Obudziłam się o 09:30.Wszyscy jeszcze spali więc postanowiłam ich nie budzić.Poszłam do łazienki.Wzięłam prysznic i zaplotłam warkocza francuskiego.Psiknęłam się moimi ulubionymi perfumami,a usta naznaczyłam błyszczykiem brzoskwiniowym.Wyszłam z łazienki i stanęłam przed szafą.Po krótkim namyśle wybrałam i założyłam ładny zestaw ciuchów.Dochodziła 10:00.Naprawde nie miałam serca nikogo budzić,ale przydałoby się już wstać.Wymyśliłam niezawodny plan.Użyję mojej tajnej broni czyli mojego potężnego głosu.Wzięłam głęboki oddech i:
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!-pisnęłam na cały dom.
Wszyscy momentalnie stanęli na nogi.Dziewczyny zajęły moją łazienkę,a chłopcy łazienkę na dole.Jack miał tu parę swoich rzeczy,w związku z czym chłopaki mieli się w co ubrać.Dziewczyną pożyczyłam ciuchy i za chwilę Grace i Julie były ubrane.Zeszliśmy na dół.Chłopcy zajęli telewizję,wiec my musiałyśmy zrobić śniadanie.Weszłyśmy do kuchni i postanowiłyśmy zrobić kanapki z: Nutellą,ogórkiem i serem,oraz szynką.Ja robiłam te z Nutellą,Grace z ogórkiem i serem,a Julie z szynką.Miałam najmniej roboty więc gdy skończyłam rozlałam do szklanek soku winogronowo-bananowo-truskawkowo-ananasowego.Połozyłam szklanki na tacy,a na drugą dziewczyny położyły talerze z kanapkami.Weszłyśmy do salonu,gdzie na kanapie siedział tylko Eddie i Milton.
-Gdzie reszta?-zapytałam kładąc tace na stoliku,a dziewczyny zrobiły to samo.
-Nie wiem-odparł krótko Eddie-Poszukajcie ich-dodał.
Podeszłam do schodów,Grace do drzwi frontowych,a Julie usiadła na kanapie.Rozglądałyśmy się na wszystkie strony,gdy nagle…
-Auu!!-pisnąłyśmy równocześnie upadając na ziemie.
Już wiemy gdzie byli chłopcy.Jack siedział na samej górze na barierce schodów,a Jerry na…lampie w holu.Podniosłyśmy się z ziemi.Kiwnęłyśmy jednocześnie głowami w swoją stronę i z rozpędu skoczyłyśmy na dwóch zdezorientowanych brunetów.
-Auu!!-krzyknęli jednocześnie upadając na ziemię.
-Wet za wet!-powiedziałyśmy z uśmiechem i przybiłyśmy sobie piątkę.
Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy jeść śniadanie oglądając:’Colin i Justin:Skok na dom’.Taki program o remontowaniu domów.Zobaczyłam tam taką śliczną tapetę.Na talerzu świeciło już pustką,więc poszłam do kuchni po coś innego.Byle tylko jadalnego!Do miski wsypałam popcorn z torebki i wróciłam do salonu.Oglądaliśmy tak w najlepsze,gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.Wstałam i poszłam otworzyć.
-Dzień dobry.Pomóc w czymś?-zwróciłam się do bruneta stojącego za drzwiami.
-Tak.Jestem Brody Anderson i chciałem wiedzieć czy nie ma tu mojego brata-powiedział.
-Ach…To ty jesteś Brody?Jack mówił,ze dzisiaj przyjeżdżasz.Zaraz go zawołam.JACK!!!!-wydarłam się w stronę salonu.
-Co?Brody…-powiedział na widok brata.
-Jack…-odpowiedział równie sucho Brody.
-Kim!-pisnęłam z uśmiechem na co wszyscy w mieszkaniu i poza nim zaczęli śmiać się jak głupi do sera.
-Czego chlesz?-zapytał Jack hamując śmiech.
-Pogadać-odpowiedział Brody i wyciągnął Jack’a na dwór.
Wróciłam do salonu.Usiadłam obok przyjaciół i wznowiłam oglądanie programu Popcornu już nie było,a mi nie chciało się znów wstawać więc oglądałam bez jedzenia.
W TYM SAMYM CZASIE
---------------------------------------------OCZAMI--------------------------------------------------------------------------------JACK’A------------------------------------------------------------------------
-No to czego chcesz Brody?-zapytałem już poważnym tonem.
-Mówiłem!Pogadać!-krzyknął mój brat.
-Ale o czym?!-krzyknąłem jeszcze głośniej.
-Słuchaj…Pamiętasz jak mówiłem,że przyjeżdżam do Seaford na tydzień?-zapytał.
-Takkk….-mówiłem ciekawy tego co powie Brody.
-No więc….Jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa-przeciągał samogłoski.
-Brody!
-Ok.Ja zostaje na stałe-powiedział,a ja zdębiałem.
-Na-a, stałe-e?-pytałem zdruzgotany.
-Taaak,bo wiesz.Po co mam mieszkać sam w Peru,jak mogę mieszkać z rodziną w Seaford!-powiedział wesoło-Rodzice już się zgodzili-dodał.
-Okkk…Jakoś to wytrzymam…Chyba…-mruczałem kierując się do domu Kim.
-------------------------------OCZAMI-----------------------------------------------------------------------------------------------------KIM----------------------------------------------------------
-I co Jack?O co chodzi?-zapytałam przygnębionego bruneta.
-Brody…On…Zostaje na stałe…-mówił przybity.
-Ej no!Nie może być,aż tak źle!A do której on chodzi klasy?-zapytałam.
-A jak myslisz?Do pierwszej liceum!-powiedział siadając na kanapę.
-Tak jak my…-teraz to ja byłam przybita.
Po chwili jednak otrzęśliśmy się z pierwszego szoku i wróciliśmy do spraw miłych.
-Czemu właściwie na nas skoczyliście?-zapytała Grace patrząc na zmianę na Jerrego,na Jack’a.
-Właśnie-wtraciłam się kręcąc głowa.
-Na żarty!-pisnęli chłopcy.
-Taaa…To żart wam się udał jak nic!Noga mnie boli!I jak ja teraz na trening karate pójdę,co mądrale?-zapytałam z uśmiechem.
-Nie pójdziesz!-powiedział Jack,a mój telefon zawibrował.
ROZMOWA TELEFONICZNA
-Halo?
-Hej Kim.Tu Rudy.
-Cześć Rudy.Co jest?
-Wiesz:Moja ciotka jest klaunem w tym no…w cyrku…i ona spadła na taką jedną…klatkę z tygrysem i…muszę zawieźć ją do szpitala…Taaa…
-Acha…Ok…A tak na serio?
-Ok.A tak na serio to mam randkę z uroczą Leoną i odwołuje trening.Możesz zadzwonić do innych i im o tym powiedzieć?
-Nie muszę są u mnie i jesteś na głośniku.
-Rudy ty i randka?!
-Jack oddawaj komórkę!
-Taaa ja i randka…Co to takie dziwne?!
-Tak!
-Jack oddawaj komórkę ale już!
-To tyle.Pa!
-Pa!
-Jack dawaj komórkę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-Proszę-powiedział i podał mi moją własność.
Schowałam telefon pod poduszki kanapy i zapytałam:
-Kolejny żart?
-Tak!Te i inne sztuczki znalazłem w tygodniku ‘Pozer’,który pokazał mi Jerry-odpowiedział dumnie brunet.
-Łał!Już nie ma co czytać w tym mieście?-zapytałam sarkastycznie.
-Jest.Gazeta z programem,gazeta codzienna,pisma o modzie,o nauce itd.-powiedział Jerry który nie wyczuł sarkazmu.
-Hahaha!-zaśmialiśmy się wszyscy oprócz Jerry’ego.
-Co?-zapytał niekumany Latynos.
Wyłączyłam TV i postanowiłam,że pójdziemy na lody.był środek października,a my jakby nigdy nic idziemy na lody,a chłopaki pewnie z zamiarem kupienia sześciu gałek.Wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się do galerii.Tam dają najlepsze lody.Za chwilę wszyscy mieliśmy już kupione lody.Jerry kupił 8 kulek i ledwo utrzymywał je w rożku.Tak jak przewidziałam,lód Jerry’ego zaczął się ‘psuć’.Najpierw zjeciała jedna gałka którą ja złapałam do buzi.Potem zjeciała druga gałka,którą do loda złapała Grace,a na koniec zleciały jeszcze dwie gałki które jedną do rożka drugą do buzi złapał Jack.I w ten sposób Jerry pozbył się trzech zbędnych gałek.
-Hej Kim-usłyszałam czyjś znajomy głos.
-O cześć Brody.Co tu robisz?-zapytałam.
-Właśnie byłem zapisać się do dojo-powiedział.
-Ale dziś jest zamknięte…Ty…Ty chyba nie…Poszedłeś…Nie poszedłeś się zapisać do ‘Czarnych Smoków’?-pytałam łamiącym się głosem.
-Czemu nie?Właśnie tam byłem!-powiedział wesoło.
-Czzekaj,czekaj!Ja wiem co ty kombinujesz!Zapisałeś się do ‘Czarnych Smoków’,żeby móc się zemścić za to,że cztery lata temu Cię pokonałem!-wykrzyknął Jack.
-No chyba wiadomo,że tak!Ja mogłem się uczyć karate,ale nie ty musiałeś mi to zrobić…-mówił Brody ze złością w oczach.
-Ale co tak właściwie się stało?!-zapytałam ciekawa.
-Ach…….To zaczęło się jeszcze w Peru-tam wcześniej mieszkałem,zanim przeprowadziłem się do Seaford-Ja,Brody i Kay-nasz kuzyn-uczyliśmy się u naszego dziadka,ale po roku nauki dziadek mógł uczyś,już tylko jednego z nas.Kay od razu odpadł z tej wojny,bo stwierdził,że umie wystarczająco dużo.Walka toczyła się między mną,a Brody’m.Wiele pojedynków wygrywałem ja,jednak równie wiele Brody.W końcu nadszedł czas ostatniego pojedynku.Byłe remis.Ten który zaliczy to zadanie zostanie uczniem dziadka.Mieliśmy trzy dni na opracowanie zbioru ciosów,aby pokazać który z nas jest lepiej obeznany.Po trzech dniach spotkaliśmy się w dojo dziadka,aby mógł wybrać który z nas jest lepszy brody pokazał co umie,więc przyszła kolei na mnie.Wykonałem jedno salto odrobinę lepiej niż Brody i dziadek wybrał mnie na swojego ucznia.Brody obiecał,że się zemści i oto jest!-powiedział Jack na jednym wdechu.
-I o to się pokłóciliście?O jedno głupie salto?!-zapytałam rozśmieszona.
-To jedno salto odebrało mi szanse na naukę u dziadka!-awanturował się Brody.
-Jak chcesz-rzekłam krótko i poszliśmy do mnie do domu.
Weszliśmy do środka i posiedzieliśmy tak do wieczora.Zjedliśmy dwie paczki chipsów,trzy popcornu i wypiliśmy 14 puszek coli.Brzuch mnie po tym bolał jak niewiem!O 21:30 wszyscy rozeszli się do domów.Poszłam do łazienki.Wzięłam prysznic i rozczesałam włosy.Ubrałam moją piżamkę z *Hello Kitty* i położyłam się na łóżku.Leżałam i skręcałam się z bólu brzucha po tej całej coli,popcornie i chipsach,gdy zadzwonił mój telefon.
ROZMOWA TELEFONICZNA
-Haalo?
-Hej córuś!
-Cześć mamo!Co jest?
-Zejdź na dół i otwórz drzwi.
-Ale po co?
-Idź!Narazie!
-Pa.
Wstałam z łóżka i zeszłam na dół i otworzyłam drzwi frontowe.
-Mama!-krzyknęłam przytulając moją rodzicielkę.
-Cześć Kim.Słuchaj mósimy porozmawiać-powiedziałam zamykając drzwi.
-O czym?-spytałam,a mama pociągnęła mnie na kanapę-Ok.Ciągniesz mnie na kanapę.Nie zapowiada się miła rozmowa…
-Właściwie to z jednej strony nie,ale z drugiej tak-zaczęła mama-Córuś.Wiesz,że Cię kocham i chcę dla Ciebie jak najlepiej?-zapytała.
-Oczywiście,że wiem.
-no i nie chce żebyśmy były daleko od siebie przez ponad rok…
-Takk?-pytałam.
-Więc przeprowadzamy się do Paryża!Cieszysz się?
-Paryża!?Przeprowadzka?!
-Coś nie tak?
-Mamo ale ja mam tu przyjaciół,chłopaka…To jest moje miejsce na ziemi…-mówiłam,a w oczach kumulowały mi się litry łez.
-Skarbie rozumiem Cię,ale tak będzie lepiej.Jutro rano wyjeżdżamy,spakuj się i pożądnie wyśpij-powiedziała mama i przytuliła mnie.
Poszłam do swojego pokoju i otwarłam szafę.Wyjęłam walizki i zaczęłam się pakować.W między czasie zadzwoniłam do Grace.Wiem,że jest już 22:45,ale wiem że Grace przyszłaby do mnie choćby w środku nocy.
-Jestem Kimi.Wiem,że to boli ale będziemy w kontakcie-pocieszałam mnie Grace,pomagając mi się jednocześnie pakować.
-Wiem,ale nie mam serca powiedzieć Jack’owi.Więc zrobię tak-mówiłam przez łzy-Pójdę do niego jutro rano i tak pożądnie go przytulę i pocałuje i wyjdę nic mu nie mówiąc.Kiedy mój samolot będzie już leciał zadzwonie do Ciebie i powiesz o wszystkim Jack’owi.Oki?-poprosiłam pakując kosmetyczkę.
-Skoro tak chcesz Kim-powiedziała Grace zamykając jedną torbę.
-Tak chce.Ale nie mów nikomu.Nikt nie może wiedzieć nawet Jerry.Nikt,rozumiesz?-zapytałam patrząc na przyjaciółkę błagalnym wzrokiem.
-Oczywiście-przytaknęła i zaczęła pakować drugą torbę.
Mówi się,że:’Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie’.Ja po raz kolejny przekonałam się,że Grace jest prawdziwą przyjaciółką,podobnie jak wszyscy inni,z tą różnicą,że Grace jest niezastąpiona.Moi przyjaciele z dojo(+ Rudy) i Julie są ze mną szczerzy i zawsze trzymamy się razem,ale Grace chociażby o 02:30 w nocy,przyjdzie do mnie i pocieszy mnie,chociaż mieszka na końcu ulicy.Kiedy jeszcze uczyłam się u ‘Czarnych Smoków’,nie znałam prawdziwej przyjaźni,a tym bardzie miłości.Kiedy zobaczyłam Jack’a po raz pierwszy na stołówce zrozumiałam,że się zakochałam(czyli poznałam miłość),a kiedy zaczęłam uczęszczać na lekcje karate do dojo Bobby’ego Wasabiego zdobyłam przyjaciół(czyli poznałam przyjaźń).Tu gdzie przeżyłam całe moje życie,przeżyłam tyle różnych rzeczy,znalazłam moje miejsce na ziemi…Teraz mam stąd wyjechać i zostawić wszystko co kocham…Po godzince skończyłyśmy mnie pakować przytuliłam serdecznie Grace i popłakałam jej się we włosy,ale jej to nie przeszkadzało.Wiedziała co muszę teraz czuć.Sama ledwo powstrzymywała łzy,ale chciała być silna.Jednak kiedy przy wyjściu z mojego domu odwróciła się jeszcze żeby mi pomachać zobaczyłam na jej policzku łze.Zamknęłam drzwi i poszłam do pokoju.Płakałam i płakałam do 24:00.Później zasnęłam.
Obudziłam się o 05:30.Poszłam wziąć przysznic.Rozczesałam włosy i zrobiłam lekki makijarz.Ubrałam się i zniosłam torby na dół.Mama zapakowa je do auta i poszła jeszcze sprawdzić czy wszystkie okna są pozamykane.
-Eee…Mamo ja jeszcze skocze pożegnać się z Jack’iem!-krzyknęłam z podwórka.
-Chłopak pewnie jeszcze śpi!-zawołała mama.
-Trudno!-krzyknęlam obojętnie.
Podbiegłam do domu obok i zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi.Mama Jack’a pewnie była już w pracy,bo otworzył mi zaspany Jack.
-Kim?Jest szósta rano…-mruczał odgarniając włosy z czoła.
-Wiem,ale chciałam się do Ciebie przytulić-powiedziałam.
-Ale czemu tak wcześnie?-pytał dalej.
-Sama nie wiem-skłamałam.
Przytuliłam chłopaka po czym wpiłam mu się w usta.Będzie mi go potwornie brakować!Później przytuliłam się jeszcze raz do niego i poszłam do siebie.Wsiadłam do auta i zakryłam oczy rękoma.Jechaliśmy 30 min na lotnicko.Później wsiadłyśmy do samolotu i czekałyśmy na jego start.Przypomniał mi się moment,gdy lecieliśmy całą paczką do Hollywood.Wystartowaliśmy,a ja zasnęłam.
Obudził mnie głos mamy.Wysiadłyśmy z samolotu i zabrałyśmy nasze bagarze.Postanowiła,że dopiero po wylądowaniu zadzwonie do Garce.Tak też zrobiłam.
ROZMOWA TELEFONICZNA
-Cześć Grace.Nie obudziłam Cię?
-Coś ty.Od szóstej nie śpie.Widziałam jak się żegnałaś z Jack’iem.
-Hehe.Będzie mi go bardzo brakować…Zadzwoń do niego proszę i powiedz mu o wszystkim.
-Wiesz…Właśnie do niego idę…Uznałam,że lepiej będzie jak powiem mu to prosto w twarz.
-Ok.Zadzwoń później i powiedz jak to odebrał.Ok?
-Jasne.Narazie.
-Pa:***
Rozłączyłam się i schowałam telefon do torbki.Nasz nowy dom był niedaleko lotniska.Weszłam do środka i poszłam do mojego pokoju.Mama bardzo się postarała,ale to ani w połowie nie oddaje Seaford.
-----------------------OCZAMI--------------------------------------------------------------------------------------------------GRACE------------------------------------------------------------
Szłam właśnie do Jack’a i myślałam jak mu delikatnie przekazać tę informację.Wiedziałam,że ma otwarte drzwi frontowe,bo gadał z Kim z rana,a jak jest sam to nigdy nie zamyka drzwi.Weszłam do cichu i podreptałam na górę.
-Jack…-zaczęłam wsadzając głowę do jego pokoju.
-Cześć Grace.Chodź!-zaprosił mnie do środka-Co jest?-zapytał po chwili.
-Jack…Kim przeprowadziła się do Paryża…Ona nie chciała Ci tego mówić sama bo nie umiała…-powiedziałam to o co prosiła mnie Kim.
-Cooo?!To ja lece za nią!Ja bez niej tu nie wytrzymam!-krzyczał a po jego policzkach spływały pojedyncze łzy.
-Jack nie!Słuchaj jest takie powiedzenie:’Jeśli coś kochasz,daj mu wolność.A jeśli ona Cię kocha to wróci i będzie twoja.A jeśli nie-to znaczy,że nigdy nie była…’-cytowałam.
-Chyba masz rację…Ale myślisz,że wróci?-zapytał brunet.
-Na pewno!Wczoraj płakała jak opętana,ze musi wyjechać.jack-prędzej czy później wymusi na matce powrót do Seaford-powiedziałam i przytuliłam przyjaciela.
----------------------------OCZAMI KIM--------------------------------------------------------------------
Leżałam na łóżku.Nawet się nie rozpakowałam.Płakałam jak najęta do wieczora.Wieczorem poszłam się umyć i znowu zaczęłam płakać.Podczas tej czynności zasnęłam.
„A wszystko zaczęło się od:
Szłam do stołówki na obiad.Weszłam i od razu moją uwagę przykuł wysoki brunet.Odwrócił się do mnie,a ja zatonęłam w jego oczach.Miał takie śliczne czekoladowe oczy.
Hej.Hej.Halo!-krzyczał do mnie.
-Y!Co?-powiedziałam wracając do rzeczywistości.
-Jestem Jack.Jestem tu nowy.-przedstawił się.
-To czuć.Wciąż zalatujesz nowością.Jestem Kim.-odparłam. ”
Obudziłam się rano i dostałam nagłego ataku płaczu.Płakałam tak głośno,że do pokoju wbiegła moja mama.
-Kim co się…Czemu płaczesz?!-zapytałam siadając na łóżku i przytulając mnie.
-Bo…ja…chce…wracać…do…Seaford…Mamo…ja…nie…chce…tu…mieszkać…ja chce…do domu…-łkałam.
-Ooo,córeczko.Ja nie wiedziałam,że przeprowadzka tutaj tak wiele Cię kosztuje…
I jak wyszedł?Ja osobiście prawie się popłakałam czytając go…A teraz taki news!Po każdym rozdziale będę dodawała zgjątko!Aktora,albo z serialu.

Twoje roździały coraz bardziej mi się podobają i mówie to na serio uwież mi!!!Jak dla mnie rożdział idealny nawet prawie się popłakałam,mam nadzieje że KIm wróci Seaford.<3
OdpowiedzUsuńJa też się prawie popłakałam pisząc.I no cuż...Chyba muszę Ci uwieczyć.A co do Kim,to wszystko w swoim czasie...Wszystko w swoim czasie...<3:****
OdpowiedzUsuń