Dostrzegła w nich ból,smutek i…miłość?Tak miłość.
-Jack…-zaczęła powoli dziewczyna o blond włosach.
-Kim…-chłopak przedrzeźniał ją z uśmiechem.
-Czy…Czy ty jesteś na mnie zły?-wydusiła wreszcie.
-Co?Czemu miałbym być zły?-pytał zdziwiony.
-No wiesz…Zerwałam z Tobą…I nie wyjawiłam Ci powodu…-tłumaczyła.
-Nam też nie wytłumaczyłaś!-wtrąciła się Grace.
-Ciii!!-zganiła ją Kim-To?-skierowała swój wzrok na Jacka.
-Nie jestem zły.Znaczy,chciałbym znać powód naszego zerwania,ale jak nie chcesz to nie mów-powiedział patrząc,to na Kim,to na Jerryego który bawił się falafelem.
-Na pewno?
-Na 100%-zapewnił ją Anderson.
W tej chwili do knajpki wpadł Rudy.
-Zgadnijcie co!-wypalił opierając się o stolik.
-Kupiłeś nową bluzę?-zapytał Jack.
-Nie.
-Zdechł Ci kot?-zapytał Eddie.
-Nie!Tuptuś ma się dobrze!
-Wyczyściłeś maty!-wypaliła Crowford.
-Co ty!Ok to wam powiem…Na całe dwa tygodnie jedziemy nad jezioro w ramach…treningu rekreacyjnego i rozwoju-mówił Gillespie czytając napis na kartce.
-Super!-powiedzieli wszyscy obecni.
-Oczywiście Grace i Julie też mogą jechać-oznajmił sensei.
-Ja nie mogę…Jadę na obóz matematyczny-powiedziała Julie.
-A ja z chęcią pojadę-oświadczyła Quesher.
-Super.Wyjazd w poniedziałek o 07:30.Spotkamy się przy dojo i z tam tond pojedziemy autobusem Bobbyego na miejsce.Dziewczy pamiętajcie:2 tygodnie,nie miesiące.Kilka ubrań,nie kilka ton-powiedział Rudy i wyszedł z knajpki.
~Oczami Kim~
Obudziłam się.Grace była już w łazience.Wstałam i weszłam tam skąd Quesher wyszła.Umyłam się.Uczesałam włosy w warkocz francuski.Zrobiłam lekki makijaż.Weszłam do pokoju.Grace już siedziała na łóżku ubrana.Wyciągnęłam z szafy ubrania.Ubrałam je.
Zabrałam moją walizkę.Wyszłam z Grace z pokoju.Razem z chłopakami poszliśmy do dojo.Oczywiście wyszliśmy ‘na zmiłuj się’(07:25).Szliśmy,a raczej biegliśmy dość szybko.Doszliśmy dokładnie na ustaloną porę.
Jechaliśmy już od godziny,a końca tej drogi nie było widać.Wjechaliśmy na jakieś zupełne odludzie!No prawie.Pasło się tam parę kóz.Zaczęliśmy wjeżdżać pod jakąś górę.Za chwilę zobaczyłam coś na kształt obozowiska.
-Dojechaliśmy!Wysiadajcie!-wydarł się Gillespie.
Wszyscy zerwaliśmy się ze swoich miejsc i omal nie staranowaliśmy naszego senseia wybiegając z autokaru.Miejsce było nawet ładne. Dużo drzew,na około góry,obozowisko pod gołym niebem.
-Ale tu nie ma zasięgu!-pisnęłam zaskoczona.
-Kim,to są góry.Nie dziw się że nie ma zasiegu-powiedział Milton.
-Ale Rudy.Jak ja mam wytrzymać 2 tygodnie bez telefonu?-zapytałam senseia.
-Po prostu.Tak się dawniej żyło…-zaczął Rudy siadając na ławce-Był to rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty piąty…nie!Szósty!Elektronika rozwijała się i stworzyła coś,co nazwała ‘telefon komórkowy’.Chciałem go mieć za wszelką cenę!A ta wynosiła 130$.Kiedy miałem już telefon nie rozstawałem się z nim na krok.Aż do pewnego wyjazdu w góry…-przerwaliśmy wywód Rudyego.
-Tak,tak…Straciłeś zasięg i ze złości wrzuciłeś telefon do jeziora…Fascynujące…-powiedzieliśmy równocześnie.
-Właśnie-speszył się Rudy-Ja dałem radę i wy dacie-zapewniał nas.
Porozdzielał nas do namiotów:ja i Grace,Jack i Jerry,Milton i Eddie,on i Bobby.Te namioty były nawet znośne.Takie bardziej altanki ze ścianami z materiału niż namioty.Nasz był jasnozielony.Zostawiliśmy torby i poszliśmy zwiedzić okolicę.
Siedzieliśmy na skałach pod którymi chlupało jezioro.Rozmawialiśmy i w pewnym momencie Jerry wypalił:
-Ej,a może poskaczemy do tego jeziora???
Wszyscy się zgodzili tylko ja nie byłam pewna czy chcę.
-No ok…-powiedziałam po chwili zastanowienia
Chwyciłam Grace za rękę i ‘na 3’ skoczyłyśmy.W locie przytuliłyśmy się i w takiej pozycji spadłyśmy do wody.Grace wynurzyła się na powierzchnię i wypluła wodę.
-Grace…Hahaha!!-śmiałam się jak głupia.
-Co?-bruetka nie wiedziała o co chodzi.
-Masz…Hahaha…Masz lilię…Hahaha…Masz lilię na głowie…Hahaha…-śmiałam się.
-O tak Cię to śmieszy?-zapytała Grace ściagając sobie liść z głowy-Ok.Jak chcesz!
Nie wiedziałam co planuje.Ale już za chwilę przekonałam się na własnej skórze.Grace chwyciła mnie za ramiona i podtopiła.
-Ehe,ehe!-krztusiłam się wodą.
Chlapnęłam przyjaciółkę,a ona mnie i tak zaczęłyśmy wojnę na wodę.Za chwilę reszta też się przyłączyła.Wszyscy chlapaliśmy się.Chlapnęłam Jerryego prosto w oko.Gumka ześliznęła mi się z włosów i mój warkocz francuski rozplutł się.Mokre kosmyki włosów opadały mi na twarz.
-Ej,bo się rozchorujecie-powiedział Rudy podchodząc do nas.
Wyszliśmy z jeziora,a Rudy podał nam ręczniki.
-Noi kompiel macie z głowy-dodał.
-Ej,Rudy.Zobacz tam-powiedziałam i wskazałam palcem na drugą stronę jeziora.
Było tam wielkie logo…’Czarnych Smoków’.Gigantyczny namiot z wielkim,czarnym smokiem na czóbku.Po bokach małe namioty,a z autokaru wysiadali we własnej osobie,nasi rywale.
-Ty co ty tu robisz!!!!???-darł się Rudy do senseia po drugiej stronie jeziora.
-A jak myślisz?!!Obozuje!!-krzyczał Ty.
-A ile??!!-pytał nasz sensei.
-Tydzień!!!-odpowiedział Ty.
Rudy nic już nie powiedział,tylko kazał nam iść do namiotów.Ja i Grace od razu się przebrałyśmy.
Postanowiłyśmy iść do Jacka i Jerryego.Ich namiot był obok naszego,więc daleko nie miałyśmy.
-Hej chłopaki-powiedziałam wchodząc.
-Hej-odpowiedzieli.
Grace od razu poleciała do Martineza.Wymieniłam z Jackiem zdziwione spojrzenia.
-Jack,możemy pogadać?-zapytałam.
-Jasne-odpowiedział chłopak.
Wyszliśmy przed namiot.
-Jack.Musimy pogadać…-ktoś mi przerwał.
-No cześć-powiedział…
Hejka!Jednak dalej będę pisała jako Kim.Kończą mi się pomysły.Rozumiecie to?!25 rozdział a ja mam blokadę twórczą!No nic.Jutro next:***
~Oczami Kim~
Zabrałam moją walizkę.Wyszłam z Grace z pokoju.Razem z chłopakami poszliśmy do dojo.Oczywiście wyszliśmy ‘na zmiłuj się’(07:25).Szliśmy,a raczej biegliśmy dość szybko.Doszliśmy dokładnie na ustaloną porę.
Jechaliśmy już od godziny,a końca tej drogi nie było widać.Wjechaliśmy na jakieś zupełne odludzie!No prawie.Pasło się tam parę kóz.Zaczęliśmy wjeżdżać pod jakąś górę.Za chwilę zobaczyłam coś na kształt obozowiska.
***
Hejka!Jednak dalej będę pisała jako Kim.Kończą mi się pomysły.Rozumiecie to?!25 rozdział a ja mam blokadę twórczą!No nic.Jutro next:***
Oju coś czuje, że teraz to się będzie działo obóz z czarnymi smokami!!O.o!!napewno coś jeszcze wymyślisz!!A ile planujesz roździałów?
OdpowiedzUsuńCóż,chciałabym dobić 100,albo i więcej,ale chyba nie ma szans.I no ja planuje coś podłego...Buhahahahahaha!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuń100?Dotąt napewno dasz radę, a nawet założe się,że zrobisz jeszcze więcej!!Podłego??Lubie takie akcje!!Pisz szybko bo się tu niecierpliwie!!Kocham cię!!:***
OdpowiedzUsuńWidzę, że zmieniłaś wygląd!O.o
OdpowiedzUsuńNo zmieniłam.Fajniejszy i w moim ulubionym kolorze!Nie wyszedł,aż tak podły jak chciałam.
OdpowiedzUsuń