sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział 70(Kick to było coś prawdziwego..)

Jerry i Grace śpiewali mój duet! Jerry w ogóle umie śpiewać? Szok! Stałam tak oparta o fotel Grace, przysłuchując się piosence w wykonaniu Gerry (połączenie imion Grace i Jerry). Bardzo dobrze im to wychodziło. Byłam w szoku. Ten duet jest napisany, specjalnie dla mojego i J..kogoś wokalu.  A im to szło jak po maśle.
W końcu skończyli. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić:
-I jak się śpiewa mój duet?
-Fajnie to..Kim?! –zdziwiła się Grace.
-Oł. Kim jest. To ja spadam do Jacka. Pa! –rzucił Martinez i już chciał odejść, gdy popchnęłam go z powrotem na fotel, a sama oparłam się o oparcie fotela Grace.
-Gdzie się wybierasz Martinez? –zapytałam z chytrym uśmieszkiem- Jesteś mi potrzebny. Kim jest Suzanne?
-Suzy? Nie wiem.. –zapiszczał Jerry.
-Wiesz, wiesz.. Sam fakt, że mówisz skrótem jej imię, świadczy o tym, że ja znasz. Kto to? –nie dawałam za wygraną.
-Ok.. Suzy to była Jacka. Zerwał z nią jak wyjeżdżał do Seaford, a teraz.. On wróciła.. Chce znowu być z Jackiem, ale to tylko dla tego, że jest walnięta. Niepotrzebnie zrywałaś z Jackiem, bo on nic złego nie zrobił. To ta idiotka. Zacznij znowu chodzić  z Jackiem, pliss.. –prosił Jerry.
-Po co? –spytałam obojętnie.
-Bo po co ma być Gerry, jak nie ma Kicka? No po co? –dopytywał się Latynos.
-Bo Gerry, to coś prawdziwego. Kick się sobie przejadł i tyle. Grace, powiedz mu.
-Sorki Kim –zaczęła Quesher –Ale Jerry ma racje. Kick to było coś prawdziwego. Nie ma związku, który nie przechodzi załamań. Wzlotów i upadków. Wy jesteście w tym mistrzami. Wierzysz mi?
-Przykro mi, ale nie. Co to za związek, który rozpada się 6 krotnie? To nie związek! –oburzyłam się.
-Pff.. –fuknęła Grace- jak mi nie wierzysz to ja nie wiem co mam zrobić!
-Ja wiem –powiedziałam wesoło-Wrócisz do Seaford, napiszesz maturę, potem zostaniesz sławna, albo pójdziesz do Collage u i przestaniesz..poprawka: przestaniecie paplać o Kicku.
-Nie ma takiej opcji –powiedział Gerry.
-Jeśli chcesz, żebyśmy przestali o tym mówić, to musi Kick. Bez tego –będziemy Ci truli tak cały czas –powiedziała Grace pewnym głosem.
Wzruszyłam tylko ramionami i pokazałam Jerryemu gestem ręki, aby poszedł do Jacka, a sama zajęłam swoje miejsce. Grace ponownie pogrążyła się w czytaniu Igrzysk Śmierci, a ja zaczęłam się nudzić.
Wszyscy w samolocie gadali jak najęci. Nawet Grace, która gadała z Julie, która siedziała obok. Tylko ja siedziałam cicho. Na Jacka i Gerre jestem zła, Julie siedzi za daleko- tak samo jak Milton- a Rudy i Bobby są zajęci spaniem.
I co ja mam zrobić? Wyciągnęłam z bagażu podręcznego iPada i weszłam w Internet. Chwilę serfowałam po różnych stronach o modzie, ale znudziło mi się to. Postanowiłam wejść na facebooka. Wpisałam login i hasło, po czym wyświetliła mi się strona główna. To co zobaczyłam zmroziło mnie. Łzy napłynęły mi do oczu i zaczęły spływać po policzkach.
W jednym poście zamieszczonym przez Suzanne Betrix było napisane:Jakie! Kocham Cię!, a pod tym był komentarz Jacka:A ja ciebie nie! Odczep się ode mnie, bo przez ciebie rozpadł mi się związek!. A pod spodem drugi post, który zamieścił Jack. Napisał w nim wielkimi literami;Kim Crowford! Kocham Cię!, a pod spodem było wielkie, czerwone serce..

