Razem z Grace śpiewałyśmy na cały głos, a tłum wiwatował ile sił miał w płucach. Doskonale się bawiłyśmy. Chłopakom trochę odbijało i zachowywali się jak gwiazdy rocka. Kiedy skończyłyśmy śpiewać popatrzyłyśmy na chłopaków porozumiewawczo. Oni tylko kiwnęli głowami na znak, że rozumieją o co chodzi i zaczęli grać kolejną piosenkę. Natomiast ja, Grace i Julie zaczęłyśmy śpiewać One Direction – Kiss You. Tłum zaczął krzyczeć jeszcze głośniej. Wszyscy robili nam zdjęcia. Biegałam z dziewczynami po scenie jak głupie. Miałyśmy naprawdę niezłą zajawkę. Wszyscy klaskali, skakali i krzyczeli w niebogłosy. Cieszyłam się, że mamy takich fajnych ‘fanów’. Kiedy skończyliśmy śpiewać, odłożyliśmy sprzęt muzyczny i zeszliśmy ze sceny, jednocześnie dziękując, za zaniesienie nas na nią. Tłum zaczął się po woli rozchodzić. Odnaleźliśmy Rudy ‘ego i wracaliśmy do hotelu. Szliśmy właśnie najdłuższą, chyba, ulicą w Japonii, gdy podszedł do nas jakiś pan.
-Dzień dobry. Nazywam się Simon Clave. Jestem producentem muzycznym. Dzieciaki macie wielki talent. Chciałbym podpisać z Wami kontrakt na.. Na dobry początek, nagranie jednej piosenki. Spodobacie się. Nagramy tego więcej i wydacie płytę. Dobrze się zastanówcie. Mogę z Was zrobić wielkie gwiazdy.. –kusił nas Clave.
-Tak.. Wielkie gwiazdy.. A może być po siódmej, mamy turniej karate? –zapytał Eddie wyrywając się z transu.
-Załatwione! –wykrzyknął Simon i już chciał odejść, ale zatrzymał go Rudy.
-Nie, nie, nie! Przykro mi, ale nikt tu nie będzie nic nagrywał! –zaprzeczył Gillespie.
-Ale Rudy! –powiedzieliśmy równocześnie.
-Nie ma żadnego ‘ale’! Przyjechaliśmy tu na turniej, a nie na robienie z siebie gwiazd! To ,to możecie robić w Seaford! –prawie wykrzyczał sensei.
-Ta.. Jasne.. Bo w Seaford marzenia się spełniają. Tam wybiła się Lady Gaga i Beyonce! –bulwersowałam się.
-Serialnie?! –uśmiechnął się Jerry.
Uderzyłam się dłonią w głowę i lekko uśmiechnęłam. Jak można być tak nie kumatym?
- No, Rudy.. No, pliss.. –błagaliśmy na zmianę.
- Nie! I tak już Wam darowałem tą bezsensowną walkę. Nie ma takiej opcji –zaprzeczył Rudy.
W tym samym czasie napisałam SMS – a do wszystkich:
”Hej, udawajmy, że odpuściliśmy mam plan. Wy pójdziecie z Rudy ‘m, a ja skłamię, że zostawiłam komórkę na murku i pogadam z Clave ‘m” –napisałam.
Wszyscy odczytali SMS – a i kiwnęli równocześnie głowami na znak zgody. Rudy kazał nam iść, bo nawet na kolację nie zdążymy, skoro droga zajmuje 40 minut, a my się guzdramy. Ruszyliśmy za senseiem, a zrezygnowany pan Simon odszedł w przeciwną stronę.
-Amm.. Rudy? Zostawiłam komórkę na murku w parku. Polecę po nią, a Wy idźcie. Dogonię Was –zapewniłam ze sztucznym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy.
-Jasne. Tylko szybko wracaj –sensei popędził resztę.
Biegiem ruszyłam w stronę Clave’ na. Po woli traciłam już moich przyjaciół z oczu, a przecież muszę jeszcze wrócić do nich.
”Jack, zatrzymaj jakoś Rudy ‘ego. Udawaj, ze boli Cię brzuch czy coś” –napisałam i wysłałam do Andersona.
Dosłownie za sekundę po całym parku rozszedł się dźwięk telefonu Jacka. Przystanęłam na chwilę i patrzyłam co Jack wymyśli. Za chwilę chłopak upadł na ziemię i skręcał się z bólu. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w dalsza pogoń za producentem muzycznym. Mam tylko nadzieję, że Jack powiedział reszcie o swoim planie.
-Panie Clave! –krzyczałam w stronę producenta –Proszę poczekać!
Simon przystanął i czekał, aż do niego dobiegnę. Kiedy już stanęłam starałam się złapać oddech.
- Proszę się nie przejmować Rudy ‘m. Proszę podać czas i miejsce, a my tam będziemy –oznajmiłam.
- Oczywiste –mężczyzna rozpromienił się –Jutro o 11.30, hm.. Proszę przyjść tutaj, a ja państwa z tond zabiorę do studia. Czy wszyscy jesteście muzykami?
-Nie. Ja, Grace i Julie śpiewamy. Jack i Milton grają na gitarze, a Jerry na perkusji. Ale Eddie na niczym nie gra.
-W takim razie proszę przyjść bez niego.
-Jasna sprawa. On zajmie czymś Rudy ‘ego. Ile to mniej – więcej potrwa?
-Godzinę.
-Dobrze. Do widzenia.
Pożegnałam się i pobiegłam w stronę moich przyjaciół. Jack gdy tylko mnie zobaczył podskoczył do góry.
-Fałszywy alarm. Wszystko gra! –oznajmił.
Ruszyliśmy do hotelu w pełnej chwale. Umówiłam się, że po ciszy nocnej wszyscy spotkamy się u mnie. Znaczy u mnie, Grace i Julie. Bo w hotelu w którym mieszkamy jest taka głupia zasada, że po 21 jest cisza nocna. Ale my, generalnie, jej nie przestrzegamy. Rudy szedł dosyć szybko, tak, żebyśmy zdążyli na kolację. Ciekawa jestem czemu był taki krnąbrny, kiedy ten producent zaproponował nam nagranie piosenki. Co mu do tego? Turniej jest dopiero w sobotę. Mamy jeszcze trzy dni na treningi, co zresztą robimy: spiesząc się na stołówkę rano, koncertując(głównie dziś), idąc z hotelu do dojo i z powrotem. Bo jak już mówiłam, droga do dojo, prowadzi chyba przez całą Japonię. W końcu dotarliśmy do hotelu. Rudy kazał nam iść do siebie odpocząć i za godzinę zejść na kolację. Wbiegliśmy do hotelu i schodami(znów – czemu nie windą?) popędziliśmy do dziewczyńskiego pokoju. Skoro mamy godzinę, to pogadamy teraz, a nie po ciszy nocnej. Co wcale nie oznacza, że po 21 będziemy spać ;) W końcu dotarliśmy do pokoju nr 134. Weszliśmy do mojej sypialni i rzuciliśmy się na łóżko.
-No i co Kim? Co załatwiłaś? –zapytała na dzień dobry.
-No sekundę. Daj mi odetchnąć! –uśmiechnęłam się –A w ogóle, Jack, dziękuję za pomoc.
-Nie ma sprawy. To co załatwiłaś? –widać było, ze wszyscy są zniecierpliwieni.
-No. Więc jutro o 11.30 w parku. Tam gdzie z nim gadałam. Z tam tond zabierze nas do studia. A i Eddie. Ty nie śpiewasz i nie grasz. Więc ty zostaniesz w hotelu i będziesz pilnował, żeby Rudy niczego nie zwęszył, ok.? –zapytałam.
-Proste –przytaknął Eddie.
Za chwilę zapanowała grobowa cisza. Nikt się nie odzywał. Byłam strasznie zmęczona. Ułożyłam się wygodnie na łóżku i zmrużyłam oczy. Nie chciałam spać. Ale zmęczenie było silniejsze ode mnie. Przegrałam.
***
Obudziła się, jednak nadal byłam zmęczona. Wstałam. Przeciągnęłam się i zobaczyłam, że reszta też śpi. Poszłam do łazienki. Umyłam twarz i uczesałam włosy. Wchodząc do pokoju zobaczyłam która godzina. Mieliśmy jeszcze 30 minut do kolacji. Położyłam się z powrotem na łóżko i zamknęłam oczy. Teraz to chciałam spać.
***
Otworzyłam najpierw prawe oko. Potem lewe. Potem je zamknęłam i na powrót otworzyłam. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że wszyscy śpią jak zabici. Zobaczyłam też coś ciekawego. Leżałam przytulona do Jacka, a on leżał przytulony do Grace, a ona do Jerry ‘ego, a on do Julie, a ona Do Miltona, a on do.. Eddie ‘go. Leżałam cicho w nadziei, że sami się obudzą. Bo sama nie miałam serca tego robić. Tak słodko spali! Nagle, jak grom z jasnego nieba, do pokoju wpadł rozzłoszczony Rudy.
-Co Wy sobie myślicie?! Mieliście zejść na kolację za godzinę, a jest już dawno po kolacji! A Wy sobie tak po prostu leżycie, przytuleni do siebie, i śpicie jakby nigdy nic! –krzyczał zły Gillespie.
Na dźwięk jego krzyku wszyscy poderwali się z miejsc. Sama się trochę wystraszyłam, bo nie przewidziałam takiej reakcji. W końcu nic takiego nie zrobiliśmy, a skoro przegapiliśmy kolację, to jutro zjemy całe śniadanie i obiad i kolację i będziemy na czas.
-Rudy spoko. Jutro zjemy i śniadanie i obiad i kolacje –zapewniałam senseia.
-Ja Was kompletnie nie poznaje! W Seaford byliście zdyscyplinowanymi uczniami! A teraz co?! Idziecie na jakieś kretyńskie walki i jeszcze kompletnie nie szanujecie czasu! –krzyczał zły Rudy.
-Przestaniesz mi w końcu wypominać te walkę?! –Jack podniósł lekko głos –Zrobiłem co chciałem, bo miałem takie prawo i Tobie nic do tego!
-Racja! Racja, mi nic do tego! Ale nie przyjechaliśmy tutaj żebyście robili co chcecie, bez mojej zgody czy wiedzy! Dlatego nie zgodziłem się na to nagranie piosenki, albo płyty! To by Was tylko rozproszyło! Jutro macie jeszcze wolne, ale w czwartek nie ma zmiłuj, jasne?!
-Jasne, jasne.. –mruknęliśmy.
Sensei wyszedł z naszego pokoju trzaskając drzwiami. Za chwilę chłopcy też poszli do swoich pokoi, a dziewczyny sypialni. Poszłam pod prysznic. Potem wysuszyłam włosy i ubrałam moją piżamkę z *Hello Kitty*. Weszłam do sypialni kładąc się na łóżku. Zamknęłam oczy i zasnęłam.
***
Otworzyłam oczy. Przetarłam je i przeciągnęłam się. Wstałam z łóżka. Weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic. Zawsze w drugiej kolejności idę się przeglądnąć w lustrze, umalować i uczesać. Ale dzisiaj postanowiłam się najpierw ubrać. Weszłam do mojej sypialni. Otwarłam szafę i wyciągnęłam z niej ciuchy. Wróciłam do łazienki i ubrałam: zieloną bluzkę z napisem ‘I love Paris’. Granatowe rurki i białe conversy. Potem weszłam do łazienki w celu zrobienia makijażu. Przejrzałam się w lustrze i zmroziło mnie to co zobaczyłam. Na środku czoła miałam ogromnego, czerwonego pryszcza! Nie wiedziałam co robić.
-Aaaaaaaaaa!!!! –piszczałam i wybiegłam z łazienki.
-Co się tak drze..OoO raju! –powiedziała Grace siedząca na moim łóżku.
-I jak ja się tak pokarze ludziom? Nie pójdę do tego studia. Nie ma mowy. Ja się tak nie pokarze za nic w świecie! –dramatyzowałam.
-Czekaj.. –zaczęła Grace z chytrym uśmieszkiem –Znam jeden sposób. Możemy..
Rozdział bez dedykacji. Jak Wam się podoba? Mi chyba pierwszy raz naprawdę się podoba. Jest długi i jak dla mnie dobry. Ale decyzja najeży do Was.
*Rozdział dodany dzięki uprzejmości mua ;)
Julia Howard<33
Rozdział wspaniały.!! Kocham..!
OdpowiedzUsuńMasz prawdziwy talent..<33
Ja i prawdziwy talent to dwa odmienne światy.Ale miło,że tak sądzisz!!<33
UsuńRozdział cudowny;**
UsuńCzekam na next<33
Zostałaś nominowana przeze mnie do The Versatile Blog
OdpowiedzUsuńSzczegóły na http://kick-love-faith-hope.blogspot.com/p/the-versatile-blog_31.html
O,kochana jesteś!
UsuńZaraz luknę.
<33