W połowie drogi do dojo, dołączyli do nas moi przyjaciele z Miami. Co dziwne, są tam cztery dziewczyny i pięcioro chłopaków, a z tych wszystkich, pamiętały mnie tylko dwie osoby. Thomas i Violetta. Reszta patrzyła na nas jak na wariatów, kiedy przytulałam się z Violettą.
-Ej, ludzie. To ja! –uśmiechnęłam się w stronę moich starych przyjaciół z Miami –Jestem Kim. Kim Crowford! –nadal nic nie łapali.
-No nie pamiętacie Kim? –zapytał Thomas, a wszyscy pokiwali przecząco głowami.
-Nie pamiętacie tej blondynki z czarnym pasem drugiego stopnia? –dopytywała się Violetta.
I znowu nic.
-Amm.. –kombinowałam –Mam! A nie pamiętacie Kimki – Kruszynki?! –zapytałam.
-Aaa.. Kim!! –i wszyscy rzucili się na mnie.
Zaczęłam każdego z kolei przytulać. Potem przedstawiłam im moich przyjaciół. W dojo w Miami jest o wiele więcej osób niż u nas, w Seaford, więc naszej paczce trudno było zapamiętać wszystkie imiona.
-Więc jeszcze raz. To jest Thomas – to już wiecie od wczoraj. Teraz. To jest: Violetta, Catrine, Emilii i Natalie. A chłopaki to: Drake, Josh, James i Kendall –przedstawiłam wszystkich po kolei.
-Ale mówiłaś, że chłopaków jest pięcioro, a wymieniłaś tylko cztery imiona.. –nie ogarniał Jerry.
-Ech, Jerry.. Bo jeszcze Thomas –uśmiechałam się z głupoty przyjaciela.
-Aaa.. –Latynos podrapał się w głowę.
Ruszyliśmy w stronę dojo. Ciągle rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Było naprawdę zabawnie. Gdyby nie jeden istotny fakt. Jack szedł na początku naszego orszaku po lewej, a Thomas po prawej. Co chwila wychylali się do przodu lub do tyłu i posyłali sobie złowieszcze spojrzenia. Nie sądziłam, ze jedna głupia walka, może tak namieszać. Przecież oni by się lubili, gdyby nie.. A może Jack był o mnie wczoraj zazdrosny i dla tego przyjął wyzwanie Moosa? Nie wiem. Tak, czy inaczej, oni by się pewnie polubili. Kiedyś tam.. Droga do dojo prowadziła chyba przez całą kulę ziemską, bo szliśmy i szliśmy i szliśmy, a dojo nie było widać.
***
-Nareszcie! –krzyknęliśmy wszyscy popychając drzwi do dojo.
W końcu doszliśmy na miejsce. Była 12.30 co oznacza, że droga z hotelu do dojo zajmuje 40 minut, więc powrotna zajmie tyle samo. Pff.. Normalnie w - f. Chłopcy (Jack i Thomas) zdjęli buty i weszli na matę. Ukłonili się i przyjęli pozycje bojowe. Żaden z nich nie atakował, tego drugiego. Oboje czekali, który wykona pierwszy ruch. Razem z dziewczynami nie mogłam utrzymać powagi patrząc na chłopaków i roześmiałyśmy się na cały głos. Anderson i Moos popatrzyli na nas i wrócili do dawnej czynności. Posyłali sobie rażące spojrzenia i czekali, aż ten drugi zacznie walkę. W końcu nie wytrzymałam i krzyknęłam na całe dojo(a było spore):
-Chłopaki no! Nie mamy całego dnia!
Wtedy obydwoje postanowili zacząć i w rezultacie zderzyli się. Upadli na ziemię. Podnieśli się i znowu wrócili do tej samej czynności co przed upadkiem. W końcu Jack postanowił zacząć. Na to Thomas wykonał unik i tak zaczęła się ich, kompletnie bezsensowna, walka. Usiedliśmy na ławce i przypatrywaliśmy się dokładnie każdemu ruchowi chłopaków. Nasza paczka kibicowała Jackowi, a dojo z Miami Thomasowi. A Jerry zrobił coś, czego bym się nie spodziewała.
-Dalej Thomas! Wykończ go! –darł się Martinez na całe dojo.
-Jerry! –skarciliśmy go i od razu zamilkł.
Patrzyliśmy na każdy ruch chłopaków. Ich walka trwała dosyć długo. W między czasie weszli uczniowie tego dojo. Dowiedzieliśmy się, że jest tam czterech chłopaków i trzy dziewczyny. Alex, Tom, Kevin i Jim. A dziewczyny to: Stacy, Lucy i Lilii. Polubiliśmy się, ale że będziemy musieli z nimi walczyć, nie mogliśmy się za bardzo zaprzyjaźniać. Parę razy chłopcy prawie wpadli na nas kiedy robili uniki. Po 30 minutach walki w końcu wygrał.. Jack!!
-Jack!! Wygrałeś!! Whooo!! –przekrzykiwaliśmy się.
Każdy z kolei przytulił Andersona i zwróciliśmy się w stronę wyjścia. Przed wyjściem jeszcze pogratulowałam Thomasowi. Byłam bardzo zdziwiona, że Jack wygrał z Moosem, który nie jednokrotnie pokonał naszego senseia. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do lodziarni kupić sobie obiad, na który raczej się już nie załapiemy. Idąc ulicami Japonii prowadzącymi do hotelu spotkaliśmy Rudy’ ego.
-I co? Jak tam walka? –zapytał z sarkazmem sensei biorąc łyk napoju.
-Rudy nie złość się już o to –prosiłam senseia.
-No.. Dobrze. To jak Ci poszło, Jack? –zapytał już spokojnie Gillepsie.
-Jack wygrał! –wydarł się Milton.
-Serialnie? –nie dowierzał Rudy.
-No –uśmiechnął się Jack.
Rudy pogratulował Andersonowi i ruszyliśmy do hotelu. Po drodze zaczęłyśmy z Grace nucić napisaną przeze mnie piosenkę –Had Me @ Hello. W pewnym momencie zaczęłyśmy śpiewać na cały głos:
- SO! Hold, hold, hold, hold me tight now. Cause I'm so, so good to go. Don't say, don't say good night you know. You had me @ hello. You had me @ hello. You had me @ hello. Don't say, don't say good night you know. You had me @ hello –śpiewałam razem z Quesher.
Zanim się obejrzałyśmy śpiewałyśmy na głos całą piosenkę od początku. Usiadłyśmy na murku w parku. Jack rękami, a Jerry patykami stukali o korę drzewa w rytm jaki był w piosence. Wokół nas zaczął zbierać się duży tłum ludzi. Każdy normalny człowiek speszyłby się i zamilkł, ale nie my. Śpiewałyśmy dalej do tego uśmiechając się. Zanim się obejrzałyśmy byłyśmy już niesione na rękach tłumu, do czegoś, co przypominało scenę. Chłopcy też zostali tam zaniesieni. Tłum postawił nas na podium sceny. Jack i Milton dostali gitary, Jerry usiadł przy perkusji, a Eddie podłączał jakieś kabelki do głośników. Ja, Grace i Julie dostałyśmy mikrofony. Tłum zaczął skandować:
-Śpiewajcie, śpiewajcie!
-Ale.. Co? –zapytałam.
-Co chcecie! Co chcecie! –krzyczał tłum.
-To co chcemy? –szepnęłam do dziewczyn.
-Nie mam zielonego pojęcia –powiedziały równo Grace i Julie.
-Kim –Jack podszedł do mnie –To co gramy?
Chwilę myślałam. W końcu wymyśliłam..
-Dobra, idziemy na całość –szepnęłam –Ok. kochani! Specjalnie dla Was! Kompletnie obcych nam ludzi!
Podałam Jackowi kartki z nutami. On dał je Jerry’ emu i Milton’ owi. Chłopcy zaczęli grać, a my śpiewać piosenkę –‘ Fearless’.
Cześć! Przepraszam, ze wczoraj nie dodałam rozdziału, ale nie miałam czasu. Ten rozdzialik jest połową do 100 rozdziału, więc trochę namieszałam z wydarzeniami. Pomysł w głowi miałam inny, ale pisząc pomyślałam ‘A połowa do setki to zrobię taki Misz – masz’.
Jak Wam się podoba wiosna i Wielki Piątek? Ja o takim zawsze marzyłam J
Dobra. Nie wiem kiedy następny, ale postaram się dodać jak najszybciej. Także dziękuję, ze to czytacie.
Dziękuję również za ponad 5.000 wyświetleń. To naprawdę dużo dla mnie znaczy i motywuje mnie do dalszego pisania. Rozdział dedykowany jest Oli Laa –obyś dalej pisała tak wspaniałego bloga, Mice Naver –kochana Twoje opowiadanie jest boskie, Olivi Holt –boskie opowiadanie i Veronice Howard –pisz nowy rozdział! Oraz szczególna dedykacja dla Idy Albarn Hawlett, która pisze genialne opowiadania i blogi!
Julia Howard<33
super rozdział! ♥ a u siebie mam pomysł na rozdział, ale nie umiem go napisać... :C
OdpowiedzUsuńJasne..
UsuńNie chce Ci się i tyle.
Wiem,bo siedzę obok!
<33
Wspaniały;))
OdpowiedzUsuńCzekam na next<33