I jak się podoba?
Tak zaczynam zawsze xD
Tak czy inaczej to ostatni do środy, bo:
1.Jutro kompletnie nie będę miała czasu na pisanie i musicie to uszanować
2.Od środy zaczyna się majówka i będę miała czas na napisanie rozdziału, czy dwóch
3.Jednak nie myślcie, że całą majówkę przesiedzę przed komputerem- Tak nie zrobię.
Więc do zobaczenia i kocham Was!;***
Julia Howard @.@  

piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział 69(In paradise I..)

-Grace! –krzyknęłam jednocześnie budząc przyjaciółkę.
-Co, co się stało?! –krzyknęła równie głośno rozbudzona Quesher.
-Napisałam piosenkę –powiedziałam już normalnym głosem.
-I po go mnie budzisz..? –Grace zabijała mnie wzrokiem.
-Ta.. Posłuchasz? –uśmiechnęłam się uroczo –temu uśmiechowi nikt się nie oprze.
-Ok.. Śpiewaj. I niech zgadnę: To duet?
-Tak. Słuchaj:
(Girl)
Daydream and say what you think,
It's true that it hurts,
And all I hear.
(Boy)
Do not talk to me and do not listen to me,
Just go away and be happy,
Believe me, it's true.
(Girl)
Why do I keep quiet when all game,
Between us about and understand that,
Everything is as it should be ..

In paradise I (the girl)
And I'm far from here (boy)
Lost for! (Girl)
Lost! (Boy)
Chorus:
(Duet)
In heaven it elsewhere you.
The truth hurts, but it has to be!
What's taken away,
It will be completed.
What's lost,
Discovered!
(Girl)
You fight and lose,
You are angry and bloodthirsty,
But you satisfaction, you know.
(Boy)
I know, but bad to me with this,
I have no desire to tell you,
But I know what I want to say.
(Girl)
The truth and nothing but the truth,
Do not say no, because I know you lie,
I wanna lose me again somewhere.

Against all this (the girl)
Against anything (boy)
Lost for! (Girl)
Lost! (Boy)
Chorus:
(Duet)
In heaven it elsewhere you.
The truth hurts, but it has to be!
What's taken away,
It will be completed.
What's lost,
Discovered!
Lost for! (Girl)
Lost! (Boy)
Found! (Duet)
-To.. Jest.. Boskie! –krzyknęła Grace podskakując w fotelu.
-Dziękuję. Ale to nic takiego.. Jak jestem smutna to zawsze coś pisze. Zazwyczaj mi to dobrze wychodzi, ale ja tam nie wiem.. –speszyłam się.
-Ej, mam pytanko. Dla kogo ten duet? –takiego pytania się po Grace nie spodziewałam.
-Em.. Am.. Pff.. Dla.. Muszę skoczyć do łazienki! –pięknie wybrnęłam z sytuacji.
Poderwałam się z fotela i pobiegłam do łazienki. Po drodze wymieniłam z Jackiem rażące spojrzenia. Weszłam do łazienki i stanęłam przed lustrem. Odkręciłam kurek z zimną wodą i przemyłam twarz. Wytarłam ją w ręcznik i przejrzałam się w lustrze.
Teraz sobie coś przypomniałam. Skoro już jestem pokłócona z Jackiem to pójdzie prościej, niż sądziłam. W końcu on(jako jeszcze mój chłopak) nie powiedział mi o śmierci mamy, Tristana i Suzy. Teraz musi mi się z tego gęsto tłumaczyć.
Poprawiłam włosy i wyszłam z łazienki. Podeszłam do Jacka, który aktualnie gadał z Jerrym. Wiem, ze to nie ładnie przeszkadzać, ale nie jestem już dzieckiem, po za tym to sprawa nie cierpiąca zwłoki.
-Ehem! –zaczęłam.
-Kim. Rozmawiam z Jerrym, możesz chwilę poczekać? –zapytał obojętnie Jack.
-Nie, nie mogę poczekać! Chcę z Toba porozmawiać już! –powiedziałam sucho.
-Oł. Kim robi się zła. To ja spadam. Pójdę pogadać z Grace. Pa! –wypalił Martinez i odszedł.
Usiadłam obok Jacka i zaczęłam obojętnym tonem:
-Czemu nie powiedziałeś mi o wypadku?
-Jakim wypadku? –zdziwił się chłopak.
-Nie wygłupiaj się Jack! Wiem, że wiesz, że ja wiem, o tym o czym mi nie powiedziałeś. Wiesz? –poplątałam się w słowach.
-Ok.. To już nie ma sensu. Racja. Nie powiedziałem Ci. Ale zrobiłem to tylko po to, by Cie chronić –tłumaczył się brunet.
-Czyli chciałeś mnie chronić, okłamując mnie? Myślisz, ze to by przeszło?! –zdenerwowałam się.
-Do tej pory nic nie wiedziałaś. Kto Ci powiedział?
-Kim –odpowiedziałam obojętnie.
-Kim? –chłopak zrobił dziwną minę –Jaka znowu Kim?
-Moje lustrzane odbicie. Co z Ciebie był za chłopak, że nie powiedziałeś mi o śmierci mojej rodziny?!
Krzyknęłam i odeszłam do Grace.
-Dobry! –krzyczał jeszcze za mną Jack, ale ja już go nie słuchałam.
Szłam przez cały samolot. Kiedy w końcu doszłam do mojego siedzenia, zmroziło mnie to co zobaczyłam.

I jak się podoba? Dla mnie obraz nędzy i rozpaczy.
Nowy za 3 komy.
Zamierzam skończyć bloga przy 100 rozdziale.
Co Wy na to?
A potem tutaj założę nową historię Oki?
Papapa;***
Julia Howard ^.^

czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 68(Kim jest Suzanne?..)

-Suzanne? –zapytał zdezorientowany Jack.
Dziewczyna przez chwilę rozglądała się po holu, aż w końcu jej oczy zatrzymały się na moim chłopaku. Pomalowała usta błyszczykiem, poprawiła włosy i ruszyła w stronę Jacka.
-Jackie!!! –zapiszczała na cały hol.
-Eee.. Suzanne? –zadrwił chłopak.
Ja i reszta naszej paczki przyglądaliśmy się całej akcji z niepowtarzalnym wyrazem twarzy. No bo sorry. Wchodzi tu sobie jakaś laska, odstawia się na bóstwoi gada do mojego chłopaka jak do pieska. Teraz Jack i..Suzanne(?) zaczęli się kłócić.
Chwilę się temu przyglądałam, ale zaraz spóźnimy się na samolot. Musiałam coś zrobić. I to zaraz. Podeszłam do Jacka i Suzanne, po czym rozdzieliłam ich i zaczęłam przemowę:
-Słuchaj Suzanne. Nie wiem kim jesteś, że przychodzisz tu z trzema tapetami na twarzy i sądzisz, że mówiąc do MOJEGO chłopaka Jackiecoś zdołasz. Naprawdę nie wiem. Ale wiedz, że zaraz spóźnimy się na samolot i musimy lecieć. Pa! –uśmiechnęłam się sztucznie, chwyciłam Jacka za rękę i wyszliśmy z hotelu.
Wszyscy przyspieszyliśmy kroku. Wsiedliśmy do limuzyny i odjechaliśmy. Za jakieś 15 minut dojechaliśmy na lotnisko. Oddaliśmy nasze bilety do kontroli i wsiedliśmy do samolotu. Usiadłam razem z Jackiem(bo były siedzenia 2 –osobowe). Przytuliłam się do niego i przymknęłam oczy.
-Królewnie chce się spać? –zapytał Jack.
-Troszkę.. Ale najpierw mam pytanko –ocknęłam się.
-Dawaj –powiedział brunet poprawiając się w fotelu.
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić:
-Kim jest Suzanne? Czemu przyjechała do Tokio? I czemu mówi do Ciebie Jackie?
-Cóż.. Suzanne to.. Moja.. Jakby.. –plątał się w słowach.
-Suzanne to Twoja była. Przyjechała by się z Tobą spotkać i Jackie to była Twoja ksywka, jak jeszcze chodziliście? –zapytałam chodź doskonale znałam odpowiedź.
-No wiesz.. –przerwałam Jackowi.
-Anderson! –krzyknęłam.
-Ok., ok.. –zaczął Jack –Tak. Suzanne, a właściwie Suzy to moja była z Paryża. Znaczy, jak mieszkałem w Paryżu.
-Dobra. Wiesz co? Może do Ciebie przyjeżdżać każda Twoja była dziewczyna i może do Ciebie mówić słodkimi skrótami. I może Cię nawet pocałować. Jeśli Ci na tym zależy! –krzyknęłam.
-Kim! Nie przesadzaj! Suzy po prostu tu przyjechała. To wariatka! Nie zwracaj na nią uwagi, tak jak ja to robię! –teraz i Jack się uniósł.
-Ja nie przesadzam! Po prostu mówię co widziałam! Pewnie, gdybym Cię nie widziała, to byś się z nią.. –Jack przerwał mi.
-Chyba nie chcesz mi wmówić, że bym się z nią przespał?!
-Wiesz co? W sumie to mi właśnie o to chodzi!
-Sądzisz, że zrobiłbym to?! Szczególnie z Suzy?!
-Tak! A co? Myślisz, że jak ja należę do nielicznych, to Suzy również?! O nie! Ja sądzę, że z Suzy byś chętnie to zrobił! Prawda?
-Czemu rozpoczynasz ten temat?! Jedna głupia brunetka przyjeżdża do Tokio i jakimś cudem znajduje mnie, a Ty już mówisz co by było gdyby! I to jeszcze TO!
-A co?! Myślisz, że się mylę? Jack, masz 18 lat i wiem, że prędzej czy później do tego dojdzie. I skąd mam mieć pewność, ze nie z Suzy? Skąd mam mieć pewność, że nie chodzisz z nią nadal?!
-Nie ufasz mi?!
-Sama już nie wiem! Może nie powinnam! Może to był jeden wielki błąd?!
-Co było tym błędem?!
-My! Może to się nie klei. Może tam, u góry, jest zapisane inaczej?!
-Jeśli tak. To chyba lepiej, żebyśmy nie byli razem?!
-Może i tak! Z nami koniec! –krzyknęłam zła.
Obróciliśmy się każdy w inną stronę. Skrzyżowałam ręce na piersi. Jack wstał i zamienił się z Grace miejscem. Czyli teraz siedział z Jerrym, a ja z Grace.
-Który to już raz? –zapytała Quesher.
-Szósty! –odpowiedziałam z nutką irytacji w głosie.
Grace już nic nie mówiła, tylko przytuliła mnie i zaczęła czytać książkę. Igrzyska Śmierci część I. Szczerze to nie czytałam, ale słyszałam, że fajne. Tak czy inaczej. Grace pogrążyła się w czytaniu książki, a ja, postanowiłam napisać piosenkę.

Jak się Wam podoba?
Jak dla mnie jest w miarę znośnie.
Kick, rozbił się po raz 6.
Chyba na żadnym blogu, nawet jak rozdziałów jest już ponad 100, Kick nie rozbił się tyle razy co u mnie. Jestem w tym mistrzynią ;)
Tak czy inaczej. Next jutro.
PS. Szukałam tej I części Igrzysk Śmierci i w całym moim mieście nie ma tej książki. Wszystkie są wypożyczone. Nawet II i III część. Z tym, że ja chcę pierwszą.
No nic.
Kocham Was!<333
Julia Howard ^.^

wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział 67(Czemu mi to dajesz?..)

-Mama? –zapytałam zdziwiona.
-Tak. Tata się może pojawiać od tak, a ja nie? –zapytała mama z wyrzutem.
-Nie, nie, nie.. Tylko.. Nie-e.. Sądził…AM, że się pojawisz. To.. Co masz dla mnie? –zapytałam z gigantycznym uśmiechem na twarzy.
Mama przez chwilę patrzyła na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Potem położyła rękę na biodrze i powiedziała:
-Kim, Kim, Kim.. Ty się nigdy nie nauczysz, nie? Ale dobra. Proszę. To dla Ciebie.
Powiedziała i podała mi złotą bransoletkę. Ja, pamiętam, że należała ona do mojej prababci. Mama nigdy nie pozwalała mi nawet przy niej stać, czy oddychać, bo była ona[bransoletka] dla niej bardzo cenna. Odebrałam od mamy prezent.
-Czemu mi to dajesz? Nigdy nie pozwalałaś mi jej nawet dotykać –zdziwiłam się.
-Kim.. Ta bransoletka ma wartość sentymentalną. Zawsze ją nosiłam, a teraz, skoro mnie nie ma, Ty będziesz musiała zatroszczyć się o przyszłość tej bransoletki. Kiedyś, dasz ją Swojej córce, a ona Twojej wnuczce, a ona.. –przerwałam mamie wywód.
-Rozumiem! –uśmiechnęłam się –Naprawdę chcesz mi ją dać? –niedowierzałam.
-Tak. Skoro ja już nie mogę się nią opiekować, Ty musisz to zrobić. Masz już 17 lat. W wakacje skończysz 18. Jesteś wystarczająco duża, by dostać w Swoje ręce, tą cenną rzecz –mama uśmiechnęła się promiennie.
--Dziękuję.. O. Widzę, że znikasz, więc najwyraźniej pora, abym się z Tobą pożegnała –powiedziałam.
-Pa Kim. Pamiętaj Kim, że Cię kocham i że zawsze będę –powiedziała mama.
-Ja Ciebie też kocham mamo –uśmiechnęłam się i mama znikła.
Założyłam bransoletkę na lewą rękę i usiadłam na łóżko. Oparłam się o poduszkę i zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie, co by było, gdybym się pocięła. Podjęłam słuszną decyzję. Ułożyłam się wygodnie na łóżku i przykryła się kołdrą. Leżąc tak myślałam o tym, co stało się chwilę temu. Nie mogło to do mnie dojść.
Ale w końcu to jest życie. Raz jesteś na wozie, raz pod wozem. Tak czy inaczej, Kim Crowford umie sobie ze wszystkim poradzić. Umie podjąć słuszną decyzję. Nie łamie się i jest rozsądna. Czemu ja w ogóle gadam o sobie w trzeciej osobie? Tego nie wiem. Tak czy inaczej.
Po woli zasypiałam. Przyjęłam wygodną pozycję. Zatonęłam w moich myślach i zasnęłam.
Następnego ranka – Sypialnia Kim
-KIM! KIM! KIMMMMMMMMMMM!!! –ktoś darł mi się prosto do ucha.
-Już! Już! Jużżż! –krzyknęłam, otworzyłam oczy i usiadłam na łóżku.
Naokoło mnie stali wszyscy moi przyjaciele, włącznie z Rudym i Bobbym. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Jest 3 nad ranem?! No tak.. Samolot mamy o 4 i musimy jeszcze dojechać n lotnisko, a to nam trochę zajmie. Po za tym, teraz mamy fanów i będzie trudniej z dojazdem.
Ciekawe, jak będzie w Seaford/ Jak mieszkańcy naszego miasta zareagują na, niegdyś zwykłych uczniów Seaford High School, a teraz –wielkie gwiazdy. Boję się tam wracać xD Prawdą jest, że sława jest fajna, ale boli. Nigdy nie wiesz, co Cię może spotkać na koncercie, wywiadzie, czy choćby w parku. Ale wracając. Niechętnie wstałam z łóżka kierując się do łazienki, po drodze zgarniając ciuchy, przygotowane na dziś.
20 minut później
Byłam już potowa. Uczesana, ubrana i gotowa do wyjazdu. Wyszłam z łazienki. W pokoju zastałam moich przyjaciół, siedzących gdzie popadnie, znudzonych i zamyślonych. No może za wyjątkiem Grace i Jeryego, którzy się..fuu.. całowali. Jak ja i Jack to robimy to, to jest urocze. Jak oni to trochę mniej.
Zabraliśmy swoje walizki. Oddaliśmy Rudyemu kluczyki do pokoi i zeszliśmy do holu. Mieliśmy już wychodzić, gdy pojawiła się pewna przeszkoda. W drzwiach głównych stała..

Hejka.
Od razu mówię, że to nie była grupa paparazzi.
Jeśli chcecie nowy rozdział musi być minimum 3 komentarze pod tym rozdziałem.
Jak się podoba?
Jak dla mnie taki średniawy. Zero akcji.
No nic.
Dodaje we wtorek, bo mam czas, a według umowy powinnam dodać dopiero we czwartek. Najwcześniej we czwartek. Więc nie wiem, jak będzie z tym nowym.
To papatki.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 66(Kocham Cię..)

Przysunęłam żyletkę do nadgarstka i.. Od razu ją odsunęłam. Nie mogłam tego zrobić. Nie mogłam. Choćby dla taty. On mnie o to poprosił, nie mogę go zawieść. No i.. Nie mogłam tego zrobić przyjaciołom i.. Jackowi. Ja go kocham. Nie mogłabym odebrać sobie życia i zostawić go tu. Nie teraz. Nie dziś. Wrzuciłam żyletkę do kosza i otworzyłam drzwi do łazienki.
Weszłam do pokoju. Zobaczyłam, że Jack śpi na fotelu. I jak ja mogłam zostawić mojego słodziaka samego? Do końca..w pewnym sensie życia, byłabym dręczona przez wyrzuty sumienia. Usiadłam na łóżku. Popatrzyłam się na Jacka, a potem mój wzrok, skierował się w stronę lustra. Zobaczyłam w nim Kim. Ale nie tą złą. Jakąś inną.
-A Ty, jaka Kim jesteś? –zapytałam bez większych emocji.
-Ja..? A ja. Ja jestem Kim. Po prostu Kim. Jestem..jakby..Twoją duszą –powiedziało moje odbicie.
-Jak to? Wszystkie Kim to moje dusze. Tylko mają poszczególne cechy charakteru –zdziwiłam się.
-No tak. Ale ja jestem Kim, którą Ty jesteś teraz –wyjaśniła Kim.
-Aha.. Czemu się pojawiłaś? Co przeskrobałam? O czymś znowu nie wiem? –wypytywałam moje odbicie z dziwną miną.
-Nie, nie. Wszystko gra. Jestem tu, żeby Ci pogratulować. Stawiłaś czoło pokusie i wygrałaś. Wiesz, że są osoby, na których Ci zależy. I, że są takie osoby, którym na Tobie zależy. I choćby dla tych kilku osób –musisz żyć.
-Tak.. Teraz to wiem.. Ale gdybym mogła ostatni raz, porozmawiać z mamą..byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie. Ale nie mogę.. Rany! Czemu ja do niej nie zadzwoniłam tydzień temu, co?! –karciłam sama siebie.
-To nie Twoja wina. Nie wiedziałaś jak się wszystko potoczy. A! I jeszcze jedno. Chcesz porozmawiać z mamą?
-Najbardziej na świecie! –krzyknęłam wstając z łóżka i na powrót na nim siadając.
Moje odbicie tylko kiwnęło głową na znak zgody. Kim zaczęła dziwnie ruszać rękami i za chwilę w lustrze, zamiast niej, pojawiła się moja mama..
-Witaj Kim –powiedziała ciepło i milutko.
-Mama! Mamo..Eh..Ja..Ja.. –nie mogłam się wysłowić.
-Spokojnie Kim –uspokajała mnie mama –Ja wiem, że to wszystko jest dla Ciebie ciężkie. Nie masz rodziców, ale zobaczysz. Wszystko się ułoży. Będziesz miała szczęśliwą przyszłość. A ja, tata, Tristan i Suzy, będziemy nad Toba czuwać.  Nic złego Ci się nie przytrafi. Ja wiem, że jest to dla Ciebie ciężkie, ale z czasem się z tym oswoisz. Masz przyjaciół, chłopaka.. To wszystko pomoże Ci przetrwać złe dni..
-Tak wiem –uśmiechnęłam się ciepło –Dam sobie jakoś radę, ale.. Mamo jesteś na mnie zła?
-Kim? Ja? Na Ciebie? Nie. Może i chciałaś popełnić największą głupotę świata, ale jestem Twoją matką. Kocham Cię i wierze, że dasz sobie radę sama. Dasz sobie radę?
-Dam mamo. Ehh.. Nawet nie wiesz jak mi Ciebie brakuje!
-Wiem Kim. Duchy wiedzą wszystko. Ale mam do Ciebie jedną prośbę. Lubisz małe dzieci, nie?
-Tak. A co?
-Bo jednym się zaopiekujesz –powiedziała mama i przede mną pojawiła się..

Jak się podoba? Jest krótki, bo mi się pisać nie chce.
Następny.. Z resztą wiecie jak sprawa wygląda.
Tak na marginesie.
W czwartek pisałam test 5 klas z j. polskiego i..
No cóż.. Nie dokończyłam sprawozdania i najprawdopodobniej, mam źle ogłoszenie.
Ale u nas to chyba nie robią tego na ocenę, więc uff..
PS. Głosujcie we wczoraj dodanej ankiecie ;>
Na razie!
Julia Howard ^.^

sobota, 20 kwietnia 2013

Rozdział 65(Pojawił się..)

Otworzyłam oczy i usiadłam na dywanie. Byłam w moim pokoju. Naokoło mnie stał Jack, Jerry, Grace i Julie. Rozejrzałam się dookoła i zapytałam:
-Jak ja się tu znalazłam?
-Cóż.. To całkiem długa historia.. –zaczęła Grace.
-Pozwól, że opowiem w skrócie –zaproponował Jack –No, więc leżałaś tam na dole, a kiedy się obudziłem, zobaczyłem te drzwiczki otwarte. Domyśliłem się, że musiałaś tam wejść i.. –przerwałam chłopakowi.
-A nie mogłeś się domyślić przez te apaszki? –zaśmiałam się.
-No w sumie racja –przyznał mi rację –Tak czy inaczej. Trzeba było zejść do środka i Cię wyciągnąć, więc..
25 minut później
-..I tak znalazłaś się na dywanie w pokoju –zakończył swoją opowieść Jack.
-Jak krótka wersja trwa 25 minut, to ja nie chce słuchać dłuższej –powiedziałam wstając z fotela.
Podeszłam do Jacka i przytuliłam go. On zrobił to samo i staliśmy tak w bezruchu oraz kompletnej ciszy. Ale, jak jest cicho, to zawsze ktoś musi coś powiedzieć. Tym razem byłam to ja.
-Jack..? –zaczęłam.
-Kim..? –uśmiechnął się chłopak.
-Mam do Ciebie prośbę.. –mruczałam dalej.
-Hmm..?
-Nie uznaj mnie nigdy za wróżkę, ok? –poprosiłam.
-Spoko.. –zadziwił się Anderson.
-Wiem. Dziwna prośba. Ale to wszystko przez sen –wyjaśniłam.
-O! To dobrze! Już myślałem, że za mocno uderzyłaś się w głowę i coś Ci się poprzewracało –zaśmiał się chłopak.
-Nie. Jestem jaka byłam –utwierdzałam chłopaka w moich słowach.
Teraz zobaczyłam, że jesteśmy sami. Wszyscy pewnie poszli już spać. W końcu trochę czasu minęło, kiedy zemdlałam i jak Jack opowiadał o tym, jak mnie wyciągnęli z tej dziury.
-Jack.. Słonko..?
-Hmm?
-Może idź już do siebie. Jutro wracamy do Seaford i musisz się wyspać.
-A kto tak powiedział? Nie muszę się wysypiać.
-Jasne.. No dobra, wychodź z tond i idź do siebie spać! –powiedziałam stanowczo.
-Nie! Nie jesteś moja mamą! –droczył się Jack jak małe dziecko.
-A jej się słuchasz? –uśmiechnęłam się.
-Nie.. Ale to nie zmienia faktu, że nigdzie nie idę!
-Jak tam chcesz.
Wyrwałam się z uścisku chłopaka i poszłam do łazienki, zabierając przy okazji piżamę. Jak on się chce tak bawić, to ok. Pobawimy się.
-Jak wyjdę, ma Cię tu nie być –oznajmiłam zamykając się w łazience.
Wzięłam prysznic. Ubrałam się w piżamę i stanęłam przed lustrem.
-Oh.. Znowu Ty? –zapytałam widząc w lustrze złą Kim.
-Tak to ja. Będę się pojawiać, póki czegoś nie zrozumiesz –zaczęło moje złe odbicie.
-Czego nie zrozumiem? –zapytałam czesząc włosy.
-Tego, o czym nie chcą Ci powiedzieć przyjaciele. Nawet Twój chłopak to przed Tobą ukrywa.
-Co? Proszę Cię, nie zmyślaj bzdur, bo Ci się to nie uda. Moi przyjaciele są ze mną w zupełności szczerzy. Mówimy sobie o wszystkim. Nie ma opcji, by mi o czymś nie..
-Czyli wiesz, że Twoi rodzice i siostra nie żyją? –zapytała zła Kim.
-Co?! O czym Ty mówisz?! –wykrzyknęłam na cały głos.
-Tak nie żyją –powtórzyło moje odbicie.
-Jakim cudem? Kiedy wyjeżdżałam z Seaford, wszystko było ok. Co im się stało!
-Mieli wypadek. Twoja siostra była wcześniakiem. Twoi rodzice jechali z nią do szpitala na badania i w tedy.. W tedy zdarzył się ten wypadek..
-Ale jak? Co się konkretnie stało! –krzyczałam ze łzami w oczach.
-Cóż.. Jechali i postanowili, że pojadą autostradą, bo tak będzie szybciej. Twój ta.. Znaczy Tristan jechał bardzo szybko. W pewnym momencie był kawałek przejazdu dla skręcających. Tristan chciał skręcić, jednak za późno się zorientował, że to nie ten zakręt. Zanim zdążył zawrócić, jechał już pod prąd. Wymijał wszystkie auta, z wyjątkiem tego jednego. Uderzył w ogromnego tira i..Na tym skończyło się jego życie. A wraz z jego śmiercią, umarła też Twoja mama i Suzy..
-Co?! Ale ja.. Ja tak nie mogę.. Nie mogę zostać sama..
-Całe życie mieszkałaś sama. Mama zaczęła Cię zostawiać w domu jak miałaś 8 lat. Nawet jak Twój tata zmarł –byłaś sama w domu, a Twoja mama w delegacji.
-Tak, ale to co innego. Ona teraz już nie wróci do domu chodźmy za 5 lat! Tristana też mi trochę żal. Ale najgorsza jest Suzy. Ja jej jeszcze dobrze nie znałam. Urodziła się tydzień przed moim wyjazdem do Japonii i była w szpitalu, bo była wcześniakiem. Nie widziałam jej na oczy. Nic o niej nie wiem. Z wyjątkiem imienia. Co ja mam teraz zrobić?
-Musisz sama podjąć tą decyzję.. –powiedziało moje odbicie i zniknęło.
-Sama muszę podjąć decyzję..
Stałam przez chwilę oparta o ścianę rozmyślając, nad tym, co usłyszałam chwilę temu. Nie mieściło mi się to w głowie. Ale sama muszę teraz podjąć decyzję. I podejmę. Popatrzyłam się na szafkę wiszącą nad umywalką.
-Podjęłam decyzję.. –powiedziałam sama do siebie.
Zamknęłam łazienkę na klucz. Podeszłam do szafki i niepewnym ruchem wyjęłam z niej żyletkę. Wyjęłam ją z opakowania. Popatrzyłam na swój nadgarstek, a potem na swoje odbicie w lustrze. Dlaczego tylko mi przytrafiają się takie rzeczy? Co ja komuś zrobiłam, że życie się teraz na mnie odgrywa? Tego nie wiem. Nagle, przede mną pojawił się.. mój tata..
-Tata? –zapytałam zdziwiona.
-Tak Kim to ja i..I po co Ci to?
-Chcę iść tam, gdzie Ty, mama, Tristan i Suzy.
-Dlaczego? Kim, dlaczego?
-Bo to już nie ma sensu. Po co mam żyć? Dla kogo?
-Dla Twoich przyjaciół, Jacka..
-A co, jeśli on tylko się mną bawi?
-Skąd takie przekonanie? Trochę już chodzicie –tata się uśmiechnął.
-Tak. Ale ja nie mam pewności, czy się zmienił. Zrywaliśmy już pięć razy. Ja nie chce być raniona, tato.
-Kim.. Córeczko, uwierz mi, że z Jackiem będziesz szczęśliwa. Wierzysz mi?
-Jesteś moim tatą, a ojcowie zawsze mają rację –uśmiechnęłam się.
-Kim, obiecaj mi, że nie zrobisz żadnej głupoty. Obiecujesz?
-Eh.. Tak.. Chyba tak..
-Kim?
-Obiecuje, obiecuje! –zaśmiałam się i tata zaczął znikać.
-Pa, pa Kim! –pożegnał się.
-Ale tato. Muszę Cię o coś zapytać!
-Wybacz Kim, ale skończyły mi się minuty. Pokarzę Ci się w snach. W tedy pogadamy. Pa!
-Cześć. Kocham Cię tato..
Zaczęłam płakać. Może faktycznie mam dla kogo żyć(?) Tego nie wiem. I o jakie minuty tacie chodziło? Nieważne. Ale ja podjęłam decyzję. Przysunęłam żyletkę do nadgarstka i..

Cześć! Jak tam u Was..? U mnie szaro, buro, popielato.
Rozdział jak dla mnie smutny i dla tego drętwy.
A teraz słuchajcie:
Jeżeli pod tym rozdziałem nie będzie minimum 4 komentarzy(każdy od innej osoby) to na tym rozdziale kończę bloga. Chcę po prostu wiedzieć, ze piszę dla kogoś, a nie dla powietrza.
Z góry dziękuję.
PS. Komentarze mogą dodawać także Anonimki i proszę by to robiły.
Na drugim blogu, nadal dodaje posty. Nie zawiesiłam go i proszę o komentarze również tam.
Kocham Was!
Julia Howard ^.^