Słuchacie kochane moje!
Skończyłam pisać tego bloga,a liczba obserwatorów stale rośnie.
Bardzo mnie to cieszy,ponieważ cieszę sie,że są takie osoby,które są wierne aż do końca.
Czytając bloga,chodź historia dobiegła końca.
Jestem wzruszona,że są takie osoby.
Więc chce tylko powiedzieć,że Was koffam dzieczyny i,że będę Wam wdzieczna aż do śmierci!!!
Kocham;***
Julia Howard
sobota, 1 czerwca 2013
piątek, 3 maja 2013
Rozdział 73(Słownik Hiszpańsko – Polski..)KONIEC ;*
Zamknęłam pamiętnik i schowałam go pod poduszkę. Do pokoju weszła zadowolona Grace. Popatrzyłam na nią pytającym wzrokiem, a ona usiadła na łóżku, ujęła moją dłoń i zaczęła mówić:
-Kim, obiecaj mi jedno..
-Tak..? –spytałam niepewnie.
-Obiecaj..Że będę Twoją druhną! –wykrzyknęła Quesher.
Popatrzyłam na brunetkę ze zdziwieniem. Czyli w moim domu, informacje rozchodzą się z zawrotnym tempem. Najwyraźniej tak, bo Jack oświadczał mi się jakieś 10 minut temu. Trudno jest mi teraz powiedzieć, czy będę mogła wziąć Grace na druhnę, czy też nie.
Czemu? Prosta sprawa. Znam zamiary Jerry’ego i obawiam się, czy w dniu naszego ślubu[mojego i Jacka] Grace, będzie jeszcze panną. Ale mogę się o to zatroszczyć, więc w sumie –nie ma się o co martwić.
-Jasne. Obiecuje. Ale..Kto Ci to powiedział? –zapytałam przytulając przyjaciółkę.
-Jack.. –powiedziała Grace prawie niesłyszalnie.
-Jack –powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
Puściłam Grace i wstałam z łóżka, podchodząc do drzwi. Rzuciłam brunetce miły, sztuczny uśmiech i zamknęłam drzwi. Zbiegłam na dół w poszukiwaniu winowajcy. Którym jest mój przyszły mąż..Mniejsza o to!
Szukałam Jacka chyba po całym domu: najpierw poszłam do jego pokoju, potem do pokoju Jerry’ego, potem do łazienki(na górze i na dole), do salonu, jadalni i na ogród. Do Sali do karate i do piwnicy, która aktualnie robiła za sale muzyczną do prób. Potem poszłam do garderoby, garażu i do pokoju zabaw.
Jacka nigdzie nie było. Normalnie wziął i zniknął! Ale..Jest jeszcze jedno miejsce gdzie mnie nie było. Tym miejscem jest kuchnia. Poszłam do niej i co widzę? Nic. Tak Jacka też nie było! Był tylko Jerry, który siłował się z słoikiem marmolady porzeczkowej. Podeszłam do Latynosa i zabrałam od niego słoik. Podważyłam pokrywkę nożem i otwarłam przeciwnika Martineza.
-No..Poluzowałem trochę go..Sama wiesz.. –jąkał się Jerry.
-Jasne Jerry. Przyjmijmy, że to Twoja zasługa. A teraz moje pytanie –powiedziałam opierając się o blat kuchenny.
-Hmm..? –zapytał Latynos siłując się dla odmiany, z ‘domkiem dla chleba’.
-Daj to! –powiedziałam i otworzyłam mieszkanko chleba –Moje pytanie brzmi: Gdzie jest Jack?
-Jack..? Jaki Jack..? –piszczał Jerry.
-A ilu Jacków znasz? –spytałam przenikliwie.
- No puedo hablar con Kim. Tengo pan en la boca –Jerry powiedział coś tam po Hiszpańsku.
-Jerry! –wydarłam się na pół domu.
-Ok., ok.. –poddał się Latynos –Jack jest.. Se encaraga de la cocina, decoración y musica para su boda.
-Dobra.. –mruknęłam -Znajdę słownik i Ci odpowiem.
Wyszłam z kuchni i skierowałam się do biblioteczki. Tam jakiś słownik się znajdzie. Tylko czy ja mam słownik Angielsko – Hiszpański? Sie okaże. Patrzyłam po wszystkich półkach, wszystkich książkach, aż w końcu znalazłam. Słownik Hiszpańsko – Polski. Ale znalazłam też Polsko – Angielski. Jakoś to będzie.
Usiadłam na kanapie w salonie i wyszukałam wszystkie słowa które powiedział Jerry, spisałam je po Polsku po kolei tworząc zdanie, potem przełożyłam te wyrazy na Angielski i w końcu zrozumiałam o co Jerry’emu chodziło.
Jack jest taki kochany. Ale i tak go opiepsze za wygadanie się Grace. I Jerry’emu też! Ale mu się dostanie. Weszłam z powrotem do kuchni, z kartką w dłoni.
-Jerry! –zaczęłam na co Latynos się odwrócił –Już wiem co powiedziałeś. Ale skąd Ty o tym wiesz?
-Jak to z kąt? –zdziwił się chłopak –Od Grace. A co?
-W tym domu informacje szybko się rozchodzą –mruknęłam zła –Wiesz co ja musiałam przejść, żeby zrozumieć to, co do mnie powiedziałeś? Dwa słowniki przestudiowałam i paznokcie sobie zniszczyłam!
-Ale zdajesz sobie sprawę, że masz tłumacz w iPhonie, iPadzie i laptopie, nie? –teraz Jerry był bardziej rozbawiony, niż przestraszony.
-Tak wiem! –powiedziałam przez zaciśnięte zęby –Idę po Jacka. Gdzie on jest?
-Powiedziałem Ci przecież wszystko –Jerry chciał się wymigać i wyjść z kuchni, ale mu nie pozwoliłam.
-Ja wiem co robi, ale gdzie on jest?! –powiedziałam jeszcze bardziej oschle niż wcześniej.
-Na pewno nie powiem Ci, że jest w parku i gada z Londynem w ‘tej’ sprawie i nie powiem Ci też, że Milton i Julie mu pomagają –i Jerry po raz kolejny się wygadał.
-Dzięki Jerry! Jesteś kochany! –uśmiechnęłam się i cmoknęłam przyjaciela w policzek.
-O, serio Jerry, serio?! –krzyknął Latynos i wrócił do przerwanej czynności –siłowania się z pudełkiem masła.
Założyłam płaszcz i wyszłam z domu. Tylko jest jeszcze pytanie do którego Jack parku poszedł? Południowego, północnego, wschodniego czy zachodniego? Oh, czemu w Seaford muszą być aż 4 parki?! Po co to komu? I tak wszyscy siedzą w północnym!
Właśnie.. Jak wszyscy siedzą w północnym, to Jack, Milton i Julie są w którymś, z tych trzech pozostałych. Pewnie chcieli mieć ciszę i spokój. Tylko, że teraz są sławni, to kto tu mówi o spokoju. Ale, może czymś fanów zajęli? Nadzieja zawsze umiera ostatnia. A właśnie mnie, zaczynają okrążać tłumy fotoreporterów. Aaaa!!!
Wszyscy chcieli, bym coś zaśpiewała. Miałam wybór? Musiałam spełnić ich prośbę. Zaśpiewałam kawałek piosenki i dali mi spokój. Czyli cuda się zdarzają! Ale dobra. Skupiam się. Skąd mam wiedzieć w którym parku jest mój kochany winowajca? Nie mam czasu chodzić po wszystkich po kolei i ich szukać. Mam! Julie dostała ode mnie na 19 urodziny kolczyki z GPS -em! Ale ich dzisiaj nie założyła..
Już wiem! Jack dostał ode mnie kiedyś taką czarną bransoletkę, którą zawsze nosi. Paciorki tej bransoletki wysyłają fale namierzające tego kto ja nosi na mój telefon. Spytacie po co mu ją dałam jak się jeszcze przyjaźniliśmy? Nie wiedziałam, że ma takie właściwości. Chciałam mu po prostu dać prezent, dopiero potem doczytałam co to robi.
Wyjęłam komórkę z kieszeni i weszłam w tą kosmiczną aplikację. Okazało się, że Jack jest we wschodnim parku. Nawet wiedziałam, ze tak trochę w głębi i razem z Miltonem i Julie siedzi pod drzewem. Ruszyłam szybkim krokiem w stronę parku wschodniego. Już za chwilę zobaczyłam jak mój winowajca wraca z przyjaciółmi do domu. Schowałam się za drzewem, a gdy przyjaciele wychodzili z parku skoczyłam na Jacka, przez co spadł na ziemię.
-Kim, co Ty robisz? –spytał zdziwiony.
-Skacze na paplę –powiedziałam słodko –Wygadałeś się Grace, Miltonowi, Julie i Jerry’emu.
-Ja..? –zapiszczał –Nic nie powiedziałem –kłamał.
-Jack..? –popatrzyłam na chłopaka przenikliwie.
-Nie pamiętam nic takiego –powiedział już zwyczajnie.
-To może ja Ci rozjaśnię nieco pamięć? –spytałam i pocałowałam chłopaka.
On oddał mi go 2 razy mocniej. Po chwili oderwaliśmy się od siebie, a ja ponownie zapytałam:
-Czemu się wygadałeś, paplo?
-Dobra.. Komuś musiałem powiedzieć.
-I postanowiłeś powiedzieć wszystkim?
-Tak.. Jesteś bardzo zła? –spytał chłopak wstając.
-Nie jestem zła. Grace chce być druhną –oznajmiłam.
-A Jerry świadkiem –powiedział chłopak i ruszyliśmy za Miltonem i Julie w stronę domu.
-I mamy komplet! –uśmiechnęłam się.
1 czerwiec – Seaford High School
Dzisiaj nasz ostatni dzień w Seaford. Całą noc się pakowaliśmy i jestem teraz wykończona. Ale cóż.. Szliśmy korytarzem, schodami i drugim korytarzem na taki specjalny balkon, gdzie mieliśmy śpiewać. Na dole miała stać ‘publika’. Byłam całkiem nieźle ubrana. Podobnie jak Grace i Julie. Wiedzieliśmy co zaśpiewamy i w ogóle wszystko było zaplanowane. Weszliśmy na balkon przy okazji rozdając autografy.
-Kochani! –zaczęła Grace do mikrofonu –To nasz ostatni dzień tutaj! Naszą nową piosenkę, dedykujemy całemu Seaford!
-Tak! –wtrąciłam się –Mamy nadzieję, ze Wam się spodoba! Zaczynamy!
Powiedziałam i chłopcy zaczęli grać, a my śpiewać:
I call you up when I know he’s at home,
I jump out of my skin when he picks up the phone
What can I tell if he’s looking at me?
Should I give him a smile?
Should I get up and leave?
I know it’s strange, I don’t what I’m thinking
But is it wrong if I see him this weekend
I really hope I can get him alone
I just don’t, don’t want her to know
[Chorus]
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
Yeeeeaaah
A punk rock drummer and he’s 6 foot 3
I don’t want to, but I want to,
Cause I just can’t get you out of mind!
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother
I kinda think that I might be his type
Because if you’re not around, And i'm acting to shy
Sometimes I feel like he might make a move
Is this all in my head?
I don’t know what to do
I know it’s strange, I don’t know what he’s thinking
But is it wrong if I see him this weekend
I really hope I can get him alone
I just don’t, don’t want her to know
[Chorus]
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
Yeeeeaaah
A punk rock drummer and he’s 6 foot 3
I don’t want to, but I want to,
Cause I just can’t get you out of mind!
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother
Cause he’s such a dream
Yeah
And you know what I mean
If you weren't related
I jump out of my skin when he picks up the phone
What can I tell if he’s looking at me?
Should I give him a smile?
Should I get up and leave?
I know it’s strange, I don’t what I’m thinking
But is it wrong if I see him this weekend
I really hope I can get him alone
I just don’t, don’t want her to know
[Chorus]
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
Yeeeeaaah
A punk rock drummer and he’s 6 foot 3
I don’t want to, but I want to,
Cause I just can’t get you out of mind!
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother
I kinda think that I might be his type
Because if you’re not around, And i'm acting to shy
Sometimes I feel like he might make a move
Is this all in my head?
I don’t know what to do
I know it’s strange, I don’t know what he’s thinking
But is it wrong if I see him this weekend
I really hope I can get him alone
I just don’t, don’t want her to know
[Chorus]
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
Yeeeeaaah
A punk rock drummer and he’s 6 foot 3
I don’t want to, but I want to,
Cause I just can’t get you out of mind!
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother
Cause he’s such a dream
Yeah
And you know what I mean
If you weren't related
Podczas naszego koncertu zaczął lać deszcz. I co my mieliśmy zrobić?
-Przerywamy..? –spytała smutno Grace.
-Czy chcesz śpiewać dalej? –spytał Jerry jak na dobrego przyjaciela przystało.
Ja tylko się uśmiechnęłam, co było wystarczającą odpowiedzia. Chłopcy znowu zaczęli grać, a my powróciłyśmy do śpiewania:
[Chorus]
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
Yeeeeaaah
A punk rock drummer and he’s 6 foot 3
I don’t want to, but I want to
Cause I just can’t get you out of mind and..
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother
[Chorus]
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
Yeeeeaaah
A punk rock drummer and he’s 6 foot 3
I don’t want to, but I want to
Cause I just can’t get you out of mind and..
Yeeeeaaah
My best friend’s brother is the one for me
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother
BFB, BFB
My best friend’s brother, my best friend’s brother
Po tym koncercie byliśmy cali mokrzy. Wszyscy byli mokrzy, bo nikt nie przypuszczał, ze zacznie padać. Ale najważniejsze jest to, ze dobrze się bawiliśmy, a mieszkańcy Seaford zapamiętają nas na zawsze. Mimo, iż wyjeżdżamy.
25.05.2013 – sobota – ślub Kicka
-Czy Ty, Kimberly Crowford, bierzesz sobie Jacka Andersona za męża. Obiecujesz go kochać, póki śmierć Was nie rozłączy? –spytał ksiądz udzielający nam ślubu.
-Tak –powiedziałam, a Jack uśmiechnął się zwycięsko.
-A czy Ty, Jacku Andersonie, bierzesz sobie Kimberly Crowford za żonę. Obiecujesz ją kochać, póki śmierć Was nie rozłączy? –spytał po raz kolejny ksiądz.
-Tak –odpowiedział Jack i teraz to ja się zaśmiałam.
Grace i Julie ryczały za mną[bo były druhnami]. Milton i Jerry cieszyli się jak głupi do sera. A Rudy i Bobby.. też się popłakali. Jeśli chodzi o rodziców Jacka, to chyba nigdy nie przypuszczali, że zobaczą swojego syna na ślubnym kobiercu ze mną. Sama w to nie wierzyłam.
-Ogłaszam Was mężem i żoną. Możecie się, pocałować –zakończył ksiądz.
Jack podszedł pół kroku do mnie, a ja pół kroku do niego. Objął mnie w talii, a ja oplotłam ręce w Okół jego szyi i uśmiechnęłam się.
-Zawsze wiedziałem, ze Ci się podobam –powiedział z uśmieszkiem.
-Co Ty nie powiesz? Może jednak nie. Może było inaczej? –stuknęliśmy się czołami.
-Nie wydaje mi się –szepnął i wpił mi się w usta.
Ja oddałam mu pocałunek. Całowaliśmy się tak z 10 minut po czym ksiądz musiał nas rozdzielić. Odwróciliśmy się do ‘publiki’. Uśmiechnęłam się, a Grace i Julie rzuciły mi się na szyje rycząc. Natomiast Jerry, Milton, Rudy i Bobby podbiegli do Jacka i zaczęli mu gratulować. Wspomniałam, ze ślub był na polu? Nie. To wspominam. W Londynie jest boska pogoda, to po co się kisić w budynku?
17.08.2030
~Oczami Kimberly Anderson~
Moje życie jest piękne. Jestem sławna i bogata, mam 2 dzieci i wspaniałego męża. Drugie moje dziecko to 3 –letnia Bridget. Śliczna blondynka o czekoladowych oczkach, lekko zarumienionej buzi i imieniu, po mojej 2 faworytce z dzieciństwa. Natomiast moje pierwsze dziecko to 15 letnia Bella. Śliczna brunetka o czekoladowych oczach, ciemnej karnacji i imieniu po córce cioci Julie i wujka Miltona.
~Oczami Belli Anderson~
-Mamo, wychodzę! –krzyczałam zbiegając po schodach.
-Czekaj, a gdzie idziesz? –mama jak zwykle musi mnie o wszystko wypytywać.
-Oh.. Skoczę do cioci Grace zobaczyć się z Veronicą –odpowiedziałam obojętnie.
-Tylko uważaj Balla –jak zwykle tata tez musi się wtrącać. Stanął w drzwiach kuchni koło mamy i objął ją.
-A co mi się może stać tato? –zapytałam zakładając płaszcz.
-Sam nie wiem. Ale uważaj –pouczał mnie na zmianę z mamą.
-Dobra.. Pa! –pisnęłam i wyszłam z domu.
-Pa Bella –powiedzieli rodzice i zamknęłam drzwi.
Następnego dnia
Obudziłam się. Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że jest już 7.30. „Po mnie!” –pomyślałam I zerwałam sie na równe nogi. Wbiegłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone, po czym weszłam do pokoju w poszukiwaniu ubrań na dziś. Założyłam żółtą tunikę z krótkim rękawkiem, zielone leginsy, czerwoną bluzę i żółte conversy. Zabrałam torbę z książkami i wyszłam z pokoju. Mama jeszcze nie pozwala mi się malować chodź jestem pewna, ze ona w moim wieku się malowała.
Zbiegłam na dół i weszłam do kuchni. Mama gadała z tatą i chyba mnie nie zauważyli.
-Mamo, tato! Hej! Dajcie mi kasę na lunch! –krzyknęłam.
-Bella, cicho bo obudzisz Bridget –skarciła mnie mama.
-A czemu mamy Ci dawać pieniądze? Masz chyba kieszonkowe –filozofował tata.
-Tato błagam.. –mruczałam –Kieszonkowe, to jest na ciuchy i buty, a nie na lunch. No dajcie mi coś, pliss.. –jęczałam.
-Dobra. Ile chcesz? –wiedziałam, ze mama się złamie.
-Hm.. 20 dolców? –spytałam z nadzieją.
-Masz –powiedział tata i dał mi banknot.
-Dzięki! –pisnęłam.
Podbiegłam do rodziców i cmoknęłam ich w policzek. Schowałam kasę do torby. Założyłam płaszcz i wybiegłam z domu. Na autobus już nie zdążę to idę na piechotę. Zresztą, szkołę mam 300 metrów dalej.
London High School – przerwa na lunch
Szłam właśnie do stołówki, gdy moją uwagę przykuł wysoki blondyn. Odwrócił się, a ja zatonęłam w jego oczach..
***
No, kochani..
Czyli to koniec..
Już tu nie zobaczycie rozdziału..
Co prawda istnieje szansa, na jakąś notkę co jakiś czas, ale to nie to samo..
Chcę, żebyście wiedziały, że Was kocham i jesteście naprawdę wspaniałe..
Byłyście przy mnie cały czas,
I za to Wam dziękuję.
Jest na szczęście mój drugi blog: „Locked In Four Walls’
Możecie na niego wejść, bo jest on w pasku bocznym „Co czytam *.*”
1 rozdział dodam jutro lub w ewentualności, w niedzielę, ale nie wiem czy będę miała czas.
Kocham Was i..
Pa..
Julia Howard..
czwartek, 2 maja 2013
Rozdział 72(Wygranie bitwy nie oznacza wygrania wojny..)
~Oczami narratora~
W końcu grupa młodych gwiazd wyszła z samolotu i przedzierając się przez tłum fanów, doszła do drzwi wyjściowych. Chcieli oni jak najszybciej opuścić lotnisko. Nic w tym dziwnego, skoro są oblężeni przez fanów jak nie wiadomo kto.
Sława bywa przytłaczająca, a gdy ktoś się na nią decyduje, musi być tego świadomy. Grupa przyjaciół, jakimś cudem, doszła do auta Rudy’ego i odjechała w stronę dojo. Z tam tond każdy z osobna, na własną rękę, musi wrócić do domu. Graniczy to z cudem, ale jest to cena którą płaci się za swój talent.
~Oczami Kim~
W końcu wróciliśmy do dojo. Bardzo się cieszę. O tak.. Jest coś, co psuje mój dobry humor. Paparazzi i fani. Są jeszcze bardziej upierdliwi niż ci w Tokio. Weszliśmy do dojo, a Rudy zamknął drzwi na klucz.
-I co my teraz zrobimy? –zapytałam siadając na ławce.
-Bo ja to wiem?! –zapytali zirytowani przyjaciele.
Podniosłam ręce w geście obronnym i już nic nie mówiłam. Nikt nic nie mówił. Wszyscy rozsiedli się w dojo (na matach, ławkach i krzesłach) i milczeli. Minęły chyba 2 godziny, a my siedzieliśmy zupełnie cicho. Cud! Nikt nie odezwał się przez 2 godziny!
To zupełnie nie w naszym stylu, ale co zrobić. Sława zmienia człowieka.
-Robimy próbę? –zapytała w końcu Grace.
-Tak. Jasne. Czemu nie? Idziemy po sprzęt –przekrzykiwaliśmy się.
Chłopacy ruszyli do piwnicy po instrumenty i mikrofony, a my –dziewczyny- rozgrzałyśmy głosy. Robiłyśmy takie strasznie dziwne ćwiczenia na gardło i struny głosowe.
10 minut później
Wszystko było już gotowe. Chłopcy nastroili gitary, a my podłączyłyśmy mikrofony. Teraz pozostawała tylko kwestia piosenki. Jak zwykle ten sam problem. Trudno było nam wybrać jedną spośród setek, które znałyśmy. Mogłyśmy również zaśpiewać jakąś nową piosenkę, ale to również oznacza, gruntowne przemyślenia.
-Wybór piosenki –zaczęła Grace –To bardzo ważny eleme..A z resztą! Pierwsze co nam wpadnie do głowy! –krzyknęła brunetka.
-Make It Shine! –powiedzieliśmy równocześnie, po czym zaśmialiśmy się.
‘Make It Shine’to nasza nowa piosenka. Napisaliśmy ją jeszcze w Tokio, ale nie chcieliśmy się zdradzać, więc jej nie śpiewaliśmy. Tak na marginesie –napisaliśmy też jeszcze jedną nową piosenkę. Ale o tym świat dowie się w swoim czasie.
Porozstawialiśmy się po całym dojo: ja, Grace i Julie stanęłyśmy koło mikrofonów, a chłopaki podeszli do instrumentów. Uśmiechnęliśmy się do siebie nawzajem i chłopcy zaczęli grać, a my śpiewać:
Here I am, once again
Feeling lost but now and then
I breath it in to let it go
And you don't know
Where you are now
With what it will come to
If only somebody could hear
When you figure out how
Your lost in the moment you
Disappear
You don't have to be afraid
To put your dream in action
You're never gonna fade
You'll be the main attraction
Not a fantasy
Just remember me
When it turns out right
'Cause you know that if you live in your imagination
Tomorrow you'll be everybody's fascination
In my victory
Just remember me
When I make it shine
Reaching high
Feeling low
I'm holding on but letting go
I like to shine
I'll shine for you
And it's time to show the world how
it's a little bit closer
as long as I'm ready to go
All we have is right now
As long as you feel it inside you know
You don't have to be afraid
To put your dream in action
You're never gonna fade
You'll be the main attraction
Not a fantasy
Just remember me
When it turns out right
'Cause you know that if you live in your imagination
Tomorrow you'll be everybody's fascination
In my victory
Just remember me
When I make it shine
Everyone can tell you how it's all been said and done (ooo whoa)
That harder times will change your mind and make you wanna run
But you want it
And you need it
Like you need to breath the air
If they doubt you
Just believe it
That's enough to get you there
You don't have to be afraid
To put your dream in action
You're never gonna fade
You'll be the main attraction (ooo whoa)
Not a fantasy
Just remember me
When it turns out right (turns out right)
'Cause you know that if you live in your imagination
Tomorrow you'll be everybody's fascination (oooh)
In my victory (oooh)
Just remember me
When I make it shine
Feeling lost but now and then
I breath it in to let it go
And you don't know
Where you are now
With what it will come to
If only somebody could hear
When you figure out how
Your lost in the moment you
Disappear
You don't have to be afraid
To put your dream in action
You're never gonna fade
You'll be the main attraction
Not a fantasy
Just remember me
When it turns out right
'Cause you know that if you live in your imagination
Tomorrow you'll be everybody's fascination
In my victory
Just remember me
When I make it shine
Reaching high
Feeling low
I'm holding on but letting go
I like to shine
I'll shine for you
And it's time to show the world how
it's a little bit closer
as long as I'm ready to go
All we have is right now
As long as you feel it inside you know
You don't have to be afraid
To put your dream in action
You're never gonna fade
You'll be the main attraction
Not a fantasy
Just remember me
When it turns out right
'Cause you know that if you live in your imagination
Tomorrow you'll be everybody's fascination
In my victory
Just remember me
When I make it shine
Everyone can tell you how it's all been said and done (ooo whoa)
That harder times will change your mind and make you wanna run
But you want it
And you need it
Like you need to breath the air
If they doubt you
Just believe it
That's enough to get you there
You don't have to be afraid
To put your dream in action
You're never gonna fade
You'll be the main attraction (ooo whoa)
Not a fantasy
Just remember me
When it turns out right (turns out right)
'Cause you know that if you live in your imagination
Tomorrow you'll be everybody's fascination (oooh)
In my victory (oooh)
Just remember me
When I make it shine
Na koniec Jerry, rzucił pałeczkami(bo gra na perkusji) do tyłu tak, że uderzył nimi Miltona, który grał za nim, przez co Krupnick przewrócił się uderzając głową w Julie, która aktualnie stała za nim. Razem z Grace roześmiałyśmy się z tego, a Latynos, jak to ma w zwyczaju, nie zrozumiał z jakiego powodu śmiałyśmy się.
Po chwili jednak odzyskałyśmy powagę. Zaśpiewałyśmy jeszcze jedną piosenkę po czym, złożyliśmy sprzęt, a chłopcy zanieśli go do piwnicy. Usiadłam na ławce i próbowałam złapać oddech, co nie było łatwym zadaniem. Co chwilę spoglądałam na drzwi, do których dobijały się setki fanów i fanek, a gdy śpiewaliśmy, wszyscy darli się w niebogłosy. Chyba naprawdę nas lubią.
3 dni później –Seaford High School
Nareszcie wróciliśmy do szkoły. Jednak życie gwiazd nie jest takie proste jak nam się na początku wydawało. Do Jacka i Jerry’ego co chwila tulą się dziewczyny, a wczoraj, to dwie zemdlały jak byliśmy w parku. Ale jest jedno pocieszenie –chłopacy są wierni i nie zwracają zbytniej uwagi na fanki.
Po za tym ja z Grace i Julie mamy tego niezły fun. Fajnie jest patrzeć jak twój chłopak jest mimo woli całowany, przytulany i głaskany. Po jednym wypadzie na pizze, chłopcy wracają cali umazani różnokolorową szminką. I to w cale nie nasza wina.
Ale wracając. Próbuję się dostać do szafki już jakieś 10 minut i coś mi nie idzie. Cała grupa dziewczyn piszczy żebym coś zaśpiewała. Mam wybór? Muszę spełnić ich prośbę inaczej będę spóźniona na lekcje. A lekcje to w sumie pół biedy. Nie dostanę się do szafki, a tam mam komórkę i iPada a to cenne.
Zaśpiewałam kawałek piosenki, po czym rozkazałam, aby dziewczyny odsunęły się od mojej szafki. Jack, Jerry i Grace stali w tym czasie na schodach i chichrali się jak głupi do sera. Dziwne jest to, że raz mnie napastuje tłum fanów, raz Grace, innym razem Jacka, kiedy indziej Jerry’ego, a jeszcze kiedy indziej Miltona czy Julie.
Jakby nie mogli tego robić na raz. Albo jeszcze lepiej –w ogóle. Dziewczyny utorowały mi przejście i mogłam dostać się do szafki. Otworzyłam ja i wyjęłam komórkę, oraz długopis. Dziś piszemy maturę i chcę wypaść jak najlepiej.
W ogóle specjalnie ładnie się ubrałam. Zamknęłam szafkę i w tedy stało się coś, czego się nie spodziewałam. Na środek szkoły weszła Suzanne krzycząc:
-Uwaga, uwaga! Cicho! Suzanne przemawia –podeszła do mnie –Hej Kim. Słuchaj. Dasz mi autograf, a ja dam Ci spokój.
-A jak Ci nie dam autografu to co? –zapytałam śmiało.
-To nie oddam Ci chłopaka –oznajmiła z chytrym uśmieszkiem.
-Jakbym Cię miała o to prosić. Jack, to nie jest Twoja własność. Nie możesz sobie nim sterować. Po za tym, mogłabyś już sobie odpuścić. I tak przegrałaś –uśmiechnęłam się, a na korytarzu zapanowała grobowa cisza.
-Kim –zaczęła ‘milutko’Suzy –Ty wygrałaś bitwę. Wygranie bitwy nie oznacza wygrania wojny. A tą rzeczoną wojnę, wygram JA –powiedziała brunetka, nakładając akcent na ostatnie słowo.
-Jak niby zamierzasz to zrobić? –teraz do rozmowy wtrącił się Jack schodząc po schodach. Podszedł do mnie i objął mnie w talii.
-Jak to jak Jackie? –zaszczebiotała Suzanne –Nie dam jej mi Ciebie odebrać. Tak to.
-No to za bardzo się przeliczyłaś Suzy –i Grace się wtrąciła –Zaraz po maturze, lecimy do Londynu. Jutro grany koncert w Seaford, dla szkoły, a potem wyjeżdżamy.
-Coo..!? –pisnęła Suzy –I Ty mi Jackie o niczym nie mówisz? Muszę się spakować przecież!
-A na jakiej podstawie ja mam Ci coś mówić? –zapytał zdziwiony Jack.
-Tego, że przecież jestem Twoją dziew.. –nie dokończyła bo przerwała jej cała szkoła na czele z nami.
-Nie jesteś jego dziewczyną!!! –krzyknęliśmy wszyscy i zadzwonił dzwonek.
Suzanne odbiegła z płaczem. Chyba w końcu przyjęła prawdę. No, cała szkoła jej coś uświadomiła.
-Dzięki Wam, kochani. Co ja bym bez Was zrobiła? –uśmiechnęłam się.
Zabraliśmy się w kółko i przytuliliśmy się, a cała szkoła rozeszła się do klas. Kiedy się od siebie odczepiliśmy, pocałowałam Jacka w sta, a Jerry’ego w policzek. Spytacie czemu pocałowałam Jerry’ego? Bo to mój najlepszy przyjaciel, a ja nic do niego nie czuję. Po za przyjaźnią. Jack o tym wie, wiec nie piekli się o jednego całusa.
Teraz dopiero zorientowaliśmy się, ze jest już grubo po dzwonku na lekcje. A dziś matura! Szybko pobiegliśmy do Sali, w której przyszło nam pisać test. Przeprosiliśmy grzecznie za spóźnienie. A, jako ze jesteśmy gwiazdami, uszło nam to na sucho.
Usiedliśmy do ławek i otrzymaliśmy testy. Nie wyglądało to aż tak przerażająco, jak mi się wydawało. Test był nawet łatwy. Jedynie nieliczne pytania otwarte, sprawiały mi problem.
Popołudnie –Park w Seaford
Tak jak mówiłam. Matura nie była aż taka trudna. Nawet Jerry sobie z nią poradził bez problemów. Bez większych problemów. A postawa Miltona mnie rozwaliła. Po maturze podszedł do nauczyciela i pogratulował mu, napisania świetnego testu. W sumie jeszcze lepszy był Jerry, który zapytał matematyczkę, czy chce jego autograf. O dziwo zgodziła się.
Ale zdecydowanie najlepszy, był nauczyciel angielskiego. Kiedy wychodziliśmy z Sali, padł przed nami na kolana i prosił o autograf dla córki. Śmialiśmy się z tego, ale daliśmy autografy.
-Wiecie co? –zaczęła Julie –Mamy ciekawe życie. Ze zwykłych uczniów staliśmy się międzynarodowymi gwiazdami, a nasi nauczycie proszą nas o autograf. Sądzę, że zdobyliśmy szczyty.
-No pewnie –przytaknęłam przytulając się do Jacka lezącego na ławce –Trochę nas to kosztowało, ale udało się. A ja, szczerze powiedziawszy, zawsze myślałam, że zostanę księgową –przyznałam.
-Księgową? Czemu akurat księgową? –zadziwił się Jerry.
-Sama nie wiem –przyznałam zgodnie z prawdą –Jakoś czułam, że to jest moja droga życiowa. Cóż. Myliłam się.
-I to jeszcze jak! –zaśmiała się Grace –Twoja droga to muzyka. Ona jest w Tobie i Ty to wiesz.
-Nie Grace. Muzyka jest w nas. I tak nazwiemy zespół –uśmiechnęłam się.
-Zespół?! –Jack ożywił się –Jaki znowu zespół?
-No gramy, śpiewamy, tańczymy razem. Musimy mieć zespół no i nazwę –wyjaśniłam.
-Dobra. To zakładamy zespół –zgodził się Milton.
-Tak. Od dziś jesteśmy ‘Music Is In Us’-zaśmiałam się.
Wszyscy uśmiechnęliśmy się. Postanowiliśmy wrócić do domu. Wspominałam, ze wszyscy mieszkamy razem? Nie? To mieszkamy razem. W moim domu. Jutro dajemy koncert i wyjeżdżamy do Londynu. Tak nasza kariera nabierze tempa. Będziemy jeszcze sławniejsi, niż byśmy mogli sobie to wyobrazić.
~Z pamiętnika Kim Crowford~
31.05.2013 –piątek
„Jestem przeszczęśliwa z dwóch powodów. Po pierwsze: W Seaford całą maturę zdaje się w jeden dzień, bo taki jest przepis, więc mam pół stresu z głowy. Myślę, ze dobrze mi to wyszło. Teraz tylko druga połowa stresu –jak napisałam tą maturę. Ale tego dowiem się przez e-mail, bo wyjeżdżamy z Seaford na.. Zawsze.. Ale cóż. A teraz drugi powód do radości. Mamy już z Grace i Julie po 19 lat. Tak samo Milton(Eddie wyjechał do Europy na stałe –płaczmy wszyscy xD), a Jack i Jerry mają po 20 lat. Czyli w świetle prawa jesteśmy już dorośli. No, i w związku z tym prawem, mamy jakieś przywileje, nie? No. I jeden z tych przywileji uszczęśliwił mnie najbardziej na świecie. Uwaga, uwaga.. JACK MI SIĘ OŚWIADCZYŁ!!! Jestem teraz chyba najszczęśliwszą dziewczyną w całym Seaford! Ślub weźmiemy w Londynie. Przyjedzie na niego Rudy, Bobby i rodzice Jacka. Moich już niestety nie ma, więc do ołtarza zaprowadzi mnie Rudy. Hihi! Jestem mega happy”
Kim Crowford <3
***
Kochani. Jeszcze nie skończyłam opowiadania, więc nie rońcie łez. Skończę go dopiero jutro. Wiem, wiem.. Taki moment i mógłby być koniec, ale ja go jeszcze nie chce.
Mam pomysł na ostatni rozdział i jutro go zrealizuje.
Teraz tak:
Wyrazy pogrubione i pokolorowane na inny niż biały kolor to linki. Tak na przyszłość.
To do jutra<333 !
Julia Howard
środa, 1 maja 2013
Rozdział 71(Never say never,right?..)
Teraz to rozpłakałam się na dobre. Czyli Jack naprawdę coś do mnie czuje. Czyli to moje wybuchnięcie i nasza kłótnia, to tylko moja wina. Okropnie się czuję. Ja go tak o wszystko oskarżałam, a tak naprawdę –byłam jedyną winną. Co ja mam teraz zrobić? Jak to naprawić? Póki co to w ogóle muszę się uspokoić.
Grace zauważyła, że płaczę i jak na dobrą przyjaciółkę przystało –zapytała o co chodzi. Nic nie odpowiedziałam tylko podałam jej iPada. Kidy brunetka zobaczyła wyświetlacz, również się rozpłakała. Najwidoczniej obie mamy taką płaczliwą naturę.
Dziewczyna niemalże momentalnie, zaczęła nawijać o tym jaki to błąd popełniłam zrywając z Jackiem i, że powinnam wierzyć jej i Jerry’emu. Pokiwałam tylko głową na znak zgody i przytuliłam Quesher. Odebrałam od niej moją własność i włożyłam do torby.
-Muszę porozmawiać z Jackiem –powiedziałam ocierając pojedyncze łzy.
-Koniecznie –Grace uśmiechnęłam się zabierając nogi na bok tak, abym mogła swobodnie przejść.
Wstałam ze swojego miejsca i wyszłam na środek samolotu. Los chciał, żebym z Grace siedziała na początku tego ogromnego samolotu, a Jack z Jerry’m –na samym końcu. Ale jak mus to mus. Ruszyłam przed siebie, podążając w jedno konkretne miejsce. Tam gdzie siedzą chłopaki.
Właściwie nie wiedziałam z jaką misją tam idę. Co chcę powiedzieć. Czy chcę przeprosić Andersona, czy po prostu przytulić. Tyle pytań –ani jednej sensownej odpowiedzi. W głowie plątało mi się tysiąc myśli, a ja nie umiałam ich poukładać. Dotarłam w końcu do końca samolotu. Przystanęłam siedzenie wcześniej, gdzie nikt nie siedział i zebrałam myśli.
Usiadłam i już wiedziałam co chcę zrobić. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do Jacka. Poklepałam go lekko po ramieniu. Kiedy chłopak się odwrócił zaczęłam mówić:
-Jack, musimy pogadać. Naprawdę teraz. Jerry? Możesz?
I pokazałam gestem ręki, aby chłopak odszedł do Grace. Po raz pierwszy w życiu, Jerry coś zrozumiał i odszedł. Usiadłam na jego miejscu.
-Słuchaj Kim –zaczął Jack –Jeżeli dalej masz zamiar mnie oskarżać o niestworzone rzeczy, to proszę –idź do Grace.
-Nie Jack.. –zaczęłam cicho po woli się rozkręcając –Chciałam Cię przeprosić. Dopiero teraz zrozumiałam, że niepotrzebnie się zdenerwowałam i.. i, że..że.. –nie mogłam się wysłowić.
Na szczęście Jack mi w tym pomógł. Wziął moją twarz w swoje dłonie i pocałował mnie namiętnie w usta. Bez namysłu oddałam pocałunek, tylko z tą różnicą, że ja zrobiłam to 2 razy mocniej. Puściłam dłonie Jack i oplotłam ręce w Okół jego szyi. On zaś chwycił mnie w talii i położył mnie na sobie.
Lekko się uśmiechnęłam. W sumie, to pasowało mi to. Całowaliśmy się tak z 20 minut, a nam ciągle nie było dość. Czemu ja się temu dziwię? Sama nie wiem. Przecież to jest Kick. No, a Kick nigdy nie ma dość całowania się.
W końcu jednak oderwaliśmy się od siebie, przy czym ja, nie zaprzestałam leżenia na Jacku. Było mi tak wygodnie i ciepło. Jackowi to chyba też nie przeszkadzało, bo się nie skarżył.
-Kim?
-Tak?
-Wiesz..Ten teges, to może nie w samolocie, tylko w domu? –zaproponował z chytrym uśmieszkiem.
-Odwala Ci! –zaśmiałam się i trzepnęłam Andersona w głowę.
-Ale ja poważnie mówię. Przecież masz prawie 19 lat. Prawda?
-Prawda. A Ty, prawie 20. Wow.. Duża liczba –przyznałam.
-Tak. No więc..?
-Pomyślimy o tym w domu –obiecałam chłopakowi i odeszłam z powrotem do Grace.
8 godzin później – Lotnisko w Seaford
Nareszcie dolecieliśmy do domu! Nikt nie wie jak bardzo się cieszę. Wysiadając z samolotu myślałam tylko o jednej rzeczy. Położeniu się na kanapie w luźnych ciuchach przed telewizorem, z kawałkiem pizzy w ręku. Tego mi brakowało. Normalności.
Jednak nie wszystko zawsze jest takie, jakim chcielibyśmy to zrobić. Od razu po wyjściu z samolotu, zostaliśmy oblężeni przez tłumy fanów i fotoreporterów.
-Jack? –zaczęłam.
-Tak? –zapytał chłopak próbując wyjść z samolotu.
-Never say never, right? –zapytałam.
-Jasne. Rozumiem. Też o tym myślałem –przyznała chłopak.
Krótki jakiś, nie?
Mi się tak wydaje.
Tak czy inaczej, to jest pierwszy z.. trzech kończących opowiadanie.
Tak jest. Każda historia ma swój koniec, a koniec tej –nadchodzi wielkimi krokami.
Ta historia ma już rozwlekłą fabułę, a skończenie jej w takim miejscu znałam za odpowiednią decyzję.
Kocham Was<33
Julia Howard;***
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)