wtorek, 12 lutego 2013

Rozdział 17

Obudziłam się o 07:00.Leżałam w łóżku sama z czego mogłam wywnioskować gdzie jest Jack .Wstałam i poszłam do łazienki.Wzięłam szybki prysznic i rozczesałam moje długie blond włosy.Wyszłam z łazienki i skierowałam się do mojej wielkiej szafy z ubraniami.Normalnie ubierałam to,co pierwsze rzuciło mi się w oczy,ale że wczoraj wyszłam z trumny jakby nigdy nic,musiałam wyglądać oszałamiająco.Długo stałam i wpatrywałam się w tuziny ubrań,aż w końcu wybrałam strój na dziś.Ubrałam go i spakowałam torbę do szkoły.Dzisiaj czwartek.Jeszcze dwa dni i weekend.Zabrałam moją torbę i zeszłam na dół.Weszłam do kuchni,w której Jack szukał czegoś po wszystkich szafkach.
-O,cześć Kim-powiedział,gdy mnie zobaczył-Nie wiesz gdzie jest Nutella?-dodał po chwili.
-Tu-powiedziałam i podałam mu słoik Nutelli leżący na blacie kuchennym.
-O dzięki-powiedział i spalił buraka.
Podeszłam do okna na którym stały przeróżne soki.Wybrałam butelkę wiśniowo-malinowo-bananowego i rozlałam go do dwóch szklanek.Postawiłam je na stole i oparłam się o blat.
-Aaa,nie wiesz gdzie jest nóż?-zapytał brunet.
-Hmmm…Pewnie w szufladzie-powiedziałam, otworzyłam mebel i podałam chłopakowi nóż.
-Dzięki-odparł i odebrał ode mnie sztuciec.
Po chwili śniadanie było już gotowe i podane,a do rozpoczęcia pierwszej lekcji mamy jeszcze pół godziny.Usiedzliśny do stołu i zajęliśmy się jedzeniem.
-Jak myślisz.Jak zareagują wszyscy w szkole?-zapytałam z pełną buzią.
-Na co?-spytał Jack.
-Na mnie,głuptasie!-wykrzyknęłam.
-Hmmm…Pewnie się przestraszą,że chodzisz po szkole,ale potem będzie ok-powiedział.
-To super-mruknęłam i zajęłam się piciem soku.
Po śniadaniu włożyłam naczynia do zmywarki i chwytając torbę powiedziałam:
-Po drodze,idziemy jeszcze do Ciebie.
-Po co?-zapytał Jack.
-Jak to po co?Po książki!-wytłumaczyłam.
-Aaa….No racja…-powiedział smętnie.
Wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się w stronę posesji Jack’a.Jak już kiedyś wspominałam,mieszka on dom przy moim domu,więc zachwile znaleźliśmy się na jego ogrodzie.
-Idź.Poczekam sobie tu-powiedziałam,a chłopak wszedł do domu.
Przez otwarte okno słyszałam wyraźnie krzyk mamy Jack’a:
-Jack!Gdzieś ty był?!
-U Kim!
-Tego trupa!
-Była w śpiączce!
Stałam i chichrałam się sama do siebie.W oddali zauważyłam znajomą twarz.To była Grace.Podeszłyśmy do płotu i przywitałyśmy się.
-Hej Grace!Jak ja Cię dawno nie wiedziałam!-wykrzyknęlam.
-A ja Ciebie!A w ogóle wiesz,że chodzę z Jerry’m?-zapytała.
-Pewnie!Powiedział mi w Hollywood-odparłam,a Jack wyszedł z domu.
-No tak i…O cześć Jack!-krzyknęła na powitanie Grace.
-Hej Grace !Jak tam z Jerry’m?-zapytał i udaliśmy się do szkoły.
Szliśmy,a Grace ciągle nawijała:
-I wiesz jest taki romantyczny!Daje mi kwiaty,i zabiera na randki…
-A jak Ci się podoba z wyglądu?-zapytałam lekko już znudzona paplaniną Grace.
-Strasznie!Może mieć proste włosy,albo kręcone.Dlatego właśnie Jerry to Jerrry…-rozmarzyła się.
-Dobrze,że widzę Jerry’ego,bo bym jej dłużej nie zniosła-szepnęłam do Jack’a wchodząc do szkoły.
-Jerry!!!!-wrzasnęła Grace i rzuciła się na szyje Latynosowi.
-Grace!!-pisnął Jerry i odwzajemnił jej gest.
Potem podszedł do nas i szepnął cicho:
-Ja z nią chyba nie wytrzymam.
-A ja to niby tak?-zapytałam z uśmiechem.
Podeszłam do szafki i wsadziłam do niej książki.Później wyjęłam te potrzebne na pierwszą lekcę,czyli higienę.
-Wiecie…Tak jakoś się złożyło,że na lekcjach higieny jestem w parze z GraceMieliśmy udawać,że jajko to nasze dziecko…-mruczał Jerry.
-I co?Jak wam idzie?-zapytałam.
-Nie najlepiej…Wkurzyłem się,zabiłem,usmarzyłem,a potem zjadłem nasze dziecko…-powiedział Latynos.
-Jerry,zaraz mamy higiene.Gdzie nasze dziecko?-zapytałam Grace,a Jerry uciekł w popłochu.
-I co ja teraz zrobie?Obiecał,że 24 już nie zje…-smuciła się Grace.
-No problemo-powiedziałam i udałam się do stołówki.
Za chwilę wyszłam z niej z dwoma jajkami.
-Proszę-powiedziałm i podałam Grace jedno z nich.
-Dziękuje Kimi!-pisnęla Grace i zadzwonił dzwonek.
PO LEKCJACH
-Jerry jesteś niemożliwy!-krzyknęła Grace do Latynosa który przez cały dzień jej unikał.
-Sorry Garce.Ale ojcostwo to nie moja bajka…-powiedział Jerry.
-I właśnie o to chodzi!To jajko miało Cię tego nauczyć!-powiedziała Grace i rozbiła Jerry’emu jajko na czole.
-Masz-powiedziałam i podałam Jerry’emu chusteczkę.
-Dzięki-odpowiedział i odebrał ode mnie chusteczkę.
Wyszliśmy ze szkoły i skierowaliśmy się do dojo.Dawno mnie tam nie było!Weszliśmy,a Rudy wykrzyknął na całą galerię:
-Aaa!!!!!Trup!!!!Duch!!!Umarlak!!
-Nie-e.To żywa nastolatka!-powiedziałm z uśmiechem-Byłeś na moim ‘pogrzebie’.Wiesz,że byłam w śpiączce i że zyję-dodałam.
-Tak.Tak tylko żartowałem…To co,może mały sparing?-zapytał nasz sensei.
-To proste!-pisnęliśmy i poszliśmy się przebrać.
Kiedy wyszliśmy,zauważyłam jak Grace bawiła się z kotem Rudy’ego.
-A mówiłeś,że nie masz kota-powiedziałam krzyżując ręce na piersiach.
-Ok.,mam kota.Tuptusia!-pisnął Rudy.
Wziął kota na ręce,chwycił jego łapkę i zaczął nią pokazywać na nas mówiąc:
-Kim i Eddie.Jerry i Jack,Milton do mnie.
Poćwiczyliśmy trochę i poszliśmy się przebrać.
-To pa,Rudy!-rzuciliśmy na pożegnanie i wyszliśmy z dojo.
Kiedy już dotarłam do domu,odrobiłam lekcje i umyłam się,ledwo żywa opadłam na łóżko.
-Ciekawe gdzie mama?-zapytałam siebie na głos.
Usłyszałam dźwięk mojego telefonu(piosenkę Rihanny-Dianonds).Odebrałam i usłyszłam głos mamy.
-Cześć Kim!
-Hej mamo.Gdzie jesteś?
-Właśnie Kim…Ja wyjechałam na sesje zdjęciową i wrócę…W przyszłe święta…
-Co?!To więcej niż rok!
-Wiem skarbie,ale to nie jest zależne od mnie…Wszystko gra?
-Pewnie…Pa…
-Pa.Kocham Cię!
Rozłączyłam się i powiedziałam do siebie:
-Jak mnie kochasz to bądź w domu…
Postanowiłam zadzwonić do Grace.
-Cześć Grace!Możesz do mnie przyjść?
-Jasne.Jest żle czy fatalnie?
-Fatalnie!
-To zabiorę książki na jutro i już u Ciebie jestem!Ciuchy mi pożyczysz nie?
-Pewnie!Dzięki!
-Na razie!
-Cześć!
Rozłączyłam się i rzuciłam telefonem o łóżko.Grace wiedziała,że jak jest źle to chcę pogadać,obejrzeć film i ponabijać się z Bibera a jak jest fatalnie to chcę ją tu na noc.Zeszłam na dół do kuchni przygotować coś do jedzenia.Do miseczki nasypałam chipsy,a do szklanek rozlałam sok który dziś rano otwarłam(wiśniowo-malinowo-bananowego).Zaniosłam to do mojego pokoju i usiadłam na łóżku czekając na Grace.Za chwilę usłyszałam dzwonek do drzwi.Zbiegłam na dół,ledwo nie zabijając się na schodach.Ale mam refleks i w porę złapałam się barierki.
