niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział 63(Z ręki poleci mi jakiś czarodziejski pył..)

Rozdział z dedykacją dla Domi, Idy, Oli, Mai, Victori i Olivi. Dla Domi, bo motywuje mnie do dalszego pisania. Dla Idy, bo ma super opowiadanie i naprawdę dużo się w nim dzieje. Dla Oli, bo Cię po prostu kocham i kocham Twoje opowiadanie. Dla Mai, bo kończy bloga i mi smutno.  Dla Victorii, bo kocham Twoje opowiadanie. I dla Olivi, bo od Ciebie pożyczyłam temat do kilku rozdziałów;***   

Gdy nagle zza rogu wyszły jakieś trzy postacie. Na początku się przestraszyłam, bo w końcu była już noc, a w lochu nie było ani ogarka świecy, ale po chwili przypomniałam sobie, że skoro jestem wróżką, to mam chyba jakieś nadludzkie siły. Zaczęłam machać ręką w stronę trzech osób, które stały przede mną. Myślałam, ze coś tym wskóram. Że z ręki poleci mi jakiś czarodziejski pył, albo błyskawica, albo chociażby jakiś dym.
Jednak moje starania na nic się nie zdały. Nic się nie działo, a trzy postacie jak stały, tak stoją nadal. Postanowiłam się odezwać. W końcu nie będę tak siedziała,  ledwo żyjąc ze strachu, kiedy po drugiej stronie kraty, może stać jakieś..coś..
-Kto to? –zapytałam wstając.
-Jesteśmy synami króla –powiedzieli jednocześnie.
-O fajnie. A macie może jakąś świeczkę? –spytałam podchodząc do kraty.
-Ehe –powiedział jeden i zapalił świeczkę.
Teraz dopiero zauważyłam jak wyglądali. Jeden jak Milton, drugi jak Jerry, a trzeci jak.. Jack. Dobra.. To wszystko robi się coraz bardziej dziwaczne.
-A tak w ogóle dzięki za pomoc. Nie wiem co bym bez Was zrobiła –uśmiechnęłam się, co ledwo było widać w ciemnościach.
-Nie ma sprawy –powiedział ten wyglądający jak Jerry.
-Tata bywa czasami nadpobudliwy –przyznał ‘Milton’.
-Tak. A właściwie jak masz na imię, wróżko? –zapytał ‘Jack’.
-Nie jestem wróżką. Mam na imię Kim i jestem człowiekiem –powiedziałam klękając koło kraty.
Chłopcy zrobili to samo po drugiej stronie.
-A jak Wy macie na imię? –zapytałam po chwili głębokiego milczenia.
-Jestem Jack. To Jerry, a to Milton –powiedział Jack.
-Umiecie grać w łapki? –zapytałam.
-Nie –odpowiedzieli równocześnie chłopcy.
-Nie?! To ja Was nauczę. Ja i Jack Wam pokażemy. A Wy zagracie razem, ok.? –zapytałam.
-Ok. –przytaknęli chłopcy.
Najpierw nauczyłam Jack grać, a potem pokazaliśmy Miltonowi i Jerryemu jak to się robi. Zanim chłopcy załapali minęło ze 30 minut, a w tedy, gdy już załapali nie mogli przestać grać. Tak im się to spodobało. Nagle, wybiła północ.

Podoba się? Otóż chcę Wam powiedzieć, ze przegrałam zakład i muszę dać sobie 100 zł. To trochę nie fair, ale przegrałam więc trudno. Dla mnie ten rozdział jest drętwy.
PS. Nadal bawimy się w zadawanie mi pytań.
Julia Howard ^.^

3 komentarze:

  1. Dziękuje za dedykacje(chyba).
    Rozdział jest boski. Kocham<333
    Czekam na nn*(!@#$%^&

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Zapomniałam o pytaniu!
      Ulubiony kolor??

      Usuń
    2. Dziękuję.
      A co do mojego ulubionego koloru,to chyba widać po wyglądzie bloga. ;)
      Fiolet!Kocham fiolet!
      Julia Howard ^.^

      Usuń