-Lew!!!! –wrzasnęliśmy wszyscy na całe auto.
-Spokojnie –uspokajał nas Rudy- Jako Wasz sensi, jestem dorosłym człowiekiem, mam za zadanie Was chronić. Jestem spokojnym, opanowanym człowie..On wstaje! –pisnął nagle Gillespie.
Rudy cofnął autem do tyłu i wjechał w małą uliczkę w lesie.
-Skąd w Seaford lew? –zapytał Eddie.
-Wiesz, według naukowych wyliczeń.. –przerwałam Miltonowi wywód.
-Milton! Nauka nie odpowie na każde pytanie! –powiedziałam wstając z Jacka na którym leżałam.
W tym momencie zawiał silny wiatr. Jakaś gazeta podnosiła się i opadała na drogę. Za chwilę zawiało jeszcze mocniej i gazeta pofrunęła w górę. Zatrzymała się dopiero na przedniej szybie auta Rudyego.
-‘Wielki lew uciekł z zoo w Seaford’ –przeczytałam nagłówek na stronie głównej.
-WoW! A my tu mamy takiego samego co na zdjęciu! –pisnął Jerry.
-Jerry.. –westchnęliśmy wszyscy.
-No co? –nie ogarniał Latynos.
Rudy zadzwonił pod numer, który był pod zdjęciem lwa. Za chwilę przyjechali jacyś panowie z zoo i zabrali lwa ze sobą. Rudy wyjechał z leśnej dróżki i wjechał na zwyczajną drogę. Dalej jechaliśmy już bez zbędnych trudności.
***
Siedziałam na pomoście. Mieszkamy takich drewnianych domkach dwuosobowych. Ja, Jack i Jerry. Milton, Rudy i Eddie. Byłam w stroju kąpielowym i zielonej bluzie. Słońce zachodziło za góry. Rysowałam ten krajobraz. Chłopaki siedzieli na drzewie i wydurniali się. Byłam tam jedyną dziewczyną i jedyną poważną(zresztą tak jak w dojo na treningu). Jerry zwisał z gałęzi na nogach i w końcu(tak przewidziałam) spadł. Milton zachwycał się termitami, które zjadały drzewo. Eddie huśtał się na jednej z gałęzi zwisając na rękach, a Rudy próbował wejść na sam czubek. Nie widziałam Jacka. Ale on sobie sam poradzi. Zna karate jak mało kto. Szkicowałam właśnie słońce, gdy.. Ktoś popchnął mnie i wpadłam do wody. Nie zdarzyłam nawet odłożyć bloku i mój piękny obrazek rozmazał się i popłynął z nurtem rzeki.
-Jack! –krzyknęłam, gdy zobaczyłam chłopaka.
-Zimna woda? –zapytał pochylając się nade mną.
-Nie wiem. Sam zobacz –powiedziałam i pociągnęłam Jacka za rękę.
On też wylądował w wodzie. Kiedy wynurzył się na powierzchnię wypluł wodę, a jego mokre włoski oklapywały na oczy.
-I jak? Zimna? –śmiałam się.
-Trochę. Ale twoja obecność tu wyrównuje różnicę temperatur –powiedział z uśmiechem.
-Nie słodź mi tu Andeson. To nie przejdzie –zapewniłam chłopaka.
-Jak chcesz. Woda zamarza przy tobie –powiedział śmiało.
Nic nie odpowiedziałam tylko chlapnęłam Jacka wodą. On zrobił to samo i zaczęła się wojna na wodę. Było bardzo zabawnie. Ale Rudy musiał to zniszczyć.
-Ej, dzieciaki wychodźcie z wody, bo się rozchorujecie –pouczył nas.
Niechętnie opuściliśmy ‘pole walki’ i poszliśmy do ‘domku’. Przebrałam się i położyłam na materacu.
***
-Kim, Kim –Jack tyrpał mnie w celu obudzenia.
-Coo? –ziewnęłam przeciągle.
Jack wyjawił mi swoją koncepcję. Od razu się zgodziłam. Założyłam bluzę i wyszliśmy z ‘domku’. Zeszliśmy z pomostu i.. wsiedliśmy do łódki. Pływaliśmy po jeziorze. Było tak romantycznie.. Ale wszystko co piękne, kiedyś się kończy. Jack nie widział za dużo w ciemnościach. Dobiliśmy łódką do jakiejś skały. Anderson chciał od niej odpłynąć, ale nie miał jak. W końcu, w łódce zrobiła się dziura.. Woda zaczęła wlewać się do środka. Nie miałam zielonego pojęcia co robić. Nagle.. Łódka przechyliła się i wpadliśmy do wody..
Hejka! Mówiłam, że next dopiero w piątek, ale miałam czas i napisałam. Nie to co moja kochana siostrzyczka..(pozdro). Wiec 39 w piątek. Trzymajcie się kochane! Dobranoc!:**<3333333333
Boski rozdzial:))
OdpowiedzUsuńCzekam na next<33
Jest super!!
OdpowiedzUsuńDziękuję kochane moje skarby!
OdpowiedzUsuńAle napewno nie jset boski,ani super.
Next w piątek.
Kocham Was<33