nie dzień po.Poszliśmy do namiotów.
***
Byłam ubrana(żółta tunika z długim rękawem,dżinsowe rybaczki i granatowe trampki).Do tego ‘talizman’-plastikowy banan na czarnym rzemyku-,kilka kolorowych bransoletek.Grace też była już ubrana.Wyszłyśmy z namiotu.Chłopaki stali już na polu.Jerry i Milton zaczęli odciągać uwagę Jacka a Eddie stanął przed wejściem do namiotu.Ja i Grace weszłyśmy do środka namiotu Jacka i Jerryego.Zajęłam się rozwieszaniem serpentyn,a Grace dmuchała balony.Za 3 godz wszystko było gotowe.Rudy wniósł tort. Była już 14.Pomyśleliśmy że zaczniemy urodziny Jacka o 17.Mieliśmy jeszcze trzy godziny.Wyszliśmy na zewnątrz.Rzucaliśmy sobie piłką.Nie mieliśmy nic lepszego do roboty.
***
Prowadziliśmy Jacka z zasłoniętymi oczami do namiotu.Weszliśmy,a Grace rozwiązała mu chustkę którą miał na oczach.Był bardzo zaskoczony.
-STO LAT,STO LAT!-zaczęliśmy śpiewać.
Potem Rudy pokroił tort i każdemu dał po kawałku.Ja w między czasie wymknęłam się po prezent.
-A teraz Twój prezent urodzinowy!-wrzasnęła Grace,a ja weszłam z prezentem.
Jack o mało nie zemdlał z wrażenia.Podziękował nam tak,że o mało mnie nie udusił.

Jutro next,bo nie mam siły dłużej pisać.Dobranoc:***

2 komentarze:

  1. No i w końcu jest ta zemsta!!Szczerze mówią to się aż takiej nie spodziewałam!A tu bamm Buhahah!Hehhe!!
    Czekam na nexta:***
    Kocham cię<333

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no,zemsta była słaba.Next dziś.Koffam Cię<333

    OdpowiedzUsuń