-Gratulacje kochani. Wiedziałam, że Wam się uda –Grace przytuliła mnie mocno.
-Dzięki. Ale nadal nie wierze, że się udało –przytuliłam Jacka mocno.
Czekaliśmy tak z 10 minut, aż sędziowie wybiorą zwycięzcę. Za chwilę dyrektor wszedł na scenę z mikrofonem w jednej ręce i jakąś kartką w drugiej.
-Proszę państwa –zaczął dyrektor, a mnie zrobiło się słabo- Zanim ogłoszę zwycięzcę, dowiemy się kto zajął trzecie miejsce w naszym konkursie –dyrektor otworzył kopertę i wyjął z niej jakąś kartkę –Trzecie miejsce zajmują..’Landrynki’! –dyrektor podniósł do góry kartkę.
Na scenę wyszły owe ‘Landrynki’. Jak można było się domyślić, był to duet dwóch, największych szkolnych plastików. Diana Marvin i Kristen Blue.
-Wspaniale dziewczęta –dyrektor pochwalił plastiki –A teraz proszę o uwagę. Mamy dwa najlepsze duety: Kim i Jack, oraz Akkie i Adam.
Ręce mi się trzęsły i nie mogłam pozbierać myśli. To co teraz powie dyrektor Brouked, będzie najważniejszym co w życiu przyjdzie mi usłyszeć.
-Proszę, aby oba duety weszły na scenę –wykonaliśmy polecenie pana Broukeda –A zwycięskim duetem jest.. A raczej są.. Wojownicy Wasabi! –krzyknął dyrektor.
-Brawo Kim! Naprawdę Ci się udało! –Jack był wyraźnie zadowolony.
-Nie Jack. Nam się udało –uśmiechnęłam się.
Nigdy bym się nie spodziewała jaka czeka nas nagroda. Podeszła do nas panna M. i wręczyła nam dwie koperty. Powiedziała, że mamy je otworzyć dopiero w domu, tak też postanowiliśmy zrobić. Pan Brouked pogratulował nam wygranej i zeszliśmy ze sceny. Zabraliśmy resztę naszej paczki i ruszyliśmy w stronę wyjścia ze szkoły.
***
Siedziałam na swoim łóżku, a Grace zajmowała honorowe miejsce na kanapie.-Otwierać czy nie? –pytałam przyjaciółki.
-Kim. Otwórz w końcu tą kopertę. Bawimy się w ‘Tak, nie’ od 30 minut. Otwieraj Crowford! –rozkazała Quesher.
-Jeszcze raz powiesz do mnie po nazwisku, to nie daruję Ci tego –nastraszyłam Grace.
Wzięłam głęboki oddech. Rozerwałam kopertę i wyjęłam z niej błękitną kartkę. Otworzyłam kartkę i..
-Aaaaaaa!!! Grace!! Ty wiesz co to jest?! –niemal skakałam po łóżku ze szczęścia.
-Nie Kim. No mów! –dziewczyna klękła na kanapie.
-Grace.. –starałam się opanować –To jest umowa. Jak ją podpiszę to będę chodziła do szkoły dla nadzdolnych! –wydarłam się na cały dom.
-Aaaaaaa!!! Ej, ale Kim? Gdzie jest ten instytut? –uśmiech zszedł z twarzy brunetki.
-Jak to gdzie?! W.. –posmutniałam – W Nowym Yorku..
-Kim –Grace położyła mi dłoń na ramieniu –Do Ciebie należy decyzja czy pojedziesz czy nie –powiedziała i wyszła z pokoju.
Za chwilę usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, ale też dźwięk, jakby ktoś biegł po schodach. Podeszłam do drzwi i lekko je uchyliłam.
-Jack! Ale mnie przestraszyłeś –uśmiechnęłam się.
Wpuściłam chłopaka do pokoju i nie czekając na wyjaśnienia zapytałam:
-Co masz taki zaciesz?
-Jak to co? Kim ty widziałaś tę kartkę? Będziemy się uczyć w instytucie dla nadzdolnych! –cieszył się chłopak.
-Tak.. O ile pojedziemy do N.Y… -wyjaśniłam pokazując adres instytutu na dole kartki.
-Co..? Mamy wyjechać? –Jack momentalnie posmutniał.
-Sama nie wiem.. –usiadłam na skraju łóżka –Grace powiedziała, że zrobię co uznam za stosowne. Ale.. Z jednej strony bardzo chcę się tam uczyć, ale z drugiej nie zostawię wszystkiego co kocham.
-Kim.. Sam nie wiem co powiedzieć. Dostaliśmy ofertę życia i to w pełnym gratisie. Ale mamy zostawić przyjaciół i wyjechać? –byłam zmieszana co do podjęcia decyzji.
-Pfff.. Jack, ja wiem, Seaford to nasze miejsce na ziemi, ale.. Ach sama nie wiem!
Długo myśleliśmy nad podjęciem decyzji, ale po około 2 godzinach –zdecydowaliśmy, że..
***
Obudziłam się rano. Spojrzałam na zegarek stojący na szafce nocnej. 07.45!-To po mnie! –wstałam szybko z łóżka.
Wbiegłam do łazienki i wzięłam prysznic. Za 2 minuty czesałam już włosy. Potem zrobiłam lekki makijaż. Wbiegłam do pokoju i otworzyłam szafę z ubraniami. Założyłam: białą bluzkę z flagą Wielkiej Brytanii, dżinsowe szorty i czerwone conversy. Spakowałam książki do torby i wybiegłam z domu. Po drodze zahaczyłam o stoisko z preclami i kupiłam sobie śniadanie. Była 07.55. Pięć minut do dzwonka.
-Widzę szkołę! –krzyknęłam i skręciłam w wąską uliczkę.
Przebiegłam parę metrów i wbiegłam do szkoły. Otworzyłam moją szafkę i schowałam tam torbę. Pierwszy miałam w-f. Pobiegłam pod salę gimnastyczną dobiegłam akurat na dzwonek. Byłam wykończona, a teraz jeszcze nasz trener wymorduje mnie zupełnie.. Albo.. Może zagramy w siatkę? Hmm.. Muszę się z tym przespać. Weszłam do damskiej szatni i przebrałam się w strój sportowy. Szybkim krokiem weszłam na salę.
-Hej Kim. I co postanowiliście? –zapytała Grace.
-Cóż.. Dowiecie się na obiedzie –trzymałam naszą grupę w napięciu.
Trener wszedł na salę i najwyraźniej miał zły humor, bo postanowił, że zagramy w..
-Nie!!! –krzyknęliśmy wszyscy –Tylko nie kosz!
-Nie ma jojczenia. Uczniowie z numerami od 1 do 14 jedna drużyna, a z numerami 15 do 24 druga drużyna. Ta pierwsza zakłada szarfy –rozkazał trener.
Założyliśmy szarfy i zaczęła się gra..
***
-To była najgorsza lekcja w-f-u na świecie! –narzekałam podczas lunchu.-Czekaj Kim! Jest lunch! No mówcie! Co zdecydowaliście? –Grace była wyraźnie podekscytowana.
-Cóż.. –powiedziałam równo z Jackiem –Zdecydowaliśmy, że..
Ok.! Kocham Was więc zamiast w poniedziałek, macie trzeci(chyba) w niedzielę.
Jest boski i nie mów mi że nie!!
OdpowiedzUsuńŚwietny nieziemski!!
Czekam na nexta!!
Wybacz kochana, ale ośmielę się nie przyznać Ci racji.
UsuńRozdział jest bezmadziejny i nie umiem pisać.
Ty masz większy talent!
Kocham Cię<333