piątek, 15 marca 2013

Rozdział 41(Z Kim Crowford się nie zadziera..)

Siedzieliśmy w lodziarni jedząc mrożony jogurt. Cały czas się śmialiśmy, przypominając sobie przeżycia znad jeziora. Wiedziałam, że szybko do domu nie wrócę, więc wykręciłam numer do mamy.
~Rozmowa telefoniczna~
Ja: Hej mamo.
Mama: Cześć córeczko. O co chodzi?
Ja: Chciałam tylko powiedzieć, ze wrócę do domu raczej później. Żebyś się nie martwiła.
Mama: Dobrze kochanie. Tylko uważaj na siebie. A z kim jesteś?
Ja: Z Jackiem. To pa.
Mama: Pa, kochane.
Rozłączyłam się i wzięłam do ust łyżeczkę jogurtu. Jack co chwila się uśmiechał. Ma uroczy uśmiech. Cieszę się, że mam takiego przyjaciela jak on. Na którym zawsze mogę polegać, któremu mogę wyjawić moją najskrytszą tajemnicę i mieć pewność, że nikomu nie powie. Jestem wielką szczęściarą, że mam takiego wspaniałego przyjaciela jak Jack. On jest ze mną na dobre i na złe. Czy jest na mnie zły czy nie, zawsze jest ze mną. Zjadałam właśnie ostatnią  łyżeczkę mrożonego jogurtu. Nie miałam  ochoty wychodzić z tej kawiarni, ale mus to mus. Weszła Grace z Jerrym i powiedziała:
-Kimberly Crowford! Jak mogłaś zostawić nas samych w dojo? –nie trawie mojego pełnego imienia.
Nienawidzę kiedy ktoś je wypowiada. W tedy od razu wpadam w złość. Tak jak Grace kiedy usłyszy swoje drugie imię.. Wstałam z miejsca uśmiechając się chytrze.
-Grace Violetto Quesher! Zostawiłam Was samych specjalnie, żebyście jako para, pobyli tylko we dwoje. Czy to źle? –uśmiechnęłam się w stronę Andersona, który nie załapał, czemu się nie wkurzam na dźwięk mojego pełnego imienia.
-Ty przebrzydła! –Grace zaczerwieniła się ze złości- Nie daruje Ci tego! –krzyknęła i zaczęła mnie gonić.
Wybiegłyśmy z kawiarni. Goniłyśmy się po całej galerii. Chłopcy chwilę po nas wyszli z kawiarni. Przyglądali się nam jak dwóm wariatką. Ale co tam. W końcu wpadłam zdyszana do dojo. Wykręciłam orła prosto na matę. Położyłam się na matę i próbowałam złapać oddech. Grace stanęła nade mną w rozkroku i patrzyła na mnie paraliżującym wzrokiem.
-Grace.. Nie rób czegoś, czego byś potem żałowała.. –uśmiechnęłam się do brunetki.
-Niczego nie będę żałować –zapewniła mnie z uśmiechem Quesher.
Jack i Jerry wbiegli do dojo i stanęli jak wryci. Patrzyli się na nas nawet nie mrugając. Popatrzyłyśmy się na nich, a potem wróciłyśmy do dawnej czynności. Czyli Grace zabijała mnie wzrokiem, a ja próbowałam wstać.
-Grace sorry. Myślałam, że Wam pomogę.. –tłumaczyłam robiąc minę zbitego psiaczka.
-O nie kochana.. Ja nie nazywam się Jack Anderson, który ulega słodkiej mince Kimberly Crowford –Grace nie wiedziała co zaczęła.
-To teraz będzie się działo.. –mruknęli razem Jack i Jerry.
-Grace co ty powiedziałaś? –czerwieniłam się ze złości.
-No tak. Powiedziałam Kimber.. ups! –przypomniała się Quesher.
-No właśnie! –podparłam się na łokciu.
-To już po m.. –nie dokończyła, bo pociągnęłam ją za nogę.
Grace upadła obok mnie na ziemię wydając jedynie głośne ‘Auu!’.
-Z Kim Crowford się nie zadziera –uśmiechnęłam się wstając z ziemi.
Jerry zaraz podbiegł do Grace i pomógł jej wstać. Jack podszedł do mnie i pogratulował mi. Wszyscy w szkolę wiedzieli, że na dźwięk mojego pełnego imienia wpadam w furię. Wykorzystują to na przykład na w-f-ie. Jak gramy w siatkówkę to jak ktoś powie ‘Kimberly’ to wpadam w taką furię, że ścinam piłkę tak, że nie da się odbić. Wyszłam z Jackiem z dojo, a ‘nasze gołąbki’ zostały w środku całując się.
-To co.. Idziemy do mnie czy dla odmiany do Ciebie? –zapytałam chwytając Andersona za rękę.
-Am.. –uśmiechnął się słodko.
-Ok. Wiem. Do mnie –poszliśmy, a raczej pobiegliśmy do mojego domu.
Jakoś(nwm czemu), nie boli mnie to, że nie jesteśmy parą. Może to z przyzwyczajenia? Sama nie wiem, ale jakoś nie jest mi smutno. Jack chyba też to dobrze znosi. Zawsze jest uśmiechnięty i zabawny. Czyli tak jak zawsze. Wszystko gra. Weszliśmy do mnie do domu. Kazałam iść Jackowi do mojego pokoju, a ja skierowałam się do kuchni po coś do picia i jedzenia.
-Cześć córciu –powiedziała mama rozpakowując zakupy.
-Hej mamo. Co tam? –wyjęłam z szafki dwie szklanki.
-Kim.. Muszę Ci coś powiedzieć.. –zaczęła odkładając pomarańczę do misy na owoce.
-Tak mamo? –zapytałam zaniepokojona.
-Kim, ja..


No, obiecałam i jest. A teraz takie cuś:
Pytanka do mnie:
1)Co się stało z wujkiem Kim(tym co się do niej włamał i ją okradł)?
2)Czy połączę na nowo Kicka?
3)Czemu zrobiłam z mamy Kim normalną matkę?
4)Co się stało z Brodym?
5)Co się stało, ze tata Kim umarł?
6)Czy w opowiadaniu uwzględnię resztę piosenek Olivi?
7)Do jakiego momentu życia Kicka dojdę?
Ostatnie dwa pytania należą do Was. Możecie zapytać o co chcecie czego nie ma powyżej.
W związku z tym, że jest 9 pytań jedna osoba może zadać max 4 pytania. Oczywiście wliczając te dwa ostatnie, osobiste. J J J
Next jutro! Bay, Bay<333

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz