Kiedy odsunęłam się od Andersona, miałam zamiar wstać, kiedy Jack pociągnął mnie za bluzkę. Czyli on się wybudził! Jakie szczęście! Na powrót usiadłam na łóżku. Przyglądałam się Jack’ owi z taką dociekliwością, jak jeszcze nigdy. Liczyłam na to, że chłopak otworzy oczy, powie coś do mnie, a potem mnie przytuli. Brakował mi tego, po za tym chciałam mieć pewność, ze Jack na 100% się wybudził. Czekałam chwilę, ale brunet ani drgnął. Sam fakt, że pociągnął mnie za bluzkę, dowodzi, że nie śpi. Ale ja chcę żeby zrobił coś więcej, a najlepiej, żeby wstał, wyszedł z tej przeklętej Sali i policzył się z Thomas’ em. Mogę mu pomóc. Czekałam jeszcze chwilę, ale Jack leżał jak zabity(mało odpowiedni moment na takie porównanie). Patrzyłam w jego twarz. Nic się nie działo. Ale wszystko mogło się jeszcze stać, więc siedziałam, czekałam, przyglądałam się każdemu ruchowi Jack’ a. Nagle, Jack otworzył oczy. Zamrugał kilka razy i uśmiechnął się słabo. Nic nie powiedział, tylko wykonał dłonią ruch, mówiący żebym się do niego przysunęła. Tak też zrobiłam. Jack podniósł lekko głowę i pocałował mnie, a ja, oddałam mu pocałunek. Całowaliśmy się tak, bez krępacji, bo w końcu, sala była zamknięta na klucz. Jack siadł na łóżku. Tak było łatwiej się całować. Objął mnie w talii, a ja oplotłam ręce wokół jego szyi, bawiąc się jego włosami. Jack lekko się uśmiechał z czego mogłam wywnioskować, że mu to pasuje. Ja też nie miałam nic przeciwko. Teraz, nawet bez pytania, wiedziałam, że na powrót jesteśmy parą. Pasujemy do siebie i co tu zrobić. Kok, którego zrobiłam rano, rozplątał się, kiedy wybiegałam z autobusu. Teraz Jack bawił się kosmykiem moich włosów. On zawsze to robi. Minęło 10, 15, 20 minut, a my nie przestawaliśmy się całować. To chyba nasz rekord! Minęło kolejne 5 minut, 10 minut, 15 minut i ktoś zapukał do drzwi Sali. Momentalnie się od siebie oderwaliśmy. Zeszłam z łóżka, otwarłam drzwi i wpuściłam gości do środka.
-Jack! Obudziłeś się! –wrzasnęli wszyscy i rzucili się na Andersona.
Ja tylko uśmiechnęłam się i usiadłam na krześle. Wszyscy wypytywali co on sobie zrobił. Kiedy dowiadywali się co, wręcz pękali z gniewu, ale kiedy Jack tłumaczył, że to Thomas mu to zrobił, skakali z radości i mówili, że nie podarują mu tego tak łatwo. Czyli z tego wynika, że w śpiączce słyszy się to, co się dzieje w około. Z resztą Jack jest na tyle mądry, że nigdy by sobie czegoś takiego nie zrobił. Nawet za cenę śmierci. Wszyscy przytulali Andersona i gratulowali wybudzenia się ze śpiączki. W końcu Grace odeszła od reszty ferajny i zwróciła się do mnie:
-Kim?
-Tak? –odwróciłam się w stronę przyjaciółki.
-I jak się całowało z Jack’ iem? –zapytała z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
-Fajnie. Nawet bar.. chwila! –coś sobie uświadomiłam –Skąd Ty wiesz, że się całowaliśmy?
-Wiesz, w drzwiach jest szyba. Wszystko da się przez nią zobaczyć.
-Czyli jesteś zła?
-Zła? Za co? Jestem strasznie happy! Bo w końcu na powrót jesteście parą, a na tym mi zależało! Pomyśl! Będziemy chodzić na potrójne randki, będziemy.. –przerwałam jej wywód.
-Jak to potrójne?
-No ja i Jerry. Ty i Jack. Milton i Julie –powiedziała wesoło Grace.
-Z Miltonem i Julie chyba przesadziłaś. Oni chodzą tylko na jakieś zdrowe żarcie i tylko we dwoje. To by nie wypaliło –uśmiechnęłam się uroczo.
-Może masz rację.. To pójdziemy na podwójną randkę. I wiesz kiedy? Jak tylko nagramy płytę. Ok?
-Ok –przytuliłam przyjaciółkę.
Wszyscy stanęliśmy w rządku, obejmując rękami najwięcej osób, jak tylko mogliśmy. Patrzyliśmy na Jack’ a, a ja uśmiechałam się i zerkałam na niego maślanymi oczami. On się tylko uśmiechał. Mieliśmy ten fart, że Rudy słyszał jak Jack mówił o tym, że Thomas go tak załatwił. Zadzwonił na policję i już go szukają, a ze mieszka w naszym hotelu, to ‘no problemo’. Zadzwonił mój telefon. Odebrałam:
-Halo?
-Cześć kim. Tu Rudy. Posłuchaj. Musicie jak najszybciej wypisać Jack’ a ze szpitala i jedźcie do sądu. Policja zabrała Thomas’ a i za godzinę ma się rozpocząć rozprawa, więc Jack musi tam być. Jest powołany na pokrzywdzonego.
-A my?
-A my na świadków. Znaczy tylko Ty, bo tylko Ty słyszałaś Mosse’ a w Sali Jack’ a.
-Ok. Pa.
-Pa.
Powiedziałam wszystko przyjaciołom. Jak się zerwali i wybiegli z Sali, to tylko wiatr było czuć. Wszyscy polecieli wypisać jack’ a ze szpitala, a my, korzystając z chwili we dwoje, zaczęliśmy się całować.
Na dzisiaj tyle. Jak się podoba? Mam nadzieję, że chociaż troszeczkę akcji tu jest. Ja tam nie wiem. Do soboty(bo w tedy będzie next rozdział).
Dobranoc.
Julia Howard<33
Rozdział boski..! Już czekam na new..;D
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo<333
UsuńNew w sobotę :D
Cu-do-wny
OdpowiedzUsuńAle jestem happy że znowu jest kick !
Któy to już raz ?! :D
Czekam z niecierpliwością na next!♥
To już chyba 5 raz ;)
UsuńNext w sobotę<333
Jest po prostu boski!!
OdpowiedzUsuńI widzisz dużoo osób Cię czyta a nie tylko ja!!!
Rozdziała jest jaszcze raz boski jesteś nieziemska!!
Czekam na nexta:***
Masz racje. Trzeba Ci wierzyć ;)
UsuńNext w sobotę;***
Jak zwykle świetny rozdział ! Po prostu boski czekam na next :)
OdpowiedzUsuńDomi :D
OoO dziękuję Domi!
UsuńNext w sobotę<333
Rozdział fantastyczny;***
OdpowiedzUsuńCzekam na next<33
Dziękuję<33
UsuńNowy dziś;***