wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 46(Jack Anderson dostał 5?..)

-Postanowiliśmy , że.. Ja wyjadę, a Jack zostanie w Seaford –powiedziałam spuszczając wzrok.
-Co?! –pisnęli równo nasi przyjaciele.
-Bo.. Doszliśmy do wniosku, że Jak tak dużo się przeprowadzał, więc miesiąc poza domem to byłby smutny. A mnie taki wyjazd co prawda dużo kosztuje, ale zrobię to dla Jacka –wyjaśniłam przyjaciołom całą sprawę.
-Dobra, ale jesteś pewna, ze to ty chcesz jechać? –niedowierzał Jerry.
-Tak. Za miesiąc wrócę i wszystko będzie po staremu –zapewniałam Latynosa.
Nikt już nic nie powiedział. Skupiliśmy wzrok na talerzu z ‘jedzeniem’.
***
-Więc jeśli w butelce jest x soku malinowego, a w szklance a wody, to ile soku malinowego trzeba przelać do szklanki, aby w obu naczyniach było po połowie ciekłego składnika? –pani Kalinston właśnie szukała  swojej ‘ofiary’ do odpowiedzi.
Modliłam się żebym to nie była ja. W prawdzie umiałam rozwiązać to zadanie, ale byłam pochłonięta czymś zupełnie innym. Mam ten dar podzielnej uwagi i to mój ‘+’.
-To może pan Anderson! –krzyknęła pani Kalinston.
Jack posłusznie wstał z ławki i podszedł do tablicy. Chwycił kredę i napisał:
”1 naczynie –x litrów soku
2 naczynie –a wody
Aby w każdym naczyniu było po połowie trzeba..”
I zaczął wypisywać obliczenia. Zadanie było tak banalne, że 10 –latek by je rozwiązał. Jackowi udało się i dostał 5.
-Jack Anderson dostał 5? –szepnął ktoś z tyłu klasy.
-Tak to takie dziwne? –Jack uśmiechnął się uroczo i usiadł.
Reszta lekcji przebiegła w zwyczajnej harmonii. Czyli tylko Milton i Julie uważali. Reszta klasy gadała, a ja byłam pochłonięta moim wyjazdem do N. Y.
***
Stałam na lotnisku i czekałam na moich przyjaciół. Dzisiaj mam lecieć do Nowego Yorku, a oni powinni już tu być 15 minut temu(!) żeby się ze mną pożegnać. Za 5 minut mam samolot.  Nagle zauważyłam moich kochanych przyjaciół biegnących w kierunku poczekalni.
-Kim!!! –wydarła się Grace.
-Sorry za spóźnienie, ale auto odmawia posłuszeństwa –wyjaśnił Jack.
-Spoko. To.. Ech! Będę za Wami strasznie tęskniła.. –usiadłam na krześle w poczekalni.
-To nie jedź! –wypalił bez namysłu Martinez.
-Jerry! –Grace klepnęła go w ramię –Spełniaj swoje marzenia i rób to co kochasz, Kim –uśmiechnęła się.
-Ale najbardziej kocha karate! –wypalił znowu Jerry.
Jeszcze raz dostał od Grace.
-Ale kocha też śpiewać i zamilknij już Martinez! –rozkazała na co chłopak momentalnie zamilkł.
-Hehe! Na serio będę za Wami strasznie tęsknić –uśmiechnęłam się lekko.
Zebraliśmy się w kółko i przytuliliśmy.
-Pasażerowi lotu 47 do Nowego Yorku proszeni są o kierowanie się do bramki nr 6 –usłyszałam głos stewardesy płynący z głośników w poczekalni.
Szepnęłam cicho :’Pa..’  i ruszyłam w stronę wyznaczonej bramki. Odwróciłam się jeszcze raz i pomachałam przyjaciołom.

