Rozdział Bez dedykacji. Jeśli chcecie bym dedykowała Wam następny rozdział i polecała Wasz blog to piszcie w komentarzu.<33
Wbiegłam do jadalni i w 5 sekund namierzyłam stolik gdzie siedziała nasza paczka. Rudy o coś krzyczał na Jacka. Złapałam jabłko i usiadłam obok.
-Hej –uśmiechnęłam się.
-Jack jak mogłeś postąpić tak.. Kim odłóż to za chwilę przyniosą śniadanie.. lekkomyślnie?! –i nasz sensei kontynuował swój wywód.
Odłożyłam jabłko na brzeg stołu i wsłuchiwałam się w ‘rozmowę’. W końcu postanowiłam zapytać o co chodzi. Rudy krzyczy na Jacka, a ja nawet nie wiem o co poszło.
-Ej! –zaczęłam normalnym głosem, jednak nie dało to żadnego skutku –Hej! –krzyknęłam, ale również bez większego efektu –Aaaaaa!!!! –zaczęłam krzyczeć na całą stołówkę.
Wszystkie oczy momentalnie zwróciły się w moją stronę. Zrobiło się trochę niezręcznie. Przydałoby się coś wykombinować..
-Am.. Znaczy.. Aaaa.. A, b, c! Ćwiczę alfabet –pięknie wybrnęłam z sytuacji.
Wszyscy od razu wrócili do dawnej czynności jaką było na ogół jedzenie.
-Rudy, Jack. O co chodzi? Czemu się tak na siebie drzecie? –zapytałam zdenerwowana.
-Rudy wkurzył się, że zamierzam się bić z Thomasem –wyjaśnił mi Jack.
-A ja przecież zawsze Wam powtarzałem, że karate używa się w ostateczności –szczycił się Gillespie.
-Ale Rudy! No rzucił mi wyzwanie to co ja miałem zrobić? Odmówić i wyjść na słabego? Co to, to na pewno nie! –zaprzeczył własnym słowom Anderson.
-Właśnie. To nie w stylu Jacka –powiedzieliśmy równo.
-Ale tu nie chodzi o żaden styl! Tylko o to, że poszedłeś po najmniejszej linii oporu. Zamiast odmówić i zachować godność ty idziesz się bić i jeszcze wystawić się na pośmiewisko. W końcu Thomasa Moosa nikt nie pokona –powiedział Rudy.
-I ty z tym samym?! Czemu mam niby przegrać z takim cielakiem jak Thomas? –zezłościł się Jack.
-Tu nie chodzi o to kto jest kim. Tylko o to, że przegrasz Jack. Chociażbyś był w duecie z Bobbym to przegrasz –powiedział Rudy i puścił oczko do ślicznej kelnerki która przyniosła nam śniadanie.
-Wiesz co Rudy? Masz rację. Masz rację, że karate używa się tylko w ostateczności. Ale ja nie pozwolę żeby jakiś tam Thomas mnie pokonał. O nie! –Jack wziął do ust jajecznicę.
Wszyscy zamilkliśmy. Zajęliśmy się jedzeniem. Nie byłam pewna czego właściwie chcę. Czy chce aby Jack walczył z Thomasem i pokazał na co go stać, czy żeby nie walczył i nie pokazywał? Nie mam zielonego pojęcia co wybrać. Jak dla mnie lepiej wyjdzie na tym drugim, ale on nie chce okazywać słabości. Nie należy do ludzi którzy robią to często i bez problemowo. On jest bardziej typem..hmm.. buntownika, niegrzecznego chłopca. Jerry stara się być taki sam, ale jakoś mu to nie wychodzi. Rzecz w tym, ze Jack nie da po sobie poznać, że się boi. Jest uparty i postawi na swoim. Wszelkim kosztem.. Po śniadaniu wszyscy poszliśmy do swoich pokoi. Byłam bardzo zmartwiona tą walką między Jackiem a Thomasem. Jack to mój przyjaciel i nie chcę, aby mu się coś stało. A Thomas wie, że jest niezwyciężony, więc jestem dodatkowo na niego zła, że wyzwał Jacka. Grace widocznie zauważyła, że jestem przygnębiona, bo zapytała:
-Kim, słoneczko co się stało?
-Aaa.. Nic –skłamałam i wywołałam na twarzy sztuczny uśmiech.
-Kim, znamy Cię i widzimy że coś jest nie halo. No mów –ponagliła mnie Julie siadając na łóżku w moim pokoju.
-No bo.. –również usiadłam- Martwię się tą walką chłopaków. Już i tak jestem zła na Thomasa, że wymyślił coś tak głupiego. Nie chcę żeby Jack przegrał, bo wdał się w głupi układ z Thomasem –wyjaśniłam.
-Kochana, nie martw się. Jack mimo ze przegra to przecież nic się nie stanie. On nie da sobie zniszczyć oceny publicznej jedną głupią walką -pocieszała mnie Julie.
-Może masz rację. Z resztą Jack to twardziel, nigdy nie okazuje słabości –uśmiechnęłam się.
W tym samym czasie/Oczami Jacka
-Jack ty mi tu cały czas okazujesz swoją słabość! –darł się na mnie Jerry.
-No ale co ja mam zrobić? –zapytałem.
-Walnąć mnie tak porządnie w brzuch! –wypalił Martinez.
-Pogrzało Cię?! –krzyknąłem chyba na cały hotel.
-No dawaj. Jestem na 100% pewien, że tego chce –Jerry uprzedził moje pytanie.
Skoro Jerry chce, to, to zrobię. Wziąłem duży zamach i z całej pety walnąłem Jerry’ ego z pięści w brzuch. Chłopak jęknął z bólu i przewrócił się na łóżko.
-Gites.. –jęknął kuląc się z bólu.
Oczami Kim
Za 20 minut jest ta..walka.. Szliśmy właśnie do dojo w centrum Japonii. Jack miał w oczach wymalowany strach, ale nie dał tego po sobie poznać.
Kochane! Krótki jest, ale obiecałam więc dodałam. Na koniec taki gifek sama zrobiłam :D
Dobranoc!
Julia Howard<33

Czad blog...
OdpowiedzUsuńCzad rozdział...
Czekam na kolejny...
Zapraszam do mnie...
Dziękuję bardzo
UsuńZ chęcią zajrzę do Ciebie
Kolejny chyba dziś<33
Rozdział nieziemski..!! <33
OdpowiedzUsuńLove..<3 CZekam na next..':D
Dziękuję bardzo
UsuńNext chyba dziś<33
sweet rozdzialik . « 3 czekam na nexta, siostroooo . xD ♥
UsuńWow boski rozdział::))
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta!!
Dziękuję bardzo next dziś wieczorem<33
UsuńWspaniały rozdział;***
OdpowiedzUsuńCzekam na next<33