niedziela, 31 marca 2013

The Versatile Blog

Po pierwsze chcę badzo podziękować Oli Laa za nominację.
I dalej to ja nie wiem jak mam to zrobić także przejdę do kolejnego punktu.
7 faktów o mnie:
1.Straszna ze mnie bałaganiara. Mój pokój może czasemwyglądać jak po 2 wojnie światowej.
2.Nie przepadam za nauką,a już nade wszystko nie cierpię niemieckiego. To takie nudne i do czego mi się to przyda?
3.Nie boję się żadnych zwierząt, za wyjątkiem szczurów. To takie ochydne stworzenia!
4.Najczęściej nieliczę się z opinią innych. Robię co chcę!
5.Lubie śpiewać i nawet mi to wychodzi. Teksty piosenek wkuwam na pamięć i po 2/3 przesłuchaniach,znam piosenkę na pamięć. Lubię też tańczyć.
6.Nie cierpię muzyki poważnej,klasycznej i spokojnej. Wole szybką,rytmiczną,taką w sam raz do tańczenia.
7.Nie powiem,że jestem nieustraszona,ale wielu rzeczy się nie boję. Jestem prawie nieustarszona. Chodze po drzewach,skacze z wysokich murków,jerzdżę(czasem) na rowerze bez trzymanki. Jak coś zaczynam to staram się nie odpuszczać i zazwyczaj mi to wychodzi. Nie boję sie też wypowiadać swojego zdania.

Więc narazie to by było na tyle. Jak dowiem się jak kogoś nominować to to zrobię.
A tak na marginesie:
Jak usunąć bloga i zmienić nazwę konta? Pomóżcie!
Julia Howard<33

Rozdział 52(Step up, on the stage..)

-Czekaj.. –zaczęła Grace z chytrym uśmieszkiem –Znam jeden sposób. Możemy..
-Nie, nie ma takiej opcji Grace! –przerwałam przyjaciółce- Nie wycisnę tego badziewia!
-Chciałam powiedzieć, że zatuszujemy to pudrem.. –Quesher zrobiła dziwna minę.
-OoO.. Skoro tak to ok. Wiem, że jesteś mistrzynią w makijażu, więc Ci ufam. Tu masz puder i róż –podałam przyjaciółce kosmetyki.
Grace zamoczyła pędzelek w pudrze i zaczęła coś majstrować przy mojej twarzy. Wiem, ze Grace genialnie maluje, więc nie martwiłaś się, ze będę wyglądała jak potwór. Siedziałam z założonymi rękami i czekałam, aż brunetka skończy swoje dzieło.
-Hej Kim. Chodź, bo się spóź.. –Jack wszedł do pokoju.
-Jej Jack –uśmiechnęłam się słabo.
-Nie chcę wiedzieć –powiedział i usiadł na fotelu.
Teraz Grace malowałam mi twarz różem. Powinno pomóc. Bo jak nie, to będą musieli nagrywać beze mnie. A ja mam przecież taki genialny wokal. I jestem skromna. W końcu Grace skończyła tuszować mojego pryszcza.
-No już. Teraz możesz iść się przejrzeć w lustrze –uśmiechnęła się i spakowała kosmetyki do kosmetyczki.
Weszłam do łazienki i zerknęłam w lustro. Wyglądałam najzwyczajniej w świecie. Wybiegłam z łazienki i przytuliłam Grace. Potem wyszłam razem z Grace i Jackiem z mojej sypialni. W pokoju czekała już cała reszta.
-No ile można czekać? –denerwował się Jerry –Co Wy tam robiliście?
-Mniejsza o to Jerry –przerwał mu Milton –Idziemy?
-Jasne –powiedzieliśmy równocześnie i wyszliśmy z pokoju.
Zjechaliśmy windą na dół. Weszliśmy do holu. Mieliśmy pecha, bo Rudy stał przy drzwiach głównych i gadał z Bobbym. No to pora na działkę Eddie’ go. Wyszedł na środek holu i zaczął krzyczeć:’ Ał! Moja ręka! Pomocy!’ i upadł na ziemię. Momentalnie wszyscy podbiegli do Jonesa i zaczęli udzielać mu pomocy. W tym momencie my skorzystaliśmy z okazji, że jest duże zamieszanie, i wymknęliśmy się przez drzwi.
***
~Oczami narratora~
Grupa przyjaciół szła właśnie parkiem w umówiony miejsce. Już z daleka widzieli producenta z którym byli umówieni. Przyspieszyli i biegiem ruszyli w stronę Simona Clave’ a.
-Ciekawe jak Eddie sobie radzi –ciszę przerwała Kimberly.
-Eee.. tam. Dobrze mu pójdzie –zapewniał ją Jack.
-Może masz rację. Ej chłopaki? Umielibyście zagrać to? –zapytała blondynka i podała Jackowi Jerry’ emu i Miltonowi kartki z nutami.
-Jasne –powiedzieli równocześnie.
Kimberly, Quesher i Dares(Julie) uśmiechnęły się porozumiewawczo.  Podeszli do producenta i ruszyli z nim do studia. Wszyscy byli bardzo podekscytowani.
***
~Oczami Kim~
Staliśmy w specjalnej kopule dźwiękowej, w której nagrywa się piosenki. Byłam lekko zdenerwowana. W końcu nagrywamy piosenkę w prawdziwym studiu muzycznym i możemy wydać płytę. Taka okazja nie trafia się codziennie.
-Dobrze –powiedział Simon przez mikrofon –Zaczynajcie..Teraz!
I chłopcy zaczęli grać. Po krótkiej solówce, z dziewczynami zaczęłyśmy śpiewać piosenkę. Ross Lynch  -Illusion.
I'll be your entertainer
I'm putting on a show
I'm gonna levitate you
Leave you want-want-wantin' more
I see you fascinated
I've got you hypnotised

