piątek, 3 maja 2013

Rozdział 73(Słownik Hiszpańsko – Polski..)KONIEC ;*

Zamknęłam pamiętnik i schowałam go pod poduszkę. Do pokoju weszła zadowolona Grace. Popatrzyłam na nią pytającym wzrokiem, a ona usiadła na łóżku, ujęła moją dłoń i zaczęła mówić:
-Kim, obiecaj mi jedno..
-Tak..? –spytałam niepewnie.
-Obiecaj..Że będę Twoją druhną! –wykrzyknęła Quesher.
Popatrzyłam na brunetkę ze zdziwieniem. Czyli w moim domu, informacje rozchodzą się z zawrotnym tempem. Najwyraźniej tak, bo Jack oświadczał mi się jakieś 10 minut temu. Trudno jest mi teraz powiedzieć, czy będę mogła wziąć Grace na druhnę, czy też nie.
Czemu? Prosta sprawa. Znam zamiary Jerryego i obawiam się, czy w dniu naszego ślubu[mojego i Jacka] Grace, będzie jeszcze panną. Ale mogę się o to zatroszczyć, więc w sumie –nie ma się o co martwić.
-Jasne. Obiecuje. Ale..Kto Ci to powiedział? –zapytałam przytulając przyjaciółkę.
-Jack.. –powiedziała Grace prawie niesłyszalnie.
-Jack –powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
Puściłam Grace i wstałam z łóżka, podchodząc do drzwi. Rzuciłam brunetce miły, sztuczny uśmiech i zamknęłam drzwi. Zbiegłam na dół w poszukiwaniu winowajcy. Którym jest mój przyszły mąż..Mniejsza o to!
Szukałam Jacka chyba po całym domu: najpierw poszłam do jego pokoju, potem do pokoju Jerryego, potem do łazienki(na górze i na dole), do salonu, jadalni i na ogród. Do Sali do karate i do piwnicy, która aktualnie robiła za sale muzyczną do prób. Potem poszłam do garderoby, garażu i do pokoju zabaw.
Jacka nigdzie nie było. Normalnie wziął i zniknął! Ale..Jest jeszcze jedno miejsce gdzie mnie nie było. Tym miejscem jest kuchnia. Poszłam do niej i co widzę? Nic. Tak Jacka też nie było! Był tylko Jerry, który siłował się z słoikiem marmolady porzeczkowej. Podeszłam do Latynosa i zabrałam od niego słoik. Podważyłam pokrywkę nożem i otwarłam przeciwnika Martineza.
-No..Poluzowałem trochę go..Sama wiesz.. –jąkał się Jerry.
-Jasne Jerry. Przyjmijmy, że to Twoja zasługa. A teraz moje pytanie –powiedziałam opierając się o blat kuchenny.
-Hmm..? –zapytał Latynos siłując się dla odmiany, z domkiem dla chleba.
-Daj to! –powiedziałam i otworzyłam mieszkanko chleba –Moje pytanie brzmi: Gdzie jest Jack?
-Jack..? Jaki Jack..? –piszczał Jerry.
-A ilu Jacków znasz? –spytałam przenikliwie.
- No puedo hablar con Kim. Tengo pan en la boca –Jerry powiedział coś tam po Hiszpańsku.
-Jerry! –wydarłam się na pół domu.
-Ok., ok.. –poddał się Latynos –Jack jest.. Se encaraga de la cocina, decoración y musica para su boda.
-Dobra.. –mruknęłam -Znajdę słownik i Ci odpowiem.
Wyszłam z kuchni i skierowałam się do biblioteczki. Tam jakiś słownik się znajdzie. Tylko czy ja mam słownik Angielsko – Hiszpański? Sie okaże. Patrzyłam po wszystkich półkach, wszystkich książkach, aż w końcu znalazłam. Słownik Hiszpańsko – Polski. Ale znalazłam też Polsko – Angielski. Jakoś to będzie.
Usiadłam na kanapie w salonie i wyszukałam wszystkie słowa które powiedział Jerry, spisałam je po Polsku po kolei tworząc zdanie, potem przełożyłam te wyrazy na Angielski i w końcu zrozumiałam o co Jerry’emu chodziło.
Jack jest taki kochany. Ale i tak go opiepsze za wygadanie się Grace. I Jerry’emu też! Ale mu się dostanie. Weszłam z powrotem do kuchni, z kartką w dłoni.
-Jerry! –zaczęłam na co Latynos się odwrócił –Już wiem co powiedziałeś. Ale skąd Ty o tym wiesz?
-Jak to z kąt? –zdziwił się chłopak –Od Grace. A co?
-W tym domu informacje szybko się rozchodzą –mruknęłam zła –Wiesz co ja musiałam przejść, żeby zrozumieć to, co do mnie powiedziałeś? Dwa słowniki przestudiowałam i paznokcie sobie zniszczyłam!
-Ale zdajesz sobie sprawę, że masz tłumacz w iPhonie, iPadzie i laptopie, nie? –teraz Jerry był bardziej rozbawiony, niż przestraszony.
-Tak wiem! –powiedziałam przez zaciśnięte zęby –Idę po Jacka. Gdzie on jest?
-Powiedziałem Ci przecież wszystko –Jerry chciał się wymigać i wyjść z kuchni, ale mu nie pozwoliłam.
-Ja wiem co robi, ale gdzie on jest?! –powiedziałam jeszcze bardziej oschle niż wcześniej.
-Na pewno nie powiem Ci, że jest w parku i gada z Londynem w ‘tej’ sprawie i nie powiem Ci też, że Milton i Julie mu pomagają –i Jerry po raz kolejny się wygadał.
-Dzięki Jerry! Jesteś kochany! –uśmiechnęłam się i cmoknęłam przyjaciela w policzek.
-O, serio Jerry, serio?! –krzyknął Latynos i wrócił do przerwanej czynności –siłowania się z pudełkiem masła.
Założyłam płaszcz i wyszłam z domu. Tylko jest jeszcze pytanie do którego Jack parku poszedł? Południowego, północnego, wschodniego czy zachodniego? Oh, czemu w Seaford muszą być aż 4 parki?! Po co to komu? I tak wszyscy siedzą w północnym!
Właśnie.. Jak wszyscy siedzą w północnym, to Jack, Milton i Julie są w którymś, z tych trzech pozostałych. Pewnie chcieli mieć ciszę i spokój. Tylko, że teraz są sławni, to kto tu mówi o spokoju. Ale, może czymś fanów zajęli? Nadzieja zawsze umiera ostatnia. A właśnie mnie, zaczynają okrążać tłumy fotoreporterów. Aaaa!!!
Wszyscy chcieli, bym coś zaśpiewała. Miałam wybór? Musiałam spełnić ich prośbę. Zaśpiewałam kawałek piosenki i dali mi spokój. Czyli cuda się zdarzają! Ale dobra. Skupiam się. Skąd mam wiedzieć w którym parku jest mój kochany winowajca? Nie mam czasu chodzić po wszystkich po kolei i ich szukać. Mam! Julie dostała ode mnie na 19 urodziny kolczyki z GPS -em! Ale ich dzisiaj nie założyła..
Już wiem! Jack dostał ode mnie kiedyś taką czarną bransoletkę, którą zawsze nosi. Paciorki tej bransoletki wysyłają fale namierzające tego kto ja nosi na mój telefon. Spytacie po co mu ją dałam jak się jeszcze przyjaźniliśmy? Nie wiedziałam, że ma takie właściwości. Chciałam mu po prostu dać prezent, dopiero potem doczytałam co to robi.
Wyjęłam komórkę z kieszeni i weszłam w tą kosmiczną aplikację. Okazało się, że Jack jest we wschodnim parku. Nawet wiedziałam, ze tak trochę w głębi i razem z Miltonem i Julie siedzi pod drzewem. Ruszyłam szybkim krokiem w stronę parku wschodniego. Już za chwilę zobaczyłam jak mój winowajca wraca z przyjaciółmi do domu. Schowałam się za drzewem, a gdy przyjaciele wychodzili z parku skoczyłam na Jacka, przez co spadł na ziemię.
-Kim, co Ty robisz? –spytał zdziwiony.
-Skacze na paplę –powiedziałam słodko –Wygadałeś się Grace, Miltonowi, Julie i Jerry’emu.
-Ja..? –zapiszczał –Nic nie powiedziałem –kłamał.
-Jack..? –popatrzyłam na chłopaka przenikliwie.
-Nie pamiętam nic takiego –powiedział już zwyczajnie.
-To może ja Ci rozjaśnię nieco pamięć? –spytałam i pocałowałam chłopaka.
On oddał mi go 2 razy mocniej. Po chwili oderwaliśmy się od siebie, a ja ponownie zapytałam:
-Czemu się wygadałeś, paplo?
-Dobra.. Komuś musiałem powiedzieć.
-I postanowiłeś powiedzieć wszystkim?
-Tak.. Jesteś bardzo zła? –spytał chłopak wstając.
-Nie jestem zła. Grace chce być druhną –oznajmiłam.
-A Jerry świadkiem –powiedział chłopak i ruszyliśmy za Miltonem i Julie w stronę domu.
-I mamy komplet! –uśmiechnęłam się.
1 czerwiec – Seaford High School
Dzisiaj nasz ostatni dzień w Seaford. Całą noc się pakowaliśmy i jestem teraz wykończona. Ale cóż.. Szliśmy korytarzem, schodami i drugim korytarzem na taki specjalny balkon, gdzie mieliśmy śpiewać. Na dole miała stać ‘publika’. Byłam całkiem nieźle ubrana. Podobnie jak Grace i Julie. Wiedzieliśmy co zaśpiewamy i w ogóle wszystko było zaplanowane. Weszliśmy na balkon przy okazji rozdając autografy.
-Kochani! –zaczęła Grace do mikrofonu –To nasz ostatni dzień tutaj! Naszą nową piosenkę, dedykujemy całemu Seaford!
-Tak! –wtrąciłam się –Mamy nadzieję, ze Wam się spodoba! Zaczynamy!
Powiedziałam i chłopcy zaczęli grać, a my śpiewać:
I call you up when I know he’s at home,
I jump out of my skin when he picks up the phone
What can I tell if he’s looking at me?
Should I give him a smile?
Should I get up and leave?
I know it’s strange, I don’t what I’m thinking
But is it wrong if I see him this weekend
I really hope I can get him alone
I just don’t, don’t want her to know

[Chorus]
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
Yeeeeaaah
A punk rock drummer and he’s 6 foot 3
I don’t want to, but I want to,
Cause I just can’t get you out of mind!
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother

I kinda think that I might be his type
Because if you’re not around, And i'm acting to shy
Sometimes I feel like he might make a move
Is this all in my head?
I don’t know what to do
I know it’s strange, I don’t know what he’s thinking
But is it wrong if I see him this weekend
I really hope I can get him alone
I just don’t, don’t want her to know

[Chorus]
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
Yeeeeaaah
A punk rock drummer and he’s 6 foot 3
I don’t want to, but I want to,
Cause I just can’t get you out of mind!
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother

Cause he’s such a dream
Yeah
And you know what I mean
If you weren't related
Podczas naszego koncertu zaczął lać deszcz. I co my mieliśmy zrobić?
-Przerywamy..? –spytała smutno Grace.
-Czy chcesz śpiewać dalej? –spytał Jerry jak na dobrego przyjaciela przystało.
Ja tylko się uśmiechnęłam, co było wystarczającą odpowiedzia. Chłopcy znowu zaczęli grać, a my powróciłyśmy do śpiewania:

[Chorus]
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
Yeeeeaaah
A punk rock drummer and he’s 6 foot 3
I don’t want to, but I want to
Cause I just can’t get you out of mind and..
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother
Po tym koncercie byliśmy cali mokrzy. Wszyscy byli mokrzy, bo nikt nie przypuszczał, ze zacznie padać. Ale najważniejsze jest to, ze dobrze się bawiliśmy, a mieszkańcy Seaford zapamiętają nas na zawsze. Mimo, iż wyjeżdżamy.
25.05.2013 – sobota – ślub Kicka
-Czy Ty, Kimberly Crowford, bierzesz sobie Jacka Andersona za męża. Obiecujesz go kochać, póki śmierć Was nie rozłączy? –spytał ksiądz udzielający nam ślubu.
-Tak –powiedziałam, a Jack uśmiechnął się zwycięsko.
-A czy Ty, Jacku Andersonie, bierzesz sobie Kimberly Crowford za żonę. Obiecujesz ją kochać, póki śmierć Was nie rozłączy? –spytał po raz kolejny ksiądz.
-Tak –odpowiedział Jack i teraz to ja się zaśmiałam.
Grace i Julie ryczały za mną[bo były druhnami]. Milton i Jerry cieszyli się jak głupi do sera. A Rudy i Bobby.. też się popłakali. Jeśli chodzi o rodziców Jacka, to chyba nigdy nie przypuszczali, że zobaczą swojego syna na ślubnym kobiercu ze mną. Sama w to nie wierzyłam.
-Ogłaszam Was mężem i żoną. Możecie się, pocałować –zakończył ksiądz.
Jack podszedł pół kroku do mnie, a ja pół kroku do niego. Objął mnie w talii, a ja oplotłam ręce w Okół jego szyi i uśmiechnęłam się.
-Zawsze wiedziałem, ze Ci się podobam –powiedział z uśmieszkiem.
-Co Ty nie powiesz? Może jednak nie. Może było inaczej? –stuknęliśmy się czołami.
-Nie wydaje mi się –szepnął i wpił mi się w usta.
Ja oddałam mu pocałunek. Całowaliśmy się tak z 10 minut po czym ksiądz musiał nas rozdzielić. Odwróciliśmy się do publiki. Uśmiechnęłam się, a Grace i Julie rzuciły mi się na szyje rycząc. Natomiast Jerry, Milton, Rudy i Bobby podbiegli do Jacka i zaczęli mu gratulować. Wspomniałam, ze ślub był na polu? Nie. To wspominam. W Londynie jest boska pogoda, to po co się kisić w budynku?
17.08.2030
~Oczami Kimberly Anderson~
Moje życie jest piękne. Jestem sławna i bogata, mam 2 dzieci i wspaniałego męża. Drugie moje dziecko to 3 –letnia Bridget. Śliczna blondynka o czekoladowych oczkach, lekko zarumienionej buzi i imieniu, po mojej 2 faworytce z dzieciństwa. Natomiast moje pierwsze dziecko to 15 letnia Bella. Śliczna brunetka o czekoladowych oczach, ciemnej karnacji i imieniu po córce cioci Julie i wujka Miltona.
~Oczami Belli Anderson~
-Mamo, wychodzę! –krzyczałam zbiegając po schodach.
-Czekaj, a gdzie idziesz? –mama jak zwykle musi mnie o wszystko wypytywać.
-Oh.. Skoczę do cioci Grace zobaczyć się z Veronicą –odpowiedziałam obojętnie.
-Tylko uważaj Balla –jak zwykle tata tez musi się wtrącać. Stanął w drzwiach kuchni koło mamy i objął ją.
-A co mi się może stać tato? –zapytałam zakładając płaszcz.
-Sam nie wiem. Ale uważaj –pouczał mnie na zmianę z mamą.
-Dobra.. Pa! –pisnęłam i wyszłam z domu.
-Pa Bella –powiedzieli rodzice i zamknęłam drzwi.
Następnego dnia
Obudziłam się. Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że jest już 7.30. „Po mnie!” –pomyślałam I zerwałam sie na równe nogi. Wbiegłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone, po czym weszłam do pokoju w poszukiwaniu ubrań na dziś. Założyłam żółtą tunikę z krótkim rękawkiem, zielone leginsy, czerwoną bluzę i żółte conversy. Zabrałam torbę z książkami i wyszłam z pokoju. Mama jeszcze nie pozwala mi się malować chodź jestem pewna, ze ona w moim wieku się malowała.
Zbiegłam na dół i weszłam do kuchni. Mama gadała z tatą i chyba mnie nie zauważyli.
-Mamo, tato! Hej! Dajcie mi kasę na lunch! –krzyknęłam.
-Bella, cicho bo obudzisz Bridget –skarciła mnie mama.
-A czemu mamy Ci dawać pieniądze? Masz chyba kieszonkowe –filozofował tata.
-Tato błagam.. –mruczałam –Kieszonkowe, to jest na ciuchy i buty, a nie na lunch. No dajcie mi coś, pliss.. –jęczałam.
-Dobra. Ile chcesz? –wiedziałam, ze mama się złamie.
-Hm.. 20 dolców? –spytałam z nadzieją.
-Masz –powiedział tata i dał mi banknot.
-Dzięki! –pisnęłam.
Podbiegłam do rodziców i cmoknęłam ich w policzek. Schowałam kasę do torby. Założyłam płaszcz i wybiegłam z domu. Na autobus już nie zdążę to idę na piechotę. Zresztą, szkołę mam 300 metrów dalej.
London High School – przerwa na lunch
Szłam właśnie do stołówki, gdy moją uwagę przykuł wysoki blondyn. Odwrócił się, a ja zatonęłam w jego oczach..
***
No, kochani..
Czyli to koniec..
Już tu nie zobaczycie rozdziału..
Co prawda istnieje szansa, na jakąś notkę co jakiś czas, ale to nie to samo..
Chcę, żebyście wiedziały, że Was kocham i jesteście naprawdę wspaniałe..
Byłyście przy mnie cały czas,
I za to Wam dziękuję.
Jest na szczęście mój drugi blog: Locked In Four Walls
Możecie na niego wejść, bo jest on w pasku bocznym Co czytam *.*
1 rozdział dodam jutro lub w ewentualności, w niedzielę, ale nie wiem czy będę miała czas.
Kocham Was i..
Pa..
Julia Howard..

6 komentarzy:

  1. Nie mogę :) po prostu nie da się tego opisać słowami... ostatni rozdział wyszedł Ci najlepiej ;*
    Po prostu fenomenalny ;] już nie mogę się doczekać kiedy dodasz 1-szy rozdział na nowym blogu na pewno będzie tak samo świetny jak ten <3 jak zawsze kochana jesteś THE BEST.
    Twoja fanka Domi ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje moja fanko kochana.
      Smutno mi,ale musiała to kiedyś dokończyć.
      A w końcu skończyłam Happy Endem,nie?
      Julia Howard

      Usuń
  2. Mam pomysł! Możesz pisać nową historię na tym blogu tak jak inne blogerki! :D Proszę... Proszę... Bardzo ładnie proszę...
    Rozdział jak zwykle ♥ ♥ ♥ Wspaniały tylko jest jeden minus ;( ON JEST OSTATNI! ! !
    Twoja wierna fanka Olivia Holt
    4ever I ♥ YOU Nie zapomnij ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zapomne. I też Cię kocham.
      Ale chyba nie doczytałaś do końca.
      Ja pisze już nowego bloga, jutro lub w niedzielę dodam tam 1 rozdział :)))
      Julia Howard

      Usuń
  3. Rozdział fantastyczny!!
    Szkoda, że skończyłaś tą historię;((
    Ale fajnie, że piszesz nowego bloga;)) na pewno będę czytać!!
    Kocham cię;**
    Twoja wierna fanka Magda<33

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały!!!
    Wiem że nie komentowałam poprzednich rozdziałów ale nie miałam czasu ;)
    Za to zawsze byłam przy tobie :)
    Ten rozdział jest niesamowity. ;***
    Szkoda że kończysz tego bloga ;c
    Super że jest drugi blog.
    KOCHAM CIĘ!! <333
    Twoja wielka fanka Nadia ;33

    OdpowiedzUsuń