sobota, 26 stycznia 2013

Rozdział 6

Obudziłam się.Było już jasno,trochę za jasno...Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wźiąść prysznic.Weszłam do pokoju i ubrałam się.Zeszłam na dół i wyszłąm na zewnątrz.Była sobota rano(chyba rano...).To co zobaczyłam,zmroziło mnie zupełnie...Zamiast naszego standardowego Seaford(auta,motory,kobiety w szpilkach,ludzie obwieszeni jak choinki) zobaczyłam jakby...jakby...Dwór ze Średniowiecza(19 wieku)...Myślałam,że zaraz padnę.Stragany w każdej części ulicy,wozy z końmi,ludzie poubierani w jakieś szmaty,kobiety w chustach na głowach...Nagle,coś pociągnęło mnie za nogawkę od spodni...
-Aaa!Co to!-wrzasnęłam na widok szkaradnej istoty.
Przede mną stał...troll.Miał wielkie uszy i był ochydny.
-Jestem Eddie-przedstawił się.
-A ja Kim-powoli oswajałam się z brzydotą Eddie'go.
-Pójdziemy do Phil'a Kozo Fela(Fala zmieniłam na kozo)?-zapytał troll.
-Jasne.Czemu nie-odparłam i poszliśmy.
Za chwilę zatrzymaliśmy sie przed wejściem do knajpki Phila.
-Tylko się nie przeraź.Phil to koza...-ostrzegł mnie Eddie.
-Spoko.Dużo dziś zobaczyłam...-miałam oczywiście jego na myśli.
Usiedliśmy do stolika i za chwilę podeszła do nas koza(Phil).
-Witaj Eddie,bee...Witaj...-zawahał się.
-Kim-przypomniałam.
-Acha.Witaj Kim,bee...-odbeczał-Co wam podać,bee?-zapytał.
-Mnie dużeeego karalucha w cukrze.A tobie Kim?-zapytał Eddie.
-Fuu...Karalucha w cukrze?-myślałam-Ja proszę kanapkę z serem-powiedziałam.
Phil odszedł,a ja z Eddie'm siedzieliśmy w milczeniu.W pewnym momencie do knajpki weszli:sowa(Milton),wieśniak(Rudy),jednorożec(Jerry)i chyba jakiś książe(Jack).
-Hej Eddie.Kto to?-zapytał jednorożec.
-To Kim.Kim to:Milton,Rudy,Jerry i Jack-przedstawił ich pokazując kolejno:sowę,wieśniaka,jednorożca i księcia.
-No hej Kim-powiedział jednorożec podchodząc do mnie.
-No pa jednorożcu-odpowiedziałm Jerryemu i podeszłam do Jack'a.
On jako jedyny z tej paczki(nie licząc mnie)był człowiekiem.
-Cześć Jack.Może zwariowałam,ale jesteś księciem?-zapytałam niepewnie.
-Nie zwariowałaś.Jestem księciem.Noi,że tak skromnie o sobie powiem.Największym przystojniakiem we wsi-powiedział pewnie.
-To,to zaówarzyłam.Ale wiecie,to dziwne.Mam przyjaciół o waszych imionach,tylko,że oni są ludzmi-zaówarzyłam.
Zapanowała niezręczna cisza.Na całe szczęście wszedł Phil i podał nam nasze zamówienie:
-Wybacz Eddie,ale karaluchy się skończyłay,więc dałem Ci świerszcza...-tłumaczył się Phil.
-Ok,ok...-gderał Eddie.
-Czy wy wszyscy jecie karaluchy,świerszcze itp.?-zapytałam zniesmaczona.
-Ja nie-powiedział Jack.Wywnioskowałam z tego,że reszta to je.
-Milton...Chodzisz do szkoły?Znaczy latasz?-zapytałam.
-Tak,ale do ptasiej.A co?-odpowiedział.
-A jak się uczysz?-dopytywałam się.
-Prymus szkoły i pupilek nauczycieli z wyjątkiem wf-istów-powiedział Jerry.
-Ta.Wf-to nie moja bajka...-zasmucał się nad sobą Milton.
-Eddie,a co ty sądzisz o dziewczynach?-pytałam dalej.
-Każda jest w moim typie,bo jest dziewczymą-powiedział dumny z siebie.
-A ty Jerry.Pochodzisz z Hiszpanii i dostajesz kosza od wszystkich dziewczyn w szkole?
-Taaa...To właśnie ja...-mówił smętnie.
-A Rudy.Jesteś sensei'em dojo karate Bobbiego Wasabiego?
-Była,ale Ci oto uczniowie nie zdobyli dwóch kogutów na turnieju-zwierzał się.
-A...a ty Jack.Jesteś mistrzem świata juniorów w karate?Masz czarny pas trzeciego stopnia?
-Tak,ale już nie ćwicze karate-mówił.
To są moi przyjaciele!Ochydni(oprucz Jack'a i Jerry'ego-wygląda słodziutko jako jednorożec),ale moi.
-Czekajcie!Czyli jest tu jeszcze inne dojo?-mówiłam przejęta.
-Tak.Na miejscu naszego.Dojo `Czarnych Smoków`...-smęcił.
-Bosko!Zaprowadzcie mnie tam!-zażądałam.
-Ok,chodź-powiedzieli równo i wyszliśmy od Phil'a.
Tak się składa,że to dojo stało dokładnie na przeciwko Falafelni.
-To tu-mruknął Rudy i weszliśmy do środka.
Odrazu jak tylko weszliśmy przede mną wyrusł czarnoksiężnik.
-Jestem Frank-przedstawił się.
-A ja Kim-podałam mu rękę.
Wraz z momentem,gdy nasze dłonie się dotknęły poczułam jak przeze mnie przechodzi prąd.Miałam wizję(?)...Zobaczyłam Frank'a(czarnoksiężnika)który śmieje sie złowieszczo podczas gdy cała wieś płonie.Wróciłam do rzeczywistości.Od razu wiedziałam,że znajomość z Frank'iem to nie dobry pomysł.Za chwilę,jak na zawołanie z zimi wyrusł Ty.
-Witaj jestem Ty.Sensei,król i ojciec czrnoksiężnika-przedstawił się.
-Tak mnie już znasz-rzuciłam oschle.
Skoro znajomość z Frank'iem to zły pomysł to znajomość z jego ojcem to coś jeszcze gorszego.Dałam chłopakom znak i wyszliśmy z dojo.Usiedliśmy na ławce w okolicach Falafelnii i trwaliśmy tak w milczeniu.Do czasu...
-Hej,jestem Brody-przedstawiła się żaba-Poznałaś już mojego brata?-zapytał i wskazał na Jack'a.
-Tak.Jestem Kim i...ja...nie wiedze podobieństwa-wykrztusiłam.
-Tak wiem.Jest ochydny-zakumkał Brody z uśmiechem.
-Co?!Ty nie masz oczu?!On jest najprzystojniejszym chłopakiem pod słońcem!-wykrzyknęłam.
-Serio Kim?Serio tak sądzisz?-zapytał Jack,uśmiechając się uwodzicielsko.
-Ja?Pfff...Ja nie...-piszczałam.No tak!Brawo Kim!Kłamać to ty nie umiesz!
-Kłamać nie umiesz.Ale serio tak sądzisz?-dopytywał się Jack.
-No...Ja...Tak,chyba tak...-plątałam sie w słowach-A wiesz jesteś podobny do mojego chłopaka.Co ja mówię?!Podobieństwo jest uderzające!
-Serio?To może...-ktoś mu przerwał.
-Ej ja tu jestem!-kumknął Brody.
No tak.Rudy,Jerry,Eddie i Milton mogą siedzieć cicho,ale Brody musi się wtrynić!
-Co Brody co?!-wykrzyczałam mu w...w...w sumie w niego całego.W końcu to tylko mała żaba.
I nagle.Ni z tąd ni z owąt pojawiła się...Wróżka-chilliderka w latającym oku.
-Witajcie.Jestem Grace-mówiła spokojnie i łagodnie lecz za chwilę krzyknęła-Brody odejdź z tąd!Już!
-Nie ma takiej opcji-mówił pewny siebie.
-Dobrze nie dajesz mi wyboru:Abra kadabra usuń Body'ego ze świata całego!-to chyba jakieś zaklęcie.Tak to na 100% zaklęcie,bo w mgnieniu oko Brody znikł.
-Dzięki...Wróżko-chilliderko w latającym...oku?
-Tak.To oko.No,ale nic.To na czym stanęliście?
-Acha.Tak.Kim to może...-i znów coś nam przerwało.
-Hej Milton-powiedziała sowa.
-Witaj Julio.To jest Kim-przedstawił nas sobie-To my lecimy-powiedział Milton i odlecieli.
-Ok.Masz szanse dawaj!-pisnęłam do Jack'a.
-Ok.Uff...Kim to może...-Dryń!!!!!!!!
Co to był tylko sen?!
-To tylko sen?O nie to tylko sen!A było tak pięknie.Noi Brody jako żaba!-mówiłam sama do siebie-O nie!Już 9:30.a o 10:00 mam trening w dojo!
Zerwałam się z łóżka i jak oparzona pobiegłam do łazienki.Wzięłam prysznic,związałam kitkę na boku głowy i wbiegłam do pokoju.Wybrałam ciuchy i założyłam je.Spakowałam torbę i zbiegłam na dół.Złapałam jabłko i ile sił miałam w nogach popędziłam do dojo.9:55-Widzę dojo!-krzyczałam.Wbiegłam do dojo i ledwo co nie staranowałam Jerry'ego.Ten się odsunął i wylądowałam na Jack'u tak,że nasze usta się spotkały.
-A to za co?-zapytał po chwili.
-Nagroda.Zaraz wam opowiem-rzuciłam i poszłam się przebrać.
Po chwili wyszłam z przebieralni.
-Noi wtedy pojawiła sie wróżka-chilliderka w latającym oku-opowiadałam.
Wszyscy(włącznie z Rudy'm)słuchalimnie z zaciekawieniem,tylko Jerry zastanawiał się jak to możliwe,że wyobraziłam sobie go jako jednorożca?!
-Noi kiedy miałeś mnie o coś zapytać zadzwonił budzik-zakończyłam.
Miny,które mieli chłopaki były nie do powtóżenia.Zaczęliśmy sparing.Ja i Jerry,Jack i Milton,Rudy i Eddie.Ćwiczyliśmy w najleprze,gdy nagle...


Łał!To chyba najdłuższy rozdział w całej mojej karieże!Chyba nawet w przyszłości tego nie pobije!Pisałam go cały(prawie)dzień.Od 15:00 do 19:40!Nieźle nie?Dziś już nie będzie,może jutro,ale nie wiem,bo w poniedziałek mam test z przyry.Dobranoc!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz