.Jerry chyba z 10 razy zachłysnął się wodą przy…siedzeniu w niej.Co chwila myślałam o tym,czy nie przesadze z tą zemsta na Franku.Ale nie!Po 30 min wyszliśmy z wody.Poszłam z Grace do naszego namiotu się przebrać.
-Grace to musi być przyjęcie idealne-mówiłam ściągając sukienkę.
-Racja.W końcu to jego 17 urodziny.Muszą być idealne-przyznała mi rację Quesher.
Ubrałam białą bluzkę na ramiączkach z sercem na środku,dżinsowe szorty,białe baletki.Do tego naszyjnik(białe serduszko na czarnym rzemyku),różowe i białe bransoletki.Włosy związałam w kucyka.Razem z Grace wyszłyśmy z namiotu i skierowałyśmy się do lasu.Wczoraj zobaczyłam tam drzewno na którym byłaby idealna jakby forteca.Możemy tam przychodzić kiedy jest nam smutno i chcemy być sami,kiedy chcemy pogadać na osobności.Teraz był taki moment.Za chwilę przyszli też Jerry,Eddie i Milton.Rudy zatrzymywał Jacka żeby nic nie podejrzewał.Chłopcy wdrapali się na sąsiednie gałęzie.
-To robimy tak.Urodziny Jacka wypadają w sobotę.Przyszłą sobotę.Więc tak:Jerry ty i Milton będziecie odciągać uwagę Jacka gdzieś tak…cały dzień.Eddie ty będziesz stał na czatach.Jak chłopakom nie uda się zatrzymać Jacka to ty pilnujesz żeby nie wszedł do namiotu.Ja i Grace dekorujemy namiot.W torbie Jerryego są serpentyny,u Eddiego są balony.Tort powinien przyjechać wieczorem.Rudy postara się o fajerwerki-wytłumaczyłam wszystko przyjaciołom.
-A co z prezentem?-zapytała Grace.
-Jest w autobusie Bobbyego-powiedziałam spokojnie.
-Tym co właśnie odjeżdża?-zapytał Jerry.
-Tak w tym!-krzyknęłam.
Wszyscy zeskoczyliśmy z drzewa i popędziliśmy za autobusem.Goniliśmy go aż do momentu,kiedy wjechał na drogę szybkiego ruchu.Pobiegłam do Rudyego.
-Rudy!-sensei aż podskoczył-Gdzie jedzie ten autobus i kiedy wróci?!
-Jedzie na stacje,potem do kina,a na koniec po inną wycieczkę.Wróci po nas w niedziele.A co Ci zależy?-zapytał Gillespie.
Odciągnęłam seseia nieco dalej od Jacka.
-Tam był prezent urodzinowy dla Jacka.I co?Przyjedzie na następny dzień?-pytałam zła.
-O,to głupio wyszło-powiedział Rudy.
Reszta naszej paczki podbiegła do nas.Jack gdzieś znikł.
-A co to był za prezent?Może da się gdzieś kupić podobny-myślał Milton.
-Nie ma takiej opcji.Kupiłam w Internecie gitarę…jakiegoś tam…kogoś kogo Jack lubi z tego kogoś autografem-powiedziałam,a łzy gromadziły mi się w oczach.
-Byonce?!-wypalił Jerry.
-Nie palancie!Jay-z!-powiedziałam.
-O to krucho.Bo wiesz,u Byonce mam chody,a u Jay-a nie…-kłamał Jerry.
-Ta.Jedyene co widze to to,że masz chody u Pinokio-zaśmiałam się pod nosem.
-Spokojnie Kim.Coś się wymyśli-pocieszała mnie Grace.
-Już wiem!-wykrzyknął Eddie-Powiemy Jackowi,że jego prezent-niespodzianke dostanie w niedziele.
-Niezły pomysł.Chyba tylko to nam zostało-powiedziałam smutno,ale zaraz się rozchmurzyłam.
Jack się znalazł.Rudy rzucił nam piłkę.Mieliśmy zajęcie Rzucaliśmy piłką aż nie…aż się nie rozpadało.Wszyscy pobiegliśmy do jednego namiotu.Jak na złość padało tak mocno,że zamin dobieliśmy byliśmy cali przemoczeni.Wbiegliśmy do namiotu mojego i Grace.My szybko przebrałyśmy się(czerwona tunika z długim rękawem,czarne leginsy ¾ i białe tenisówki;Grace-żółta bluzka z krótkim rękawem z niebieskim robaczkiem,szary sweterek,zielone rybaczki ¾ i granatowe tenisówki).Ale pozostawała jeszcze kwestia chłopaków.Nagle wpadłam na pomysł.W tych naszych namiotach przypominających altanki na wschód i zachód wychodzą okna.Mamy namiot obok Jack i Jerryego,a oni mieli otwarte okno.Otwarłam nasze i położyłam mój materac między naszym oknem,a oknem chłopaków.Na całe szczęście deszcz nie padał pionem tylko na skos.Przykryłam się dla ochrony płaszcze i przeszłam po materacu do namiotu chłopaków.Za chwilę wróciłam z suchymi ubraniami dla całej piątki.Chłopcy przebrali się w mgnieniu oka.Najbardziej martwił mnie fakt co stanie się z gitarą.Ale chyba nie powinno się nic stać.
***
Obudziłam się wcześnie rano.Całą noc padało i nie wyspałam się.Chłopcy zostali u nas(mnie i Grace) na noc.Wszyscy jeszcze spali.Zabrałam ze sobą mój pamiętnik.Otworzyłam go i napisałam:
Drogi pamiętniku!
„Mam w życiu same problemy.Co prawda nie chodzę już z Jackiem,ale i tak mam pecha.Prezent dla Jacka odjechał wczoraj autobusem razem z Bobbym.Pojechał on po inną wycieczkę.Na całe szczęście prezent jest w skrzyni pod siedzeniami na końcu autobusu,a Bobby nie wiem o jej istnieniu.Po za tym,moja zemsta na Franku i reszcie za trzy dni się ziści.”
Kim.
Zamknęłam pamiętnik i schowałam go do torby.Ubrałam się(różowo-biała bluzka z *Hello Kitty*,dżinsy,czerwone tenisówki i czerwoną bluzę).Uczesałam włosy w dwa kucyki,pomalowałam się i wyszłam z namiotu.Patrzyłam na obóz ‘Czarnych Smoków’,który już w piątek wieczór …Nie powiem bo się wygadam.Wróciłam do namitu,a tam…
Na Twoje życzenie Ola Laa jest rozdział.I teraz tak:jutro będzie i w sobotę też,a dzisiaj nowy może jeszcze jeden.W niedziele nwm czy będzie bo w poniedziałek mam szkołę,a później to nie wiem jak w ogóle będzie z blogiem.W tygodniu raczej nie dam rady pisać bo mam zadania testy itd. Więc chyba tylko w weekendy będzie.Kocham was!:***
Łooo zostałam wymieniona w poście!!!1 raz!!No zdradź w końcu co planuje Kim!!Czekam na nexta dziś wieczorem!!A i czy Jack i Kim wrócą do siebie??
OdpowiedzUsuńWszystko w swoim czasie Ola.Wszystkiego dowiesz się za parę rozdziałów.A przecierz ja jestem przewidywalna.
OdpowiedzUsuń