Wipe off what you dream of
A fantasty before your eyes

Step up, on the stage
Free yourself, from the cage
If you're gonna guess it, girl
Here's a lesson, girl
It's just an illusion
( one, two, three, I disappear )
Comin' right back , just stay right here
In a second, guess it girl
You're the bestest girl
( It's just an illusion )

Listen
I ain't no fake Houdini,
I put a spell on you,
I'm somethin' like a genie,
Girl I'll make your wish come true
And now our time is runnin'
With every grain of sand,
So here's the grand finale,
Watch me do my slide again.

Step up, on the stage
Free yourself, from the cage
If you're gonna guess it, girl
Here's a lesson, girl
It's just an illusion
( one, two, three, I disappear )
Comin' right back , just stay right here
In a second, guess it girl
You're the bestest girl
( It's just an illusion )


Somewhere in a dream
We'll meet again, my baby
And I promise that I won't disappear
I'll be right here
And I won't be ( huh )
Won't be ( huh ) x2
Just an illusion

Yeah, baby
( Step right up, on the stage )
Free yourself, from the cage
If you wanna guess it, girl
Here's a lesson, girl
( It's just an illusion )
One, two, three, I disappear
Comin' right back , just stay right here
In a second, guess it girl
You're the bestest girl
( But I'm just an illusion)
Skończyliśmy śpiewać. Byłam uśmiechnięta od ucha do ucha. Tak samo jak reszta. Producent miał szeroko otwartą buzię. Oczy prawie wychodziły mu na zewnątrz. Chyba dobrze nam poszło. Wyszliśmy z tej całej kopuły i zaczęliśmy pstrykać Clave ‘owi palcami przed oczami, ale na darmo. Nie reagował. W końcu Anderson klepnął go w ramię i od razu się ocknął.
-To było..Wy macie.. Wspaniałe! –krzyknął na cały głos mężczyzna.
-Dzięki –powiedzieliśmy jednocześnie.
Pożegnaliśmy się z panem Simon’ Em i wyszliśmy ze studia. Ruszyliśmy w stronę hotelu. Szliśmy bardzo zadowoleni. No, przynajmniej ja. Najpierw chcieliśmy zaśpiewać ‘ Had Me @ Hello’, ‘Fearless’, albo ‘Nothing’ s Gonna Stop Me Now’. Ale w końcu postanowiliśmy zaśpiewać ‘Illusion’. Całkiem dobrze nam to wyszło. Ja śpiewałam na głównym wokalu, a Grace i Julie robiły mi chórki. Byliśmy już na tej najdłuższej ulicy prowadzącej bezpośrednio do hotelu. Śmialiśmy się cały czas. Tak zawsze mamy. Jak się stresujemy to dużo gadamy, a potem dostajemy głupawki. W pewnym momencie podszedł do nas jakiś chłopak. Miał tak na oko 14 lat.
-Czy któraś z Was to Kim Crowford? –zapytał śmiało.
-Ja.. –powiedziałam nieśmiało.
-Kim! –chłopak mnie przytulił.
-Sorry, ale czemu mnie przytulasz? Ja Cię nie znam –odsunęłam się od chłopaka i przytuliłam do Jacka.
-Znasz –zapewniał mnie –Jestem..

I jak się podoba? Kim jest ten chłopak? Co on ma do Kim? Tego dowiecie się już we wtorek! Na razie tyle. Pa!
Julia Howard<33

sobota, 30 marca 2013

Rozdział 51(I tak już Wam darowałem tą bezsensowną walkę..)

Razem z Grace śpiewałyśmy na cały głos, a tłum wiwatował ile sił miał w płucach. Doskonale się bawiłyśmy. Chłopakom trochę odbijało i zachowywali się jak gwiazdy rocka. Kiedy skończyłyśmy śpiewać popatrzyłyśmy na chłopaków porozumiewawczo. Oni tylko kiwnęli głowami na znak, że rozumieją o co chodzi i zaczęli grać kolejną piosenkę. Natomiast ja, Grace i Julie zaczęłyśmy śpiewać One Direction – Kiss You. Tłum zaczął krzyczeć jeszcze głośniej. Wszyscy robili nam zdjęcia. Biegałam z dziewczynami po scenie jak głupie. Miałyśmy naprawdę niezłą zajawkę. Wszyscy klaskali, skakali i krzyczeli w niebogłosy. Cieszyłam się, że mamy takich fajnych ‘fanów’. Kiedy skończyliśmy śpiewać, odłożyliśmy sprzęt muzyczny i zeszliśmy ze sceny, jednocześnie dziękując, za zaniesienie nas na nią. Tłum zaczął się po woli rozchodzić. Odnaleźliśmy Rudy ‘ego i wracaliśmy do hotelu. Szliśmy właśnie najdłuższą, chyba, ulicą w Japonii, gdy podszedł do nas jakiś pan.
-Dzień dobry. Nazywam się Simon Clave. Jestem producentem muzycznym. Dzieciaki macie wielki talent. Chciałbym podpisać z Wami kontrakt na.. Na dobry początek, nagranie jednej piosenki. Spodobacie się. Nagramy tego więcej i wydacie płytę. Dobrze się zastanówcie. Mogę z Was zrobić wielkie gwiazdy.. –kusił nas Clave.
-Tak.. Wielkie gwiazdy.. A może być po siódmej, mamy turniej karate? –zapytał Eddie wyrywając się z transu.
-Załatwione! –wykrzyknął Simon i już chciał odejść, ale zatrzymał go Rudy.
-Nie, nie, nie! Przykro mi, ale nikt tu nie będzie nic nagrywał! –zaprzeczył Gillespie.
-Ale Rudy! –powiedzieliśmy równocześnie.
-Nie ma żadnego ‘ale’! Przyjechaliśmy tu na turniej, a nie na robienie z siebie gwiazd! To ,to możecie robić w Seaford! –prawie wykrzyczał sensei.
-Ta.. Jasne.. Bo w Seaford marzenia się spełniają. Tam wybiła się Lady Gaga i Beyonce! –bulwersowałam się.
-Serialnie?! –uśmiechnął się Jerry.
Uderzyłam się dłonią w głowę i lekko uśmiechnęłam. Jak można być tak nie kumatym?
- No, Rudy.. No, pliss.. –błagaliśmy na zmianę.
- Nie! I tak już Wam darowałem tą bezsensowną walkę. Nie ma takiej opcji –zaprzeczył Rudy.
W tym samym czasie napisałam SMS – a do wszystkich:
”Hej, udawajmy, że odpuściliśmy mam plan. Wy pójdziecie z Rudy ‘m, a ja skłamię, że zostawiłam komórkę na murku i pogadam z Clave ‘m” –napisałam.
Wszyscy odczytali SMS – a i kiwnęli równocześnie głowami na znak zgody. Rudy kazał nam iść, bo nawet na kolację nie zdążymy, skoro droga zajmuje 40 minut, a my się guzdramy. Ruszyliśmy za senseiem, a zrezygnowany pan Simon odszedł w przeciwną stronę.
-Amm.. Rudy? Zostawiłam komórkę na murku w parku. Polecę po nią, a Wy idźcie. Dogonię Was –zapewniłam ze sztucznym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy.
-Jasne. Tylko szybko wracaj –sensei popędził resztę.
Biegiem ruszyłam w stronę Clave’ na. Po woli traciłam już moich przyjaciół z oczu, a przecież muszę jeszcze wrócić do nich.
”Jack, zatrzymaj jakoś Rudy ‘ego. Udawaj, ze boli Cię brzuch czy coś” –napisałam i wysłałam do Andersona.
Dosłownie za sekundę po całym parku rozszedł się dźwięk telefonu Jacka. Przystanęłam na chwilę i patrzyłam co Jack wymyśli. Za chwilę chłopak upadł na ziemię i skręcał się z bólu. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w dalsza pogoń za producentem muzycznym. Mam tylko nadzieję, że Jack powiedział reszcie o swoim planie.
-Panie Clave! –krzyczałam w stronę producenta –Proszę poczekać!
Simon przystanął i czekał, aż do niego dobiegnę. Kiedy już stanęłam starałam się złapać oddech.
- Proszę się nie przejmować Rudy ‘m. Proszę podać czas i miejsce, a my tam będziemy –oznajmiłam.
- Oczywiste –mężczyzna rozpromienił się –Jutro o 11.30, hm.. Proszę przyjść tutaj, a ja państwa z tond zabiorę do studia. Czy wszyscy jesteście muzykami?
-Nie. Ja, Grace i Julie śpiewamy. Jack i Milton grają na gitarze, a Jerry na perkusji. Ale Eddie na niczym nie gra.
-W takim razie proszę przyjść bez niego.
-Jasna sprawa. On zajmie czymś Rudy ‘ego. Ile to mniej – więcej potrwa?
-Godzinę.
-Dobrze. Do widzenia.
Pożegnałam się i pobiegłam w stronę moich przyjaciół. Jack gdy tylko mnie zobaczył podskoczył do góry.
-Fałszywy alarm. Wszystko gra! –oznajmił.