Za chwilę siedziałam w samolocie który właśnie odlatywał. Słuchałam One Direction. Wszystkich piosenek jakie miałam na laptopie. Samolot wzleciał, a ja patrzyłam na Seaford które stawało się coraz mniejsze, w miarę oddalania się samolotu od podłoża.
***
Około 2 godziny temu doleciałam do N. Y. Hotel w którym mam mieszkać jest obłędny, a mój pokój jeszcze genialniejszy. Kręciłam włosy na lokówce i rozmawiałam z Grace na video – chacie.
-I jak się trzymasz kochana? –zapytała z troską w głosie Quesher.
-Dobrze, a jak tam u Was? –uśmiechnęłam się lekko w stronę monitora.
-Spoko. Fajnie wyglądasz –brunetka pochwaliła moje włosy.
-Dzięki. Wiesz chcę zrobić wrażenie pierwszego dnia w nowej szkole –zapozowałam kładąc rękę na biodrze.
-Będziesz chodziła do tej szkoły miesiąc –Grace wyraźnie się uniosła.
-Spoko –podniosłam oczy do góry –Po prostu chcę aby, mnie polubili.
-Ok. Sorry, trochę się uniosłam –przyznała się Grace.
Pogadałyśmy jeszcze chwilę, a kiedy nakręciłam już włosy wyłączyłam laptopa i położyłam się do łóżka. Próbowałam zasnąć, ale to nie było takie proste. Próbowałam liczyć barany, myśleć o czymś miłym i wiele, wiele innych rzeczy, ale na marne. Obdzwoniłam wszystkich moich przyjaciół. Z każdym gadałam po jakieś 30 minut. Kiedy skończyłam rozmowę z Jackiem, poczułam, że robię się senna. Ziewnęłam raz i drugi i przymknęłam oczy. Przykryłam się kołdrą i obróciłam na drugą stronę na łóżku. Ułożyłam się w wygodnej pozycji i zasnęłam.
***
-Cicho głupi budziku, ciiicho być!! –uderzałam ręką w budzik szukając wyłącznika –Mówią cicho być! –usiadłam na łóżku, ale budzik nie zakończył swej czynności –Ok.! Teraz to jestem wkurzona! Cicho! –wrzasnęłam i rzuciłam budzikiem o ziemię.
Wstałam z łóżka oczepując ręce i uśmiechając się od ucha do ucha. Poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic. Zrobiłam lekki makijaż. Weszłam do pokoju i ubrałam się. Do torebki włożyłam komórkę, książki do muzyki(bo w instytucie uczy się tylko tego przedmiotu, z którego jest się dyplomowanym), gumy, słuchawki, błyszczyk i chusteczki. Wyszłam z pokoju i ruszyłam w stronę instytutu dla ‘Nadzdolnych’. Nie był on daleko od hotelu. Weszłam do instytutu. Po korytarzu krążyło wiele dzieci i nastolatków. Zauważyłam jak koło schodów rozmawiają dwie dziewczyny mniej więcej w moim wieku. Zebrałam całą swoją odwagę, wzięłam głęboki oddech i podeszłam do nich.
-Am.. Cześć.. –zaczęłam nieśmiało.
 -Hej. Jesteś nowa nie? –zapytała ciemnoskóra dziewczyna.
-Tak.. Ja.. Aż tak widać? –zaniepokoiłam się.
-Nie, nie. Tylko po prostu tutaj insekty licealiści są dzieleni na osobne grupy społecznościowe. Ty jako, zapewne, licealistka podeszłaś do insektów –wyjaśniła mi druga z dziewczyn.
-Tak.. Wiecie.. Po prostu wyglądacie miło. A nie jak tamte dwie –wskazałam na dwie laski oblężone przez chłopaków.
-Tak.. To są Lexi i Paisley. Dwie najpopularniejsze dziewczyny w szkole. A ja jestem Chyna, a to Olive –przedstawiła nas sobie Chyna.
-Acha.. Cóż, ja jestem Kim i mam pytanie. Co to te insekty? To jakieś robaki? –usiadłam na jednym ze schodków.
-Nie, nie. Insekty to młodsza grupa uczniów, my.. –Olive przerwała Chyna’ ie.
-Są to zazwyczaj uczniowie w wieku od 10 do 15 lat. Zostają zapisani do instytutu, bo mają specjalne zdolności jak np. muzyka, malarstwo, czy nauka. Licealiści są to natomiast uczniowie w wieku od 16 do 18 lat, którzy nienawidzą insektów. Twierdzą, że jesteśmy jeszcze dziećmi. Cały czas nami kierują i nie zapraszają na imprezy, a także.. –przerwałam Olive.
-Czyli jednym słowem Wy to insekty, tak? –zapytałam.
-Tak! Ale.. Ty jesteś licealistką.. Idź do Lexi i Paisley.. –Chyna’ ie zrzedła mina.
-O nie! Słuchajcie. Może jesteście insektami, a ja licealistką. Ale jeżeli mam się tu z kimś zaprzyjaźnić, to z Wami –uśmiechnęłam się miło.
-O dzięki! –dziewczyny przytuliły się do mnie –Jesteś kochana! –ucieszyła się Olive.
Zadzwonił dzwonek i poszliśmy na zajęcia z muzyki.
Tym czasem w Seaford/dom Jacka
-I na serio za nią tęsknię, ale to była jej decyzja –mówiłem do Jerryego.
-Jasne stary, ogarniam –przytaknął Martinez.
-Dzięki –położyłem się na łóżko –Bo wiesz. Tak jakoś sądzę, ze to moja wina, że pojechała.
-Jack, stary. To nie Twoja wina. Ona sama chciała. Zobaczysz. Wróci za miesiąc i wszystko będzie po staremu –zapewniał mnie Jerry.
-Mam nadzieję..
Dom Grace
-I odnoszę wrażenie, że to moja wina, że pojechała –mówiłam do Eddiego, Miltona i Julie.
-To nie Twoja wina –zapewniała mnie Julie.
-Tak. Pojechała, bo chciała –dodał Milton.
-Zobaczysz. Za miesiąc wróci i wszystko będzie po staremu –Eddie podrapał się w głowę.
-Mam nadzieję..
Tym czasem w Nowym Yorku/’ Instytut dla Nadzdolnych
-Don't say, don't say good night you know. You had me @ hello –skończyłam śpiewać napisaną przeze mnie piosenkę przed całą klasą.
-Brawo Kim! Jesteś tak samo dobra, a nawet lepsza, jak Chyna –pochwalił mnie nauczyciel.
-Ej! Jeden fałsz na szkolnym konkursie piosenki i już koniec świata! –oburzyła się Chyna.
-Hehe! Dziękuję! –zaśmiałam się i usiadłam na moje miejsce.
Ktoś z tyłu postukał mnie o plecy. Odwróciłam się.
-Hej jestem Lexi. Może nie wiesz, ale w tej szkole ja zgarniam wszystkie główne role w musicalach, więc sorry memorry, ale nawet nie próbuj się starać, bo i tak Ci to nie wyjdzie –powiedziała Lexi z chytrym uśmieszkiem.
-A wiesz co? Zaryzykuję. Proszę pana! –podniosłam do góry rękę.
-Tak Kimberly? –nauczyciel odwrócił się w moją stronę.
-Czy mogę zaśpiewać jeszcze jedna piosenkę? Wie pa, napisałam trzy –szczyciłam się.
-Oczywiście! –nauczyciel klasnął w dłonie.
Wystawiłam Lexi język i wyszłam na środek klasy. Nauczyciel podał mi mikrofon i włączył podkład który mu dałam. Zaczęłam śpiewać:
-I'm stuck in your head
I'm back from the dead
Got you running scared
I'm fearless

I'm calling you out
I'm taking you down
Don't you come around
I'm fearless

I got the upper hand now
And you losing ground
You never had to fight back
Never lost a round

You see the gloves
Are coming off
Tell me when you've had enough
Yeah

Ready for a showdown
And we're face to face
I think I'll rearrange
It put you into place
You don't get the best of me
Check it you're afraid of me

I'm stuck in you're head
I'm back back from the dead
Got you running scared
I'm fearless

I'm calling you out
I'm taking you down
But don't you come around
I'm fearless
I'm fearless
I'm fearless

You used to make my heart pound
Just the thought of you
But now you're in the background
Watcha gonna do?

Sound off if you hear this
We're feeling fearless
We're feeling fearless

I'm stuck in your head
I'm back back from the dead
Got you running scared
I'm fearless

I'm calling you out
I'm taking you down
But don't you come around
I'm fearless

I'm stuck in your head
I'm back back from the dead
(I'm fearless)
Got you running scared
I'm fearless

I'm calling you out
I'm taking you down
But don't you come around
I'm fearless
I'm fearless –skończyłam, a cała klasa zaczęła wiwatować I klaskać jak najęta.

-Gratulację Kim! Masz naprawdę wielki talent –chwalił mnie nauczyciel.
-Dziękuję –usiadłam z powrotem na swoje krzesło –I co Lexi? I kto teraz jest na górze? –przybiłam piątkę z Chyną i Olive.
Reszta lekcji minęła bez zbędnych problemów.


Dobra słuchajcie: Wiesz, że krótki, głupi i , że mnie nienawidzicie. Rozumiem. Wygłaszajcie swoje zdanie w komentarzach. Mogą być nawet negatywne. Jestem wyrozumiałą osobą. Kocham Was za to, że czytacie te moje głupoty<33

2 komentarze: