poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 39(Miałem Cię chronić, a tylko przynoszę Ci pecha..)

 Nagle.. Łódka przechyliła się i wpadliśmy do wody.. Przez chwilę krztusiłam się wodą, ale potem łódka pod wpływem wiatru uderzyła mocno o wodę i wepchnęła nas na dno. Nie pamiętam nic, poza konikiem morskim, który przepływał obok mnie..
***
Otworzyłam oczy. Powoli rozłożyłam ręce i przeciągnęłam się. Rozejrzałam się dookoła. Zobaczyłam moich przyjaciół leżących na ziemi.
-Hejjj.. –powiedziałam cicho-Hej –mówiłam już normalnym głosem-Hej! Ludzie! –krzyknęłam na cały głos.
Wszyscy wstali na równe nogi. Zaczęli biegać koło mnie. Dawać mi wodę i jedzenie. Jack okrywał mnie kocem, a Jerry go ze mnie ściągał. Eddie dzwonił mi przy uchu jakąś grzechotką. Dopiero Rudy opanował całą sytuacje. Kazał się wszystkim odsunąć na bok. Pomógł mi wstać(leżałam na ziemi) i wyjść z ‘domku’. Nie rozumiałam o co chodzi. Co się ze mną stało. I czemu właściwie Eddie dzwonił mi przy uchu grzechotką.
-Co mi się stało? –zapytałam łapiąc się za głowę.
-Pływałaś z Jackiem łódką po jeziorze. Była noc. Ciemno. Pan Anderson nic nie widział i łódka z wami poszła na dno –wyjaśnił Rudy.
-To czemu Jackowi nic nie jest? –nie łapałam.
-Bo wypłynął na powierzchnię i Cię uratował –powiedział Gillespie.
-Dziękuję Jack –powiedziałam i już chciałam pocałować chłopaka, gdy..
-Kim. Możemy.. pogadać? –zapytał Anderson.
-Jasne –odeszliśmy trochę od przyjaciół.
Bałam się co mi chce powiedzieć. Dużo mogłam od niego usłyszeć.
-Kim.. –zaczął- Ja..My..
-Chcesz ze mną zerwać, tak? –zapytałam, chodź znałam odpowiedź.
-Tak. Ale nie zrozum tego źle. Po prostu.. Miałem Cię chronić, a tylko przynoszę Ci pecha –tłumaczył się z każdym słowem zniżając głos.
-Rozumiem.. I nie jestem zła. Nadal będziemy przyjaciółmi, no nie? –podniosłam głowę do góry.
-Oczywiście. Zawsze –zapewnił mnie chłopak.
Przytuliłam go i poszliśmy na pomost do reszty naszej paczki. Nie byłam zła na Jacka. Rozumiem go. Z resztą, ja też z nim zerwałam przez jedną, głupią drobnostkę. Zaczęliśmy robić sobie zdjęcia. Wydurnialiśmy się. Robiliśmy głupie miny, a na jednym zdjęciu.. Eddie cmoknął mnie w policzek. Potem, jak oglądałam to zdjęcie to płakałam ze śmiechu. Potem każdy chłopak(włącznie z Rudym) zrobił sobie ze mną takie zdjęcie, a ja udawałam: zdziwienie, złość, radość. Te zdjęcia wyglądały komicznie. Potem wszyscy wskoczyliśmy do wody, a Rudy robił nam zdjęcia jak chlapaliśmy się wodą. Mimo, że ledwo co nie utonęłam w tym jeziorze, to jednak nie bałam się tam bawić. To nie była niczyja wina. Los tak chciał. Nasze ‘wielkie szczęście’, albo ‘ cudowny pech’ znowu dają o sobie znać. Mamy po 16 lat, a Jack i Jerry 17 i chlapiemy się wodą jak 5- latki. Ale co tam. Jak żyć to na całego. Bo nie wiem, ile jeszcze pożyjemy. Ze mną to możemy nie dożyć jutra(śmiech).
***
Jedziemy już do domu. Jest sobota wieczór. Ten tydzień był niesamowity. Zabawy i pełen wrażeń. I przeżyliśmy. Byliśmy już prawie koło dojo. Z tam tond z buta do domu. Umówiłam się, że jak przyjedziemy to z Grace pójdziemy do mnie. Zostanie u mnie na noc i jutro po południu wróci do domu. W poniedziałek szkoła.. Juhu.. Trzecia liceum.. Juhu.. Spełnienie marzeń. Zanim się obejrzymy skończymy w Collage(Koledżu żeby nie było).. No przynajmniej niektórzy z nas.. Auto Rudyego dojechało pod dojo. Wydostaliśmy się(cudem) z ciasnego autka senseia i zabraliśmy swoje rzeczy. Ruszyliśmy do domu. Wszyscy mieszkamy obok siebie, więc szliśmy razem. Dochodząc do domu Jerryego, dostrzegłam Grace.
-Kimi! –dziewczyna podbiegła do mnie.
-Grace! –uściskałam przyjaciółkę- To pa chłopaki –rzuciłam i poszłam z Grace do mnie.
Otworzyłam drzwi frontowe. Weszłam do kuchni, a torbę rzuciłam na kanapę. Stanęłam w progu kuchni jak wryta.
-Cześć Kim! –powiedziała radośnie..

Ok. Niespodzianka! Miał być w piątek, ale miałam czas i jest dziś. Kocham Was laski za tyle wejść! Next już na 100% w piątek. Dobranoc<33
Julia Howard<333

2 komentarze: