czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 54(To chyba nasz rekord!..)

Kiedy odsunęłam się od Andersona, miałam zamiar wstać, kiedy Jack pociągnął mnie za bluzkę. Czyli on się wybudził! Jakie szczęście! Na powrót usiadłam na łóżku. Przyglądałam się Jack’ owi z taką dociekliwością, jak jeszcze nigdy. Liczyłam na to, że chłopak otworzy oczy, powie coś do mnie, a potem mnie przytuli. Brakował mi tego, po za tym chciałam mieć pewność, ze Jack na 100% się wybudził. Czekałam chwilę, ale brunet ani drgnął. Sam fakt, że pociągnął mnie za bluzkę, dowodzi, że nie śpi. Ale ja chcę żeby zrobił coś więcej, a najlepiej, żeby wstał, wyszedł z tej przeklętej Sali i policzył się z Thomas’ em. Mogę mu pomóc. Czekałam jeszcze chwilę, ale Jack leżał jak zabity(mało odpowiedni moment na takie porównanie). Patrzyłam w jego twarz. Nic się nie działo. Ale wszystko mogło się jeszcze stać, więc siedziałam, czekałam, przyglądałam się każdemu ruchowi Jack’ a. Nagle, Jack otworzył oczy. Zamrugał kilka razy i uśmiechnął się słabo. Nic nie powiedział, tylko wykonał dłonią ruch, mówiący żebym się do niego przysunęła. Tak też zrobiłam. Jack podniósł lekko głowę i pocałował mnie, a ja, oddałam mu pocałunek. Całowaliśmy się tak, bez krępacji, bo w końcu, sala była zamknięta na klucz. Jack siadł na łóżku. Tak było łatwiej się całować. Objął mnie w talii, a ja oplotłam ręce wokół jego szyi, bawiąc się jego włosami. Jack lekko się uśmiechał z czego mogłam wywnioskować, że mu to pasuje. Ja też nie miałam nic przeciwko. Teraz, nawet bez pytania, wiedziałam, że na powrót jesteśmy parą. Pasujemy do siebie i co tu zrobić. Kok, którego zrobiłam rano, rozplątał się, kiedy wybiegałam z autobusu. Teraz Jack bawił się kosmykiem moich włosów. On zawsze to robi. Minęło 10, 15, 20 minut, a my nie przestawaliśmy się całować. To chyba nasz rekord! Minęło kolejne 5 minut, 10 minut, 15 minut i ktoś zapukał do drzwi Sali. Momentalnie się od siebie oderwaliśmy. Zeszłam z łóżka, otwarłam drzwi i wpuściłam gości do środka.
-Jack! Obudziłeś się! –wrzasnęli wszyscy i rzucili się na Andersona.
Ja tylko uśmiechnęłam się i usiadłam na krześle. Wszyscy wypytywali co on sobie zrobił. Kiedy dowiadywali się co, wręcz pękali z gniewu, ale kiedy Jack tłumaczył, że to Thomas mu to zrobił, skakali z radości i mówili, że nie podarują mu tego tak łatwo. Czyli z tego wynika, że w śpiączce słyszy się to, co się dzieje w około. Z resztą Jack jest na tyle mądry, że nigdy by sobie czegoś takiego nie zrobił. Nawet za cenę śmierci. Wszyscy przytulali Andersona i gratulowali wybudzenia się ze śpiączki. W końcu Grace odeszła od reszty ferajny i zwróciła się do mnie:
-Kim?
-Tak? –odwróciłam się w stronę przyjaciółki.
-I jak się całowało z Jack’ iem? –zapytała z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
-Fajnie. Nawet bar.. chwila! –coś sobie uświadomiłam –Skąd Ty wiesz, że się całowaliśmy?
-Wiesz, w drzwiach jest szyba. Wszystko da się przez nią zobaczyć.
-Czyli jesteś zła?
-Zła? Za co? Jestem strasznie happy! Bo w końcu na powrót jesteście parą, a na tym mi zależało! Pomyśl! Będziemy chodzić na potrójne randki, będziemy.. –przerwałam jej wywód.
-Jak to potrójne?
-No ja i Jerry. Ty i Jack. Milton i Julie –powiedziała wesoło Grace.
-Z Miltonem i Julie chyba przesadziłaś. Oni chodzą tylko na jakieś zdrowe żarcie i tylko we dwoje. To by nie wypaliło –uśmiechnęłam się uroczo.
-Może masz rację.. To pójdziemy na podwójną randkę. I wiesz kiedy? Jak tylko nagramy płytę. Ok?
-Ok –przytuliłam przyjaciółkę.
Wszyscy stanęliśmy w rządku, obejmując rękami najwięcej osób, jak tylko mogliśmy. Patrzyliśmy na Jack’ a, a ja uśmiechałam się i zerkałam na niego maślanymi oczami. On się tylko uśmiechał. Mieliśmy ten fart, że Rudy słyszał jak Jack mówił o tym, że Thomas go tak załatwił. Zadzwonił na policję i już go szukają, a ze mieszka w naszym hotelu, to ‘no problemo’. Zadzwonił mój telefon. Odebrałam:
-Halo?
-Cześć kim. Tu Rudy. Posłuchaj. Musicie jak najszybciej wypisać Jack’ a ze szpitala i jedźcie do sądu. Policja zabrała Thomas’ a i za godzinę ma się rozpocząć rozprawa, więc Jack musi tam być. Jest powołany na pokrzywdzonego.
-A my?
-A my na świadków. Znaczy tylko Ty, bo tylko Ty słyszałaś Mosse’ a w Sali Jack’ a.
-Ok. Pa.
-Pa.
Powiedziałam wszystko przyjaciołom. Jak się zerwali i wybiegli z Sali, to tylko wiatr było czuć. Wszyscy polecieli wypisać jack’ a ze szpitala, a my, korzystając z chwili we dwoje, zaczęliśmy się całować.

Na dzisiaj tyle. Jak się podoba? Mam nadzieję, że chociaż troszeczkę akcji tu jest. Ja tam nie wiem. Do soboty(bo w tedy będzie next rozdział).
Dobranoc.
Julia Howard<33

10 komentarzy:

  1. Rozdział boski..! Już czekam na new..;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cu-do-wny
    Ale jestem happy że znowu jest kick !
    Któy to już raz ?! :D
    Czekam z niecierpliwością na next!♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest po prostu boski!!
    I widzisz dużoo osób Cię czyta a nie tylko ja!!!
    Rozdziała jest jaszcze raz boski jesteś nieziemska!!
    Czekam na nexta:***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje. Trzeba Ci wierzyć ;)
      Next w sobotę;***

      Usuń
  4. Jak zwykle świetny rozdział ! Po prostu boski czekam na next :)
    Domi :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział fantastyczny;***
    Czekam na next<33

    OdpowiedzUsuń