Że w ogóle się do niego włamał i, że zabrał mi autko..
***
Minął już tydzień. Nasz(w sensie mój) dom jest w całości. Wszystko jest i jest tam gdzie było. Planowaliśmy wyjazd nad jezioro i spektakularne zakończenie wakacji. Mówiąc my, mam na myśli mnie, Jacka, Jerryego, Eddiego, Miltona i Rudyego. Taki wyjazd przyjaciół z dojo. Świetnie czujemy się w swoim towarzystwie. Zawsze się rozumiemy i nigdy, żaden z nas nie odnosi wrażenia, że jest odtrącony. Chcemy, aby ten ostatni tydzień wakacji był najlepszym tygodniem w naszym życiu. Rodzice wszystkich(z wyjątkiem mnie) wrócili do Seaford. Moi przyjaciele wrócili do swoich domów, więc byłam sama jak palec. Leżałam na łóżku. Patrzyłam się na zdjęcie stojące na szafce z ubraniami. Na zdjęciu byłam ja i Jack. To zdjęcie było z..naszego pierwszego wspólnego turnieju. Pamiętam to doskonale. Frank był taki pewny siebie, a my w pięknym stylu pokonaliśmy ich. Zdjęcie robił nam Milton. To było jego pierwsze zdjęcie. Musiałam mu długo(ooo) tłumaczyć, że ma nacisnąć jeden konkretny guzik. To zdjęcie przywodziło mi na myśl wspaniałe wspomnienia. Byliśmy w tedy jeszcze tacy.. mali. Jack był nowym uczniem w dojo, a za razem najsilniejszym. To był drugi dzień naszego chodzenia. Od tego czasu minęły już dwa lata. Przez ten okres czasu przeszliśmy tak dużo, że nie sposób tego spisać nawet w grubej księdze. Albo i dwóch. Normalni 15-latkowie nigdy by nawet nie myśleli o tym, co my przeżyliśmy na własnej skórze. A ja czuję, że to jeszcze nie koniec naszego ‘ cudownego pecha’. Patrząc na zdjęcie w oczach kumulowało mi się coraz więcej łez. Po prostu wzruszały mnie wspomnienia z tego dnia. Postanowiłam założyć album. Wstałam i przycupnęłam przy łóżku. Wyciągnęłam spod niego wielki ‘ zeszyt’ z pustymi stronami. Potem wyciągnęłam jeszcze pudełko z napisem: ‘Fotki ze znajomymi’. Otworzyłam zeszyt i zaczęłam wklejać do niego zdjęcia. Patrząc na nie raz płakałam ze śmiechu, raz ze smutku. Niektóre zdjęcia przywodziły mi na myśl naprawdę niemiłe, lub wręcz odwrotnie, wspomnienia. Każde zdjęcie było z tyłu podpisane(data, orientacyjnie miejsce). Wszystkie te zdjęcia zajęły mi około 60, 65 stron. ‘Zeszyt’ był naprawdę gruby. Miał ze 200 kartek. Po około 2 godzinach skończyłam wklejać zdjęcia. Zamknęłam album i schowałam go pod łóżko. Nie chciało mi się wstawać z łóżka, więc wyciągnęłam się jak tylko mogłam, aby chwycić telefon leżący na fotelu przy łóżku. Wychylałam się i wychylałam, aż w końcu.. spadłam z łóżka.
-Au! –pisnęłam podnosząc się z ziemi.
-Szczęścia to ty wielkiego nie masz –powiedział ktoś z tyłu.
-Jack? Jak ty tu wszedłeś? –zapytałam patrząc na Andersona.
-Przez balkon –odpowiedział i uśmiechnął się uwodzicielsko.
-Nie śmiej się tak. Ale..ja mieszkam na piętrze.. –zdziwiłam się.
-Ale ja mam wysokie wybicie. Sięgam do rynny –powiedział chłopak.
-To wiele wyjaśnia –uśmiechnęłam się.
Podeszłam do chłopaka. Przytuliłam się do niego, a on objął mnie ramieniem. Popatrzyłam się mu w oczy, a on mnie. Zaśmiałam się z jego wyrazu twarzy. On bez wahania pocałował mnie namiętnie. Oddałam mu pocałunek po niecałej sekundzie. Całowaliśmy się tak z 10 minut. Było nam za dobrze i za fajnie żeby to kończyć. Ale wszystko co piękne kiedyś się kończy. Kiedy już się od siebie oderwaliśmy stanęłam na końcu pokoju. Przeleciałam całego Jacka wzrokiem. Zatrzymałam się na włosach. Chyba nie widział się dzisiaj ze szczotką. Wzięłam moją ze szafki nocnej i podeszłam do chłopaka. Zaczęłam mu czesać włosy. On chwycił mnie w talii i uśmiechał się. Pewnie dziwnie to wyglądało, ale co tam. Grunt, że Jack będzie uczesany jak człowiek. Była dopiero 12.30. Jutro o 10.00 jedziemy nad to jezioro. Jutro wypada ostatni poniedziałek przed szkołą.. To będzie już druga liceum. Grubo.. Jeden kosmyk włosów Jacka nie chciał się ułożyć. Zdenerwowałam się. Chwyciłam nożyczki leżące na biurku.
-Co ty robisz?! –zapytał przestraszony Jack.
-Denerwuje mnie ten kosmyk. Nie chce leżeć, tylko ciągle staje do góry –wyjaśniłam.
-Ale to nie powód żeby mi go obcinać –powiedział chłopak i odsunął moją rękę na dół.
-Ehh.. –westchnęłam i odłożyłam nożyczki.
Jack przejechał ręką po włosach i wiecie co? Kosmyk posłusznie położył się tak jak inne. Te jego włosy chyba mnie nie lubią. Albo to ja mam jakiś problem..?Nie! To na pewno wina jego włosów. Zeszliśmy na dół do salonu. Jack rozsiadł się na kanapie, a ja poszłam do kuchni po coś do jedzenia. Z lodówki wyjęłam lody w trzech smakach: czekoladowe, cytrynowe i pistacjowe. Z szafki wyciągnęłam dwie salaterki i łyżeczki, czekoladę w wiórkach, kolorową posypkę, bitą śmietanę. Nałożyłam do salaterek po gałce lodów każdego smaku. Lody posypałam tym wszystkim co wyjęłam z szafki i włożyłam do lodów łyżeczki. Zaniosłam lodowy deser do salonu i położyłam miseczki na stoliku w salonie. Przysiadłam się koło Jacka, który właśnie oglądał coś w TV. Położyłam głowę na jego ramieniu i zamknęłam oczy. Byłam trochę śpiąca i podekscytowana tym wyjazdem. Zanim się obejrzałam-zasnęłam.
Jack tyrpał mnie w celu obudzenia. Otworzyłam najpierw jedno oko, potem drugie. Przetarłam je i przeciągnęłam się.
-Która godzina? –zapytałam zaspanym głosem.
-Am.. 21.30 –odpowiedział Anderson zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą.
-Co?! I ty tu jeszcze jesteś? –zapytałam zdziwiona.
-Nom. Mogę nawet na noc zostać jak chcesz.. –powiedział z lekkim uśmiechem.
-Nie nie ch.. nie chce –zawahałam się.
-Nie ch..chcesz. Czy nie chcesz? –śmiał się brunet.
-Sama nie wiem.. –zastanawiałam się przez chwilę.
-Wiem, że chcesz.. –kusił mnie chłopak.
-Skąd wiesz? Czytasz mi w myślach? –zapytałam.
-Nie, a szkoda.. Ale wiem, że chcesz.. –mówił dalej takim samym głosem.
-Eee.. No dobra! –złamałam się.
-I gites! –krzyknął wesoło Jack.
Poszliśmy do mojego pokoju. Ja poszłam do łazienki pod prysznic, a potem Jack zrobił to samo. Za jakieś 30 minut leżeliśmy na moim łóżku przytuleni do siebie. Było mi tak całkiem wygodnie, chociaż nie obraziłabym się gdyby Jack użyczył mi jednej, mojej poduszki.
Dobra! Kochane moje fanki! Jest! Piękno i doskonałość! Nie no.. Bez żartów. Zdążyłam wczoraj i dziś napisać i jest chociaż miał być w piątek. Noi tu pojawia się moment, kiedy cytuję moją umowę. Jak pod tym rozdziałem nie będzie 10 komentarzy(każdy od innej osoby) to zawieszam blog na czas nieokreślony lub na zawsze. Ok? No, dobranoc<333
super dopiero teraz odkryłam twojego bloga
OdpowiedzUsuńŁoo jaki fajny!!
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że będzie te 10 komentarzy bo nie chcę żebyś kończyła!!
Kocham cie!!:***
Dzięki laski.Miło mi.Panna Catie-to fajnie,że go odkryłaś,bo ta jedna osoba więcej zawsze dużo daje.Ola pisz nowy rozdzilik u siebie pliss..A co do odejścia to założę sondę.Kocham Was<33
OdpowiedzUsuń