Ruszyliśmy do hotelu w pełnej chwale. Umówiłam się, że po ciszy nocnej wszyscy spotkamy się u mnie. Znaczy u mnie, Grace i Julie. Bo w hotelu w którym mieszkamy jest taka głupia zasada, że po 21 jest cisza nocna. Ale my, generalnie, jej nie przestrzegamy. Rudy szedł dosyć szybko, tak, żebyśmy zdążyli na kolację. Ciekawa jestem czemu był taki krnąbrny, kiedy ten producent zaproponował nam nagranie piosenki. Co mu do tego? Turniej jest dopiero w sobotę. Mamy jeszcze trzy dni na treningi, co zresztą robimy: spiesząc się na stołówkę rano, koncertując(głównie dziś), idąc z hotelu do dojo i z powrotem. Bo jak już mówiłam, droga do dojo, prowadzi chyba przez całą Japonię. W końcu dotarliśmy do hotelu. Rudy kazał nam iść do siebie odpocząć i za godzinę zejść na kolację. Wbiegliśmy do hotelu i schodami(znów – czemu nie windą?) popędziliśmy do dziewczyńskiego pokoju. Skoro mamy godzinę, to pogadamy teraz, a nie po ciszy nocnej. Co wcale nie oznacza, że po 21 będziemy spać ;) W końcu dotarliśmy do pokoju nr 134. Weszliśmy do mojej sypialni i rzuciliśmy się na łóżko.
-No i co Kim? Co załatwiłaś? –zapytała na dzień dobry.
-No sekundę. Daj mi odetchnąć! –uśmiechnęłam się –A w ogóle, Jack, dziękuję za pomoc.
-Nie ma sprawy. To co załatwiłaś? –widać było, ze wszyscy są zniecierpliwieni.
-No. Więc jutro o 11.30 w parku. Tam gdzie z nim gadałam. Z tam tond zabierze nas do studia. A i Eddie. Ty nie śpiewasz i nie grasz. Więc ty zostaniesz w hotelu i będziesz pilnował, żeby Rudy niczego nie zwęszył, ok.? –zapytałam.
-Proste –przytaknął Eddie.
Za chwilę zapanowała grobowa cisza. Nikt się nie odzywał. Byłam strasznie zmęczona. Ułożyłam się wygodnie na łóżku i zmrużyłam oczy. Nie chciałam spać. Ale zmęczenie było silniejsze ode mnie. Przegrałam.
***
Obudziła się, jednak nadal byłam zmęczona. Wstałam. Przeciągnęłam się i zobaczyłam, że reszta też śpi. Poszłam do łazienki. Umyłam twarz i uczesałam włosy. Wchodząc do pokoju zobaczyłam która godzina. Mieliśmy jeszcze 30 minut do kolacji. Położyłam się z powrotem na łóżko i zamknęłam oczy. Teraz to chciałam spać.
***
Otworzyłam najpierw prawe oko. Potem lewe. Potem je zamknęłam i na powrót otworzyłam. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że wszyscy śpią jak zabici. Zobaczyłam też coś ciekawego. Leżałam przytulona do Jacka, a on leżał przytulony do Grace, a ona do Jerry ‘ego, a on do Julie, a ona Do Miltona, a on do.. Eddie ‘go. Leżałam cicho w nadziei, że sami się obudzą. Bo sama nie miałam serca tego robić. Tak słodko spali! Nagle, jak grom z jasnego nieba, do pokoju wpadł rozzłoszczony Rudy.
-Co Wy sobie myślicie?! Mieliście zejść na kolację za godzinę, a jest już dawno po kolacji! A Wy sobie tak po prostu leżycie, przytuleni do siebie, i śpicie jakby nigdy nic! –krzyczał zły Gillespie.
Na dźwięk jego krzyku wszyscy poderwali się z miejsc. Sama się trochę wystraszyłam, bo nie przewidziałam takiej reakcji. W końcu nic takiego nie zrobiliśmy, a skoro przegapiliśmy kolację, to jutro zjemy całe śniadanie i obiad i kolację i będziemy na czas.
-Rudy spoko. Jutro zjemy i śniadanie i obiad i kolacje –zapewniałam senseia.
-Ja Was kompletnie nie poznaje! W Seaford byliście zdyscyplinowanymi uczniami! A teraz co?! Idziecie na jakieś kretyńskie walki i jeszcze kompletnie nie szanujecie czasu! –krzyczał zły Rudy.
-Przestaniesz mi w końcu wypominać te walkę?! –Jack podniósł lekko głos –Zrobiłem co chciałem, bo miałem takie prawo i Tobie nic do tego!
-Racja! Racja, mi nic do tego! Ale nie przyjechaliśmy tutaj żebyście robili co chcecie, bez mojej zgody czy wiedzy! Dlatego nie zgodziłem się na to nagranie piosenki, albo płyty! To by Was tylko rozproszyło! Jutro macie jeszcze wolne, ale w czwartek nie ma zmiłuj, jasne?!
-Jasne, jasne.. –mruknęliśmy.
Sensei wyszedł z naszego pokoju trzaskając drzwiami. Za chwilę chłopcy też poszli do swoich pokoi, a dziewczyny sypialni. Poszłam pod prysznic. Potem wysuszyłam włosy i ubrałam moją piżamkę z *Hello Kitty*. Weszłam do sypialni kładąc się na łóżku. Zamknęłam oczy i zasnęłam.
***
Otworzyłam oczy. Przetarłam je i przeciągnęłam się. Wstałam z łóżka. Weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic. Zawsze w drugiej kolejności idę się przeglądnąć w lustrze, umalować i uczesać. Ale dzisiaj postanowiłam się najpierw ubrać. Weszłam do mojej sypialni. Otwarłam szafę i wyciągnęłam z niej ciuchy. Wróciłam do łazienki i ubrałam: zieloną bluzkę z napisem ‘I love Paris’. Granatowe rurki i białe conversy. Potem weszłam do łazienki w celu zrobienia makijażu. Przejrzałam się w lustrze i zmroziło mnie to co zobaczyłam. Na środku czoła miałam ogromnego, czerwonego pryszcza! Nie wiedziałam co robić.
-Aaaaaaaaaa!!!! –piszczałam i wybiegłam z łazienki.
-Co się tak drze..OoO raju! –powiedziała Grace siedząca na moim łóżku.
-I jak ja się tak pokarze ludziom? Nie pójdę do tego studia. Nie ma mowy. Ja się tak nie pokarze za nic w świecie! –dramatyzowałam.
-Czekaj.. –zaczęła Grace z chytrym uśmieszkiem –Znam jeden sposób. Możemy..

Rozdział bez dedykacji. Jak Wam się podoba? Mi chyba pierwszy raz naprawdę się podoba. Jest długi i jak dla mnie dobry. Ale decyzja najeży do Was.
*Rozdział dodany dzięki uprzejmości mua ;)
Julia Howard<33

piątek, 29 marca 2013

Rozdział 50(Zanim się obejrzałyśmy byłyśmy już niesione na rękach tłumu, do czegoś, co przypominało scenę..)

W połowie drogi do dojo, dołączyli do nas moi przyjaciele z Miami. Co dziwne, są tam cztery dziewczyny i pięcioro chłopaków, a z tych wszystkich, pamiętały mnie tylko dwie osoby. Thomas i Violetta. Reszta patrzyła na nas jak na wariatów, kiedy przytulałam się z Violettą.
-Ej, ludzie. To ja! –uśmiechnęłam się w stronę moich starych przyjaciół z Miami –Jestem Kim. Kim Crowford! –nadal nic nie łapali.
-No nie pamiętacie Kim? –zapytał Thomas, a wszyscy pokiwali przecząco głowami.
-Nie pamiętacie tej blondynki z czarnym pasem drugiego stopnia? –dopytywała się Violetta.
I znowu nic.
-Amm.. –kombinowałam –Mam! A nie pamiętacie Kimki – Kruszynki?! –zapytałam.
-Aaa.. Kim!! –i wszyscy rzucili się na mnie.
Zaczęłam każdego z kolei przytulać. Potem przedstawiłam im moich przyjaciół. W dojo w Miami jest o wiele więcej osób niż u nas, w Seaford, więc naszej paczce trudno było zapamiętać wszystkie imiona.
-Więc jeszcze raz. To jest Thomas – to już wiecie od wczoraj. Teraz. To jest: Violetta, Catrine, Emilii i Natalie. A chłopaki to: Drake, Josh, James i Kendall –przedstawiłam wszystkich po kolei.
-Ale mówiłaś, że chłopaków jest pięcioro, a wymieniłaś tylko cztery imiona.. –nie ogarniał Jerry.
-Ech, Jerry.. Bo jeszcze Thomas –uśmiechałam się z głupoty przyjaciela.
-Aaa.. –Latynos podrapał się w głowę.
Ruszyliśmy w stronę dojo. Ciągle rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Było naprawdę zabawnie. Gdyby nie jeden istotny fakt. Jack szedł na początku naszego orszaku po lewej, a Thomas po prawej. Co chwila wychylali się do przodu lub do tyłu i posyłali sobie złowieszcze spojrzenia. Nie sądziłam, ze jedna głupia walka, może tak namieszać. Przecież oni by się lubili, gdyby nie.. A może Jack był o mnie wczoraj zazdrosny i dla tego przyjął wyzwanie Moosa? Nie wiem. Tak, czy inaczej, oni by się pewnie polubili. Kiedyś tam.. Droga do dojo prowadziła chyba przez całą kulę ziemską, bo szliśmy i szliśmy i szliśmy, a dojo nie było widać.
***
-Nareszcie! –krzyknęliśmy wszyscy popychając drzwi do dojo.
W końcu doszliśmy na miejsce. Była 12.30 co oznacza, że droga z hotelu do dojo zajmuje 40 minut, więc powrotna zajmie tyle samo. Pff.. Normalnie w - f. Chłopcy (Jack i Thomas) zdjęli buty i weszli na matę. Ukłonili się i przyjęli pozycje bojowe. Żaden z nich nie atakował, tego drugiego. Oboje czekali, który wykona pierwszy ruch. Razem z dziewczynami nie mogłam utrzymać powagi patrząc na chłopaków i roześmiałyśmy się na cały głos. Anderson i Moos popatrzyli na nas i wrócili do dawnej czynności. Posyłali sobie rażące spojrzenia i czekali, aż ten drugi zacznie walkę. W końcu nie wytrzymałam i krzyknęłam na całe dojo(a było spore):
-Chłopaki no! Nie mamy całego dnia!
Wtedy obydwoje postanowili zacząć i w rezultacie zderzyli się. Upadli na ziemię. Podnieśli się i znowu wrócili do tej samej czynności co przed upadkiem. W końcu Jack postanowił zacząć. Na to Thomas wykonał unik i tak zaczęła się ich, kompletnie bezsensowna, walka. Usiedliśmy na ławce i przypatrywaliśmy się dokładnie każdemu ruchowi chłopaków. Nasza paczka kibicowała Jackowi, a dojo z Miami Thomasowi. A Jerry zrobił coś, czego bym się nie spodziewała.
-Dalej Thomas! Wykończ go! –darł się Martinez na całe dojo.
-Jerry! –skarciliśmy go i od razu zamilkł.
Patrzyliśmy na każdy ruch chłopaków. Ich walka trwała dosyć długo. W między czasie weszli uczniowie tego dojo. Dowiedzieliśmy się, że jest tam czterech chłopaków i trzy dziewczyny. Alex, Tom, Kevin i Jim. A dziewczyny to: Stacy, Lucy i Lilii. Polubiliśmy się, ale że będziemy musieli z nimi walczyć, nie mogliśmy się za bardzo zaprzyjaźniać. Parę razy chłopcy prawie wpadli na nas kiedy robili uniki. Po 30 minutach walki w końcu wygrał.. Jack!!
-Jack!! Wygrałeś!! Whooo!! –przekrzykiwaliśmy się.
Każdy z kolei przytulił Andersona i zwróciliśmy się w stronę wyjścia. Przed wyjściem jeszcze pogratulowałam Thomasowi. Byłam bardzo zdziwiona, że Jack wygrał z Moosem, który nie jednokrotnie pokonał naszego senseia. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do lodziarni kupić sobie obiad, na który raczej się już nie załapiemy. Idąc ulicami Japonii prowadzącymi do hotelu spotkaliśmy Rudy’ ego.
-I co? Jak tam walka? –zapytał z sarkazmem sensei biorąc łyk napoju.
-Rudy nie złość się już o to –prosiłam senseia.
-No.. Dobrze. To jak Ci poszło, Jack? –zapytał już spokojnie Gillepsie.
-Jack wygrał! –wydarł się Milton.
-Serialnie? –nie dowierzał Rudy.
-No –uśmiechnął się Jack.
Rudy pogratulował Andersonowi i ruszyliśmy do hotelu. Po drodze zaczęłyśmy z Grace nucić napisaną przeze mnie piosenkę –Had Me @ Hello. W pewnym momencie zaczęłyśmy śpiewać na cały głos:
- SO! Hold, hold, hold, hold me tight now. Cause I'm so, so good to go. Don't say, don't say good night you know. You had me @ hello. You had me @ hello. You had me @ hello. Don't say, don't say good night you know. You had me @ hello –śpiewałam razem z Quesher.
Zanim się obejrzałyśmy śpiewałyśmy na głos całą piosenkę od początku. Usiadłyśmy na murku w parku. Jack rękami, a Jerry patykami stukali o korę drzewa w rytm jaki był w piosence. Wokół nas zaczął zbierać się duży tłum ludzi. Każdy normalny człowiek speszyłby się i zamilkł, ale nie my. Śpiewałyśmy dalej do tego uśmiechając się. Zanim się obejrzałyśmy byłyśmy już niesione na rękach tłumu, do czegoś, co przypominało scenę. Chłopcy też zostali tam zaniesieni. Tłum postawił nas na podium sceny. Jack i Milton dostali gitary, Jerry usiadł przy perkusji, a Eddie podłączał jakieś kabelki do głośników. Ja, Grace i Julie dostałyśmy mikrofony. Tłum zaczął skandować:
-Śpiewajcie, śpiewajcie!
-Ale.. Co? –zapytałam.
-Co chcecie! Co chcecie! –krzyczał tłum.
-To co chcemy? –szepnęłam do dziewczyn.
-Nie mam zielonego pojęcia –powiedziały równo Grace i Julie.
-Kim –Jack podszedł do mnie –To co gramy?
Chwilę myślałam. W końcu wymyśliłam..
-Dobra, idziemy na całość –szepnęłam –Ok. kochani! Specjalnie dla Was! Kompletnie obcych nam ludzi!
Podałam Jackowi kartki z nutami. On dał je Jerry’ emu i Milton’ owi. Chłopcy zaczęli grać, a my śpiewać piosenkę –‘ Fearless’.

Cześć! Przepraszam, ze wczoraj nie dodałam rozdziału, ale nie miałam czasu. Ten rozdzialik jest połową do 100 rozdziału, więc trochę namieszałam z wydarzeniami. Pomysł w głowi miałam inny, ale pisząc pomyślałam ‘A połowa do setki to zrobię taki Misz – masz’.
Jak Wam się podoba wiosna i Wielki Piątek? Ja o takim zawsze marzyłam J
Dobra. Nie wiem kiedy następny, ale postaram się dodać jak najszybciej. Także dziękuję, ze to czytacie.
Dziękuję również za ponad 5.000 wyświetleń. To naprawdę dużo dla mnie znaczy i motywuje mnie do dalszego pisania. Rozdział dedykowany jest Oli Laa –obyś dalej pisała tak wspaniałego bloga, Mice Naver –kochana Twoje opowiadanie jest boskie, Olivi Holt –boskie opowiadanie i Veronice Howard –pisz nowy rozdział! Oraz szczególna dedykacja dla Idy Albarn Hawlett, która pisze genialne opowiadania i blogi!
Julia Howard<33

środa, 27 marca 2013

Rozdział 49 część 2(To co ja mam zrobić?..)

Rozdział Bez dedykacji. Jeśli chcecie bym dedykowała Wam następny rozdział i polecała Wasz blog to piszcie w komentarzu.<33

Wbiegłam do jadalni i w 5 sekund namierzyłam stolik gdzie siedziała nasza paczka. Rudy o coś krzyczał na Jacka. Złapałam jabłko i usiadłam obok.
-Hej –uśmiechnęłam się.
-Jack jak mogłeś postąpić tak.. Kim odłóż to za chwilę przyniosą śniadanie.. lekkomyślnie?! –i nasz sensei kontynuował swój wywód.
Odłożyłam jabłko na brzeg stołu i wsłuchiwałam się w ‘rozmowę’. W końcu postanowiłam zapytać o co chodzi. Rudy krzyczy na Jacka, a ja nawet nie wiem o co poszło.
-Ej! –zaczęłam normalnym głosem, jednak nie dało to żadnego skutku –Hej! –krzyknęłam, ale również bez większego efektu –Aaaaaa!!!! –zaczęłam krzyczeć na całą stołówkę.
Wszystkie oczy momentalnie zwróciły się w moją stronę. Zrobiło się trochę niezręcznie. Przydałoby się coś wykombinować..
-Am.. Znaczy.. Aaaa.. A, b, c! Ćwiczę alfabet –pięknie wybrnęłam z sytuacji.
Wszyscy od razu wrócili do dawnej czynności jaką było na ogół jedzenie.
-Rudy, Jack. O co chodzi? Czemu się tak na siebie drzecie? –zapytałam zdenerwowana.
-Rudy wkurzył się, że zamierzam się bić z Thomasem –wyjaśnił mi Jack.
-A ja przecież zawsze Wam powtarzałem, że karate używa się w ostateczności –szczycił się Gillespie.
-Ale Rudy! No rzucił mi wyzwanie to co ja miałem zrobić? Odmówić i wyjść na słabego? Co to, to na pewno nie! –zaprzeczył własnym słowom Anderson.
-Właśnie. To nie w stylu Jacka –powiedzieliśmy równo.
-Ale tu nie chodzi o żaden styl! Tylko o to, że poszedłeś po najmniejszej linii oporu. Zamiast odmówić i zachować godność ty idziesz się bić i jeszcze wystawić się na pośmiewisko. W końcu Thomasa Moosa nikt nie pokona –powiedział Rudy.
-I ty z tym samym?! Czemu mam niby przegrać z takim cielakiem jak Thomas? –zezłościł się Jack.
-Tu nie chodzi o to kto jest kim. Tylko o to, że przegrasz Jack. Chociażbyś był w duecie z Bobbym to przegrasz –powiedział Rudy i puścił oczko do ślicznej kelnerki która przyniosła nam śniadanie.
-Wiesz co Rudy? Masz rację. Masz rację, że karate używa się tylko w ostateczności. Ale ja nie pozwolę żeby jakiś tam Thomas mnie pokonał. O nie! –Jack wziął do ust jajecznicę.
Wszyscy zamilkliśmy. Zajęliśmy się jedzeniem. Nie byłam pewna czego właściwie chcę. Czy chce aby Jack walczył z Thomasem i pokazał na co go stać, czy żeby nie walczył i nie pokazywał? Nie mam zielonego pojęcia co wybrać. Jak dla mnie lepiej wyjdzie na tym drugim, ale on nie chce okazywać słabości. Nie należy do ludzi którzy robią to często i bez problemowo. On jest bardziej typem..hmm.. buntownika, niegrzecznego chłopca. Jerry stara się być taki sam, ale jakoś mu to nie wychodzi. Rzecz w tym, ze Jack nie da po sobie poznać, że się boi. Jest uparty i postawi na swoim. Wszelkim kosztem.. Po śniadaniu wszyscy poszliśmy do swoich pokoi. Byłam bardzo zmartwiona tą walką między Jackiem a Thomasem. Jack to mój przyjaciel i nie chcę, aby mu się coś stało. A Thomas wie, że jest niezwyciężony, więc jestem dodatkowo na niego zła, że wyzwał Jacka. Grace widocznie zauważyła, że jestem przygnębiona, bo zapytała:
-Kim, słoneczko co się stało?
-Aaa.. Nic –skłamałam i wywołałam na twarzy sztuczny uśmiech.
-Kim, znamy Cię i widzimy że coś  jest nie halo. No mów –ponagliła mnie Julie siadając na łóżku w moim pokoju.
-No bo.. –również usiadłam- Martwię się tą walką chłopaków. Już i tak jestem zła na Thomasa, że wymyślił coś tak głupiego. Nie chcę żeby Jack przegrał, bo wdał się w głupi układ z Thomasem –wyjaśniłam.
-Kochana, nie martw się. Jack mimo ze przegra to przecież nic się nie stanie. On nie da sobie zniszczyć oceny publicznej jedną głupią walką -pocieszała mnie Julie.
-Może masz rację. Z resztą Jack to twardziel, nigdy nie okazuje słabości –uśmiechnęłam się.
W tym samym czasie/Oczami Jacka
-Jack ty mi tu cały czas okazujesz swoją słabość! –darł się na mnie Jerry.
-No ale co ja mam zrobić? –zapytałem.
-Walnąć mnie tak porządnie w brzuch! –wypalił Martinez.
-Pogrzało Cię?! –krzyknąłem chyba na cały hotel.
-No dawaj. Jestem na 100% pewien, że tego chce –Jerry uprzedził moje pytanie.
Skoro Jerry chce, to, to zrobię. Wziąłem duży zamach i z całej pety walnąłem Jerry’ ego z pięści w brzuch. Chłopak jęknął z bólu i przewrócił się na łóżko.
-Gites.. –jęknął kuląc się z bólu.
Oczami Kim
Za 20 minut jest ta..walka.. Szliśmy właśnie do dojo w centrum Japonii. Jack miał w oczach wymalowany strach, ale nie dał tego po sobie poznać.

Kochane! Krótki jest, ale obiecałam więc dodałam. Na koniec taki gifek sama zrobiłam :D

Dobranoc!
Julia Howard<33