-Hej Grace!Dzieki,że przyszłaś-powiedziałam otwierając drzwi.
-Nie ma sprawy-odpowiedziała i weszła do środka.
Poszłyśmy do mojego pokoju i położyłyśmy się na łóżku.Opowiedziałam Grace o wszystkim,a ona ciągle pocieszała mnie.Nie spałyśmy tak do 24:30,ale za chwilę zmorzył nas sen.
Obudziłam się rano i poszłam pod prysznic.Później dokładnie rozczesałam włosy i zrobiłam dwa kucki.Weszłam do pokoju i wybrałam ciuchy.Ubrałam je i obudziłam Grace.Ona poszła w moje ślady i już za chwilę stała przed mną ubrana.Zabrałyśmy nasze torby i wyszłyśmy z domu.Dogoniłyśmy chłopaków którzy szli na przodzie.Doszliśmy do szkoły 5 min przed dzwonkiem.Zabrałampoterzbne książki(na biologie) i poszliśmy do klasy…
PO LEKCJACH
Wszyscy wyszliśmy ze szkoły i udaliśmy się do parku.Siedzieliśmy tam i rozmyślaliśmy gdzie by pójść,
-A może do cyrku!?-zaproponowałam.
-Nie!-Jack zawołał pośpiesznie.
-A racja…Ty boisz się klaunów.Jak ten co tam stoi-powiedziałam i wskazałam na kolorowego kolesia w przebraniu klauna.
-Kim.Możemy pogadać?-zapytał Jack trzęsąc się ze strachu.
-Jasne-powiedziałam i wstałam z trawy.
Odeszliśmy kawałek dalej od naszych przyjaciół.Na tak zwaną ‘rozmowe w 4 oczy’.
-Kim-zaczął brunet-Jutro do miasta przyjeżdża mój brat Brody.Proszę Cię w związku z tym tylko o jedno.Nie daj mu się omamić.Ok?-zapytał.
-Jasne?A co?Aż taki ładny?-zapytałam z wielkim bananem na twarzy.
-Cuż…Nie specjalnie.Ale każda moja dziewczyna stawała się jego dziewczyną po jego jednym ‘Hej’-wytłumaczył mi.
-Ok.Nic się nie bój-powiedziałam.
Dołączyliśmy do reszty która szła w stronę naszej ulicy.Kiedyś już wspominała,ze wszyscy mieszkamy na jednej,z tym,że Julie i Grace mieszkają jedna na jednym kńcu,druga na drugim końcu ulicy.
-Idziemy do mnie?-zapytałam,a wszyscy przytaknęli.
Weszliśmy do mnie do domu.Wszyscy poszli do mojego pokoju,a ja do kuchni.Wyciągnęłam z szafki ciastaka i wsypałam je do miski,a do szklanek porozlewałam sok.
-Grace!Możesz mi pomuc!?-zawołałam.
Grace momentalnie stanęła przy mnie i zabrała tacę z miseczką ciastek.Ja poustawiałam szklanki z sokiem na drugiej tacy i zaniosłyśmy to do mojego pokoju .każdy wziął sobie szklankę soku,a ciasteczka położyłam na łóżku.Włączyłam  na telewizorze  horror ‘Mgła’.Jerry i Grace usiedli na kanapie,ja i Jack położyliśmy się na łóżku.Milton i Julie siedli na dywanie,Eddie usiadł na fotelu obrotowym.Wybrałam horror,bo to idealny pretekst żeby ciągle przytulać się do Jack’a.W strasznym momentach tuliłam się do nigo tak,że aż nie mógł oddychać,a w tych niestrasznych trochę mniej.Nim się obejrzałam zasnęłam podobnie jak wszyscy.

Głupi wyszedł nie?Też tak sądze.No,ale w następnych się akcja rozkręci.Nowy wieczorkiem,albo dopiero jutro.Pa:***

2 komentarze:

  1. NIE JEST GŁUPI!!Mi się bardzo podoba.Ej a podobno miał być jutro??Na następny czekam z niecierpliwością dodawaj dzisiaj SZYBKO.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem,ale tak jakoś się złożyło ,że te koleżaneczki mojej siostry siedziały u niej w pokoju,a nie na dole i mogłam w spokoju pisać.Następny jutro.I...Jest głiupi nie mów mi że czarne jest białe bo to nie przejdzie...

    OdpowiedzUsuń