wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 52(Das mi autoglaf?..)

-Znasz –zapewniał mnie –Jestem.. Synem producenta muzycznego u którego nagrywaliście piosenkę.
-Ale czemu mnie przytulasz?
-Taki odruch. Czasem tak mam.
-To dziwnie masz. No co chcesz, bo spieszy nam się na obiad?
-Mam dla Was demo.
-A po co nam demo? –do rozmowy wtrącił się Jack.
-Tata kazał mi to Wam dać. Macie to przesłuchać i jeśli uznacie, że jest ok, to tata nagra z Wami jeszcze 4 piosenki i wydacie płytę –powiedział blondyn.
-Fajnie. A nie mógł tego dać na MP 4? –zaśmiałam się oglądając płytę.
-Ok. Macie się zadeklarować to wieczora. Tu macie numer tata –chłopak podał nam karteczkę z numerem telefonu –Zadzwońcie po 19. W tedy tata jest w domu.
Chłopak odszedł w przeciwną stronę niż my. Poszliśmy do hotelu, który było już widać. Schowałam płytę do torebki.
~Oczami narratora~
Grupa przyjaciół przemierzała park z uśmiechem wymalowanym na twarzach. Co chwila ktoś prosił ich o autograf, czy zdjęcie. Oznaczało to, bezwarunkowo, że stają się rozpoznawalni i sławni. Wielki złoto – srebrny hotel było widać coraz lepiej, co oznaczało, że ‘gwiazdy’ po woli dochodzą do punktu kulminacyjnego. W pewnym momencie, do bohaterów naszego opowiadania, podbiegła mała dziewczynka. Była blondynką o brązowych oczach, lekko zarumienionych policzkach i roześmianej buzi. Blond włoski z grzywki wpadał jej do oczek.
-Mamusiu, mamusiu! To jest Kim Clowford! –zasepleniła głośno odwracając na chwilę oczka w stronę mamy.
Kimberly posłała przyjaciołom miły uśmiech. Bardzo lubiła małe dzieci, a mała dziewczynka wywarła na niej niezwykłe wrażenie. Na oko miała gdzieś 2 lata, a rozpoznawała już Kim. Zwykłą Kim, która tylko zaśpiewała jeden koncert i nagrała piosenkę, ale o tym jeszcze nikt nie wie. Za chwilę do grupy przyszłych gwiazd podeszła mama dziewczynki.
-Dzień dobry. Przepraszam za zamieszanie, ale moja córeczka jest pani fanką –oznajmiła kobieta.
-Das mi autoglaf? –poprosiła mała dziewczynka podając blondynce kartkę i długopis.
-Jasne maleńka. Jak masz na imię? –zapytała Crowford.
-Mili –powiedziała mała dziewczynka wkładając rączkę do buzi,
-To jest Miley, ale wszyscy mówią do niej Mili –wyjaśniła mama Mili.
-Dobrze  -Kim uśmiechnęła się ciepło i zapisała coś na kartce.
-Bardzo dziękuję. Mili, podziękuj pani –nakazała mama.
-Prose –widać było, że mała myli stwierdzenia, jednak Kim to nie przeszkadzał, wręcz odwrotnie –dla niej to było urocze.
Dziewczynka przytuliła Crowford i chwytając mamę za rękę odeszła w stronę parku. Przyjaciele z powrotem ruszyli w drogę do hotelu. Nie uszli jednak 10 metrów, a już kolejny chłopiec podbiegł do paczki przyjaciół.
-Tato, tato! To jest Jack Anderson! –darł się w niebogłosy.
-Co ty ni powiesz –Jack uśmiechnął się uroczo.
Do przyjaciół podszedł tata chłopca.
-Przepraszam za zamieszanie. Ale syn jest pana wielkim fanem. Czy możemy prosić o jedno zdjęcie? –zapytał starszy mężczyzna w średnim wieku, ze znaczącą siwizną na czubku głowy.
-Jasne –powiedział Jack i przycupnął obok chłopca.
 Ojciec zrobił zdjęcie, podziękował i odszedł z chłopcem w stronę uliczki na której było najwięcej lodziarni.
Wasabi Warriors znowu ruszyli w stronę hotelu. Przechodzili właśnie koło sceny na którą zostali wczoraj zaniesieni, kiedy usłyszeli głosy całego tłumu ludzi:
-Chcemy koncertu! Chcemy koncertu!
-Nie możemy! Spóźnimy się na obiad! –krzyknęli jednogłośnie przyjaciele.
-Jedna piosenka! Jedna piosenka! –skandował tłum.
Przyjaciele zebrali się w kółko i zaczęli głosować. Na koniec złożyli ręce i krzyknęli ‘Wasabi!’ jak to mieli w zwyczaju.
-Ok! Jedna piosenka i ani grama więcej! –Kim postawiła warunek.
Tłum zaczął wiwatować na znak zgody. Wchodząc n scenę chłopcy dostali nuty. Dziewczyną też chcieli dać teksty, ale okazało się, że przyjaciółki znają tą piosenkę na pamięć.
-Jest coś czego Wy trzy nie umiecie zaśpiewać? –zapytał Jack nastrajając gitarę.
-Nie –dziewczyny uśmiechnęły się.
Chłopcy zaczęli grać, a dziewczyny śpiewać. Martina Stoessel –En Mi Mundo.
Ahora sabes que
Yo no intiendo lo que pasa
Sin embargo se
Nunca hay tiempo, para nada

Pienso que no me doy cuenta
Y le doy mil y una vueltas
Mis dudas, me casaron
Ya no esperare

Y vuelvo a despertar
En mi mundo
Siendo lo que soy

Y no voy a parar
Ni un segundo
Mi destino es hoy

Y vuelvo a despertar
En mi mundo
Siendo lo que soy

Y no voy a parar
Ni un segundo
Mi destino es hoy

Nada puede pasar
Voy a soltar, todo lo que siento
Todo, todo
Nada puede pasar
Voy a soltar, todo lo que tengo
Nada me detendrá

Ahora ya no se
Lo que siento, va cambiando
Y si el miedo que
Abro puertas, voy girando

Pienso que no me doy cuenta
Y le doy mil y una vueltas
Mis dudas, me casaron
Ya no esperare

Y vuelvo a despertar
En mi mundo
Siendo lo que soy

Y no voy a parar
Ni un segundo
Mi destino es hoy

Y vuelvo a despertar
En mi mundo
Siendo lo que soy

Y no voy a parar
Ni un segundo
Mi destino es hoy

Y vuelvo a despertar...
En mi mundo
Siendo lo que soy

Y no voy a parar (No quiero parar)
Ni un segundo (No voy a parar...)
Mi destino es hoy (No, no, no)

Y vuelvo a despertar (No voy a parar)
En mi mundo (No quiero parar...)
Siendo lo que soy (No, no, no quiero parar...)

Y no voy a parar (No, no, no quiero parar)
Ni un segundo (No voy a parar...)
Mi destino es hoy (No...!)

Nada puede pasar
Voy a soltar, todo lo que siento
Todo, todo
Nada puede pasar
Voy a soltar, todo lo que tengo
Nada me detendrá.
Kiedy skończyli ukłonili się i zeszli ze sceny. Grace spojrzała na zegarek.
-Ej! Jest już późno! Rudy nas żywcem zabije jak nas nie będzie na obiedzie! –krzyczała w niebogłosy Quesher.
-Kochany Was, na razie! –krzyknęła Julie.
Przyjaciele pobiegli do hotelu, tak szybko, że tylko wiatr dawał znać, że tędy przechodzili.
~Oczami Kim~
Wparowaliśmy do holu. Pobiegliśmy korytarzem do jadalni. Ledwo co nie poprzewracaliśmy się na siebie skręcając do jadalni. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami wejściowymi do Sali w której spożywaliśmy posiłki.  My, jako dziewczyny, poprawiłyśmy włosy, a chłopaki stali zniecierpliwieni i czekali, aż się uwiniemy ze, według nich, ‘zbędną robotą’. Kiedy już skończyłyśmy weszliśmy na stołówkę i zobaczyłam stolik, przy którym siedział Eddie z.. ręką w gipsie.
-Emm.. Co Ci się stało Eddie? –spytał Jack siadając przy stole.
- No cóż.. Rudy uznał, że złamałem rękę i wezwał karetkę. Kiedy sanitariusz zaczął mi nastawiać rękę, złamał mi ją. I teraz nie mogę brać udziału w turnieju –Eddie cały czas machał gipsem na prawo i lewo.
-Eee tam. Zawodowy gips. Jak walniesz tym Thomasa to się nie podniesie –uśmiechnęłam się.
-Rudy zabronił mi. Nie chcę go wkurzać, bo jeszcze się wygadam. A tak w ogóle jak tam u Was?
-Mamy demówkę. Mamy ją przesłuchać i wieczorem dać znać co myślimy o piosence –wyjaśnił Milton.
-Aha. Ok. Rudy idzie! Gęby na kłódkę! –rozkazał Eddie.
Wywołaliśmy na twarzach sztuczne uśmiechy i było git. Rudy siadając rzucił tylko krótkie: ‘Heja’. Za chwilę kelner przyniósł nam na obiad naleśniki z serem. W między czasie puścił do mnie oczko, ale mnie to nie wzruszyło. Jestem w końcu nieugięta. No daję się tylko jednej osobie. Jackowi. Tylko jemu ulegam. Działa na mnie jakoś..dziwnie..jak narkotyk. Ale wracając do sytuacji. Pokazałam tylko kelnerowi język i odszedł speszony. Pewnie dziewczyny rzadko mu odmawiają. Cóż. Ja jestem inna. Zajęliśmy się jedzeniem obiadu.
***
Wszyscy leżeli na moim łóżku, tak, że w rezultacie ja musiałam leżeć na dywanie. Przesłuchiwaliśmy to demo, które dał nam Clave. Wypadliśmy całkiem, całkiem.
-To co? Jakieś wąty? –zapytałam wkładając płytę z powrotem do opakowania.
-Jest git! –powiedzieli wszyscy równocześnie.
-Skoro tak to dzwonimy do Clave’ a i mówimy, ze nagrywamy dalej i wydajemy płytę –wykręciłam numer telefonu producenta.
Mężczyzna bardzo się ucieszył, gdy usłyszał, ze zgadzamy się nagrać płytę. Był tylko jeden problem. Mianowicie? Turniej. Ale on jest w sobotę, no to płytę nagramy w poniedziałek. Ale byłe jeszcze jeden problem. Mianowicie..

Rozdział z dedykacją dla kochanej, niezastąpionej koleżanki Domi. Już ja się postaram żebyś Ty miała bloga. Mogę Ci go osobiście założyć, ale będziesz go (kiedyś) miała! A tak na marginesie jak się podoba?
W następnym będzie dużo akcji, a pod koniec złączę..
Julia Howard<33 – Julia Fearless<33

8 komentarzy:

  1. Rozdział WSPANIŁY...!!
    Jest po prostu świetny..!!
    Uwielbiam tego bloga..<3333
    Jest niesamowity a ty..ty masz prawdziwy talent..!!
    Kocham tego bloga i Ciebie też...<3
    CZekam na następne rozdziały..!!!!!
    ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
    ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
    Zapraszam na mowy rozdział do mnie : lovestoryjackandkim.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napewno wpadnę!
      Nawet nie wiesz jak mi wejoło po przeczytaniu Twojego koma!<33

      Usuń
  2. Super rozdział!!
    I wygląd bloga jest extra!!
    Czekam na nexta:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział po prostu BOSKI *.* na serio masz talent i bardzo dziękuje za dedykację kochana :) i oczywiście czekam na następny :D
    Domi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o,dziękuję kochana!
      Nie ma za co dziękować.
      Następny może jeszcze dziś,ale mam taką blokadę w pisaniu,że szok!
      Żadko taką mam.W ogóle żadko mam blokadę.
      <33

      Usuń
  4. Cudny
    Pożycz mi trochę swojego talentu proszę !
    Akurat czytając ten rozdział jadłam naleśniki z serem ;)
    Na kolację;)
    Czekam na next :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe!Ma się to wyczucie :)
      I jak chcesz mój 'talent' to proszę,bierz go.Bo ja właśnie szukam kredytodawcy w dziedzinie 'talentu do pisania'.
      Next dziś<33

      Usuń