Zjedliśmy i wypiliśmy to co przygotowałyśmy,a potem oglądaliśmy TV,aż do wieczora…
-Idziemy spać?-zapytałam zaspanym głosem.
Jednak nie otrzymałam odpowiedzi,bo wszyscy już zasnęli.Wzruszyłam tylko ramionami.Przykryłam się kocem.Wyłączając TV.
----------------------------OCZAMI NARRATORA--------------------------
Wszyscy spali jak zabici.Noc trwała,a pośród niej słychać było tylko dźwięk śniegu spadającego z dachu i lekkie pochrapywanie Jerryego.Co jakiś czas po pomieszczeniu rozbrzmiewać dźwięk westchnień Kimberly,kichnięć Miltona i kasłania Eddiego.
Kimberly opracowała plan idealny.Rano wstanie.Założy kurtkę.Buty.Czapkę.I niezauważalnie wyjdzie z domu kupić prezenty dla swoich przyjaciół.Wstała bardzo wcześnie rano i rozciągnęła kości.Wstała cicho z kanapy i poszła uczesać włosy.Potem zeszła na dół ubrać się.Założyła kurtkę,buty,czapkę i wyszła po cichu z domu zabierając ze sobą torebkę.Szła zaśnieżoną ulicą.Kilka osób szło już obładowanych jak więlbłody.Inni rozstawiali stragany z ozdobami świątecznymi,choinkami i świecami Bożonarodzeniowymi.Kim przechadzała się po ulicy kierując się prosto do galerii.Weszła do niej i oniemiała.Pięknie przystrojone sklepy.A gdy zobaczyła dojo zamienówiła.Weszła i rozejrzałam się.Zobaczyła swojego sensei’a,dekorującego okrągłe wyjście z szatni z napisem Bobby Wasabi łańcuchami,bombkami i lampkami choinkowymi.Blondynka uśmiechnęła się słabo pod nosem.Wycofała się do wyjścia.Cicho zamknęła drzwi szkoły walki.Skierowała się do pierwszego lepszego sklepu.Był to jubiler.Postanowiła,że tu kupi coś Grace i Julie,a chłopaką w jakimś innym sklepie.Rozglądała się po gablotkach z przepiękną biżuterią.Nie mogła się zdecydować do wybrać.
Tymczasem w domu Kimberly trwały zacięte walki.Między Jackiem,Jerrym,a Grace o pilota.
-Oddawaj pilota!-krzyczała Grace do bruneta.
-Nie ma takiej opcji!-piszczał Anderson.
-Jack daj mi pilota!-darł się Martinez.
-Nie dam nikomu pilota!Jest mój!-oświadczył i z uśmiechem zeskoczył z oparcia kanapy na którym wcześniej siedział.
Pobiegł do kuchni turbując przy okazji plecak Eddiego,który leżał na wejściu do kuchni.Wskoczył na blat kuchenny,przewracając słoik z marmoladą wiśniową.
-Nie oddam pilota!-oświadczył jeszcze raz i pobiegł do salonu.
Natomiast w kuchni trwała zacięta walka między Miltonem,Eddiem,a Julie.Mieli zrobić kanapki na śniadanie,ale każdy chciał z czymś innym.
-Eddie,odłóż ten ogórek!Robimy kanapki z serem!-krzyczała Julie.
-Robimy z ogórkiem!-nie dawał za wygraną murzynek.
-Z serem i koniec!Oddaj ogórka!-rozkazała Julie.
-Nie-e!Kanapki będą z ogórkiem czy tego chcesz czy nie!-wydzierał się Eddie.
Julie zdenerwowała się na swojego towarzysz.Podeszła do niego i odebrała ogórka.Podniosła go do góry i mimowolnie uderzyła nim w głowę chłopaka.Potem schowała warzywo do lodówki i wyciągnęła ser.
-Ej,Milton?A co ty robisz?-zapytała widząc swojego chłopaka smarującego chleb masłem.
-Nie widać?Robię kanapki z bakłażanem-powiedział spokojnie chłopak.
-Oo,nie!Już to przerabialiśmy!Kanapki będą z serem i już!-oznajmiła Julie.
-Jak się nie pospieszycie to będą na kolacje!-krzyknął z salonu Anderson goniąc Jerryego,który chwilowo posiadał pilota.
Kim kupiła już prezent dla koleżanek.Julie podaruje śliczny,złoty wisiorek z wielką perłą.Grace da złote kolczyki z małymi perełkami.Teraz pozostawała kwestia co kupić chłopakom.Najpierw weszła do sklepu z instrumentami.Ostatnio po lekcji karate oglądała z Jackiem wystawy sklepowe.Patrzyli przez szybę na różne gitary.Brunetowi najbardziej spodobała się srebrna,elektryczna gitara.Ale kosztowała 4,500$,a Jack nie miał aż tyle kasy.Kimberly weszła do sklepu.Śmiało poprosiła o gitarę i szybko zapłaciła.Ok.Został Eddie,Milton,oraz Jerry.Blondynka weszła do sklepu obuwniczego.Jerry oglądał ostatnio w necie,jakieś trampki.Dziewczyna wiedziała,że w ich galerii jest ten sklep.Westchnęła cicho i poprosiła jakąś pracownice o te buty.Ona w mgnieniu oka podała jej trampki.Kim podeszła do kasy i zapłaciła.Później nie miała już siły na chodzenie po sklepach,a wybiła już 10:00.
-Grace dawaj pilota!-krzyczeli chłopcy do Grace,która weszła w posiadanie pilota.
-Nie…dam…wam…pilota… -dyszała Grace przystając na chwilę na schodach.
Chłopcy wykorzystali nieuwagę dziewczyny.Skoczyli na nią z bojowym okrzykiem.Grace nie dawała jednak za wygraną.Przeskoczyła przez barierkę i chłopcy upadli.Jerry na schody,a Jack na niego.
-Auuu!!!-pisnęli równocześnie chłopcy wstając z siebie.
-Hehehe!!!Nie dostaniecie pilota!!!-krzyczała Grace wskakując na kanapę.
Chłopcy zrobili szydercze miny.Skoczyli na Grace,tym razem ze skutkiem.Pilot wypadł dziewczynie z ręki.Chłopcy obdarzyli się złowrogimi spojrzeniami i rzucili się na pilota.
-Jest!!-pisnął Jack unosząc pilota do góry.
-Milton,mówie po raz ostatni!Nie będzie kanapek z bakłażanem!!-krzyczała Julie.
Eddie już odpuścił.Usiadł na blacie,przyglądając się całej sytuacji.
-Ale Julie!!!-piszczał rudowłosy chłopak.
-Milton!!!-Julie zgromiła chłopaka spojrzeniem.
-Ok…-mruknął Milton ulegając Julie.
-Dzięki-ucieszyła się dziewczyna.
-Ok.Proszę grzecznie po raz ostatni.Jack dawaj pilota!!!!-piszczała Grace.
-Nie dam Ci pilota!!-zaprzeczał Jack.
-Jej nie.Daj mi!!-rozkazał Jerry.
-Po moim trupie!!-darł się Jack.
-To się da załatwieć!-oświadczyli równocześnie Jerry i Grace.
Skoczyli na Jacka.Jednak zamiast na nim wylądowali na dywanie,bo Jack zrobił salto do tyłu w odpowiednim momencie.
Kim była już obkupiona.Miltonowi kupiła kilka książek do fizyki i chemii,a dla Eddiego znalazła strasznie fajną piłkę.Wracała do domu zaśnieżonymi ulicami,na których aż roiło się od ludzi.Podchodząc do domu wyraźnie słyszała krzyki dochodzące,to z salonu,to z kuchni,to z holu.Zaniosła prezenty do garażu,żeby nikt ich nie zobaczył.
-Hejka!-pisnęła wesolutko blondynka wchodząc do domu.
Grace i chłopaki,kiedy tylko zobaczyli Kim zamarli w bezruchu.Jack stał z pilotem w jednej ręce podniesionej do góry.Jerry był przyklejnony do jego nogi,aby nie mógł się ruszyć.A Grace siedziała brunetowi praktycznie na głowie!
-Heeejjjj…-powiedziali przeciągle uśmiechając się w stronę Kimberly.
-Ale wiecie,że w każdym pokoju jest TV?-zapytała blondynka zawieszając torebkę na wieszaku.
-Pewnie,że wiemy…Ale…My się…Bawimy…-dukała Grace schodząc z Jacka.
-Jasne…-mruknęła Kim ściągając kurtkę.
Blondynka weszła do kuchni.
-Co…tu…się…stało…?-zapytała dziewczyna.
Na ziemi leżały kawałki sera.Na oknach poprzyklejane były kawałki ogórka,a na blacie leżał bakłażan z nożem wbitym w siebie.
-Bawilismy się!-odpowiedział szybko Eddie.
-Jasne…-mruknęła znów Kim.
Jutro nowy.Teraz rozdziały będą pisane z punktu widzenia narratora.Noi…W sumie tyle:***
SUper roździał.Cały czas się śmiałam!!
OdpowiedzUsuńA z tym pilotem to tak samo jak u mnie z siostrami<<<333
Dzięki,muszę powiedzieć,że nawet też się śmiałam w niektórych momentach!U mnie też jest tak z siostrą!Ja chcę oglądać 'Z kopyta',albo cuś,a ona jakąś bajkę.Z tym,że nie skaczemy na siebie.
OdpowiedzUsuń