piątek, 22 marca 2013

Rozdział 47(Kiss is one thing..)

Trwał właśnie lunch. Razem z Chyną i Olive siedziałam przy stoliku i jadłam obiad. Lexi i Paisley patrzyły na nas tak, że gdyby wzrok mógł zabijać, leżałybyśmy już martwe. Po lunchu mam jeszcze jedną lekcję, a potem do domu. Wreszcie! Instytut to bardzo miłe miejsce, ale chcę już wrócić do hotelu. Zadzwonić do Jacka, Grace.. Tęsknię za nimi. Chwilami myślę, że popełniłam błąd wyjeżdżając z Seaford. Ale za chwilę znów zaczynam myśleć racjonalnie i nie obwiniam się za nic. Dobrze się bawię w San Francisco. Bo zapomniałam chyba wspomnieć, że właśnie tam mieści się instytut dla ‘ Nadzdolnych’. Cóż, jest tu ślicznie, ciepło.. Czego więcej chcieć? Może moich przyjaciół.. Naprawdę chciałabym żeby tu byli. Z nimi wszystko wydaję się jaśniejsze i zabawniejsze. Tworzymy naprawdę zgraną grupę. I pomyśleć, że nie bylibyśmy nawet w połowie tak blisko, gdybym nie zaczęła chodzić z Jackiem i gdybym nie zmieniła dojo. To dało mi tak wspaniałych przyjaciół. Tyle wspomnień. Niektórych miłych, niektórych trochę mniej.. Ale grunt, że byłam w tym z przyjaciółmi. Teraz rozumiem co oznacza powiedzenie: ‘Prawdziwych przyjaciół znajduję się w biedzie’. Ja byłam( jakby nie patrzeć) w biedzie i znalazłam ich. Przyjaciół na całe życie. Szczęście może Cię opuścić, ale prawdziwi przyjaciele nigdy Cię nie zostawią. To chyba nas się tyczy.
***
WoW! Już minął cały miesiąc. Dzisiaj wracam do domu, do Seaford, do mojego miejsca na ziemi. Przez ten czas, gdy byłam w instytucie, zaprzyjaźniłam się z Chyną i Olivią. Jest niedziela. Jutro do szkoły.. Dopiero co wracam do domu, już muszę iść do tej męczarni. Właśnie lecę samolotem i słucham z laptopa Tylor Swift- I Knew You Were Trouble. Przeglądałam różne stronki internetowe, blogi o ciuchach itd. Nagle, na ekranie wyświetliło mi się, że ktoś chcę ze mną gadać na video- chacie. Przyjęłam zaproszenie i na małym ekraniku wyświetlił mi się Eddie.
-Hej Kim –powiedział wesoło murzyn.
-Cześć Eddie. Po co dzwonisz? –zapytałam.
-Chciałem Ci powiedzieć, że na jutro do szkoły ja, ty, Jack, Jerry, Milton, Grace i Julie mamy napisać piosenkę. Na lekcję muzyki –chłopak uśmiechnął się.
-Co?! I teraz mi mówisz?! –ledwo nie wypadłam z fotela.
-Bo byłaś zajęta, nie? –Eddie był zdziwiony.
-No tak ,ale chyba znalazłabym chwilę na napisanie chociażby wersu –oburzyłam się.
W tym momencie kolejne osoby prosiły o chat ze mną. Po kolei przyjmował 5 próśb o chat. Za chwilę w malutkich ekranikach wyświetlili mi się: Jack, Jerry, Milton, Grace i Julie.
-Wnoszę, że już wiesz o piosence? –zapytał Milton.
-Gdybym teraz stała koło Ciebie, to bym Cię udusiła –uśmiechnęłam się –Ale skoro już wiem to może się za to zabierzmy, co? O czym ma być ta piosenka?
-Cóż.. Powiedzmy, że o miłości –Jack włączył się do rozmowy.
-Wybraliśmy ten temat, bo takie piosenki łatwo Ci się pisze i śpiewa –wyjaśniła Grace.
-Czyli sądzicie, że ja napisze Wam super hit, a Wy to zaśpiewacie na muzyce i będzie git? –pokręciłam głową.
-Niee.. Zaśpiewasz z nami rzecz jasna –powiedział Martinez.
-O nie! Napiszemy tą piosenkę razem. Zacznę ,dalej już pójdzie gładko –wyjaśniłam –To może tak: Kiss is one thing; A kiss is something else.But in each of these two, The story is the same. They start slowly, I end up quickly.
-Ok. A dalej refren: And be so forgiving, And give me your five minutes, I did not finish that kiss ever, And be with me until the end –wymyśliła Grace.
Pisaliśmy tą piosenkę całą moją drogę do Seaford. Każdy zapisywał słowa na kartce, bo juto na lekcji muzyki musimy ja zaśpiewać. Jack wymyślił podkład muzyczny. Brzmiał genialnie.
***
Dopiero co się obudziłam. Wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki. Wzięłam prysznic. Potem uczesałam kucyka. Zrobiłam lekki makijaż. Weszłam do pokoju. Otworzyłam szafę I miałam dylemat. Ja,ie ciuchy założyć? W końcu postawiłam na: Kremową sukienkę i białe baletki. Do torby spakowałam książki i wyszłam z domu, wcześniej żegnając się z mamą i.. Tristanem.. Zamieszkał u nas jak mnie ni było i teraz musze go znosić.. Szłam ulicą, gdy nagle usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Dalej idąc odwróciłam głowę i zobaczyłam Jacka.
-Kim, Kim! –darł się chyba na całe Seaford  -Zaczekaj chwilę!
Pomyślałam: ‘Niech się chłopak trochę pomęczy’ i szłam dalej.
-Kim! Kimberly! –wykrzyczał w końcu.
-Anderson! Ja Cię zabiję –zdenerwowałam się na dźwięk mojego pełnego imienia.
Podbiegłam do chłopaka i już miałam go uderzyć, ale zatrzymał moją pięść swoją dłonią. Uśmiechnął się uroczo i moja chęć zabicia go minęła. Poszliśmy razem do szkoły. Po wejściu do niej wyciągnęłam książki na muzykę i poszłam pod klasę. Za chwilę dołączyli do nas jeszcze Grace, Jerry, Milton, Julie i Eddie. Przytuliłam wszystkich po kolei i opowiadałam jak było w San Francisco. Za chwilę zadzwonił dzwonek na lekcję. Weszliśmy do klasy i pierwsze co słyszeliśmy to głos nauczycielki muzyki:
-Crowford, Anderson, Krupnick, Quesher, Martinez, Katty i Jones!  Do pianina!
Posłusznie podeszliśmy do pianina. Nauczycielce daliśmy jedna kartkę z nutami, a dla Jacka zostawiliśmy drugą. Podkład muzyczny opiera się głównie na gitarze, więc Jack musiał zagrać. Stanęliśmy w rządku: Ja, Grace, Julie, Jerry, Eddie, Milton. Jack wyszedł do przodu. Zaczął grać tak samo jak nauczycielka, a my zaśpiewaliśmy:
- Kiss is one thing;
A kiss is something else.
But in each of these two,
The story is the same.
They start slowly,
I end up quickly.

Chorus:
And be so forgiving,
And give me your five minutes,
I did not finish that kiss ever,
And be with me until the end.

Sometimes in life there are times
When weakened faith in their own strength.
When you feel that you are nothing,
In this big world.
But the truth is,
That is the opposite.

Chorus:
And be so forgiving,
And give me your five minutes,
I did not finish that kiss ever,
And be with me until the end.


Let me kiss you,
I stay there for a few moments.
And do not leave me,
Stay just as you are now.
Everything has a value,
And we love the most.

Chorus:
And be so forgiving,
And give me your five minutes,
I did not finish that kiss ever,
And be with me until the end.

And be with me until the end!
And be with me until the end!
And be with me until the end!

Chorus:
And be so forgiving,
And give me your five minutes,
I did not finish that kiss ever,
And be with me until the end.

Klasa i nauczycielka zaczęła bić brawa, a my speszeni siedliśmy do ławek. Nauczycielka dala nam po 6. Przez całą lekcję się uśmiechała. Chyba naprawdę nam dobrze poszło, bo wywołać uśmiech na twarzy pani od muzyki graniczy z cudem.



Oki. Jest. Jak się podoba? Sorry, że tak szybko przeszłam do powrotu Kim do Seaford, ale nie miałam weny do pisania tego co było w San Francisco. Mam prośbę. Piszcie swoje opinie w komentarzach. Mogą być nawet negatywne. Wszystko jedno. Kocham Was<33

9 komentarzy:

  1. Rozumiem brak weny:)
    Superr rozdział czekam na nexta!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super rozdział?
      Kochana ty piszesz super rozdziały a nie ja.
      Ja pisać nie umiem.
      Next jutro<333

      Usuń
  2. Boski rozdzial;))
    Czekam na next<33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ale boski to on nie jest.Next dzisiaj<33

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję,bardzo mi miło.
      A ty kochana czemu nie piszesz?
      Kocham Cię<33

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Brawo siostrzyczko <33 Pisz nexta, czekam :3

      Usuń
    4. Dzięki siostrzyczko jak to ujęłaś.A nowy to wiesz pżecierz że jutro bedzie.Chyba..<33

      